- Chyba ktoś od nas go aresztował, ale nie mam pojęcia kto. - Jakoś niespecjalnie interesowała się tym tematem, bo w sumie jej ten goblin nie obrobił, gdyby tak było to pewnie stałoby się inaczej. Dobrze mieć jednak świadomość, że już nikogo nie oszuka, a w tej loterii wygrali całkiem fajne nagrody. Najwyraźniej sabaty zmierzały ku dobremu, skoro uniemożliwiały już próby oszustwa, chociaż może to tylko dzięki temu dzielnemu osobnikowi, który zainteresował się tym, że wykorzystywał on naiwność ludzi.
- Tak naprawdę, to chyba w porównaniu do tej Ostary, to jest całkiem nieźle, nie ma co narzekać, te fanty będzie można wykorzystać do czegoś sprytnego. - Może i jeszcze nie wiedziała do czego, ale czuła, że nie były to knuty wyrzucone w piach, na pewno im się te przedmioty przydadzą.
- Masz trochę racji, los mi sprzyja praktycznie zawsze. - Dodała z uśmiechem, bo była tego świadoma, jakoś zawsze jej się wszystko układało, często miała więcej szczęścia niż rozumu, w najróżniejszych sytuacjach, może urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą? Nie miała pojęcia, ale dało się zauważyć, że faktycznie fortuna była jej sprzymierzeńcem.
Zbyt proste okazało się odejście, nie byłaby sobą, gdyby nie wykazała się zainteresowaniem o los ewentualnych pokrzywdzonych chociaż z każdą minutą upewniała się w tym, że to nie byli śmierciożercy, a jakaś bójka, gdzieś dalej przy stoisku. Kamień z serca, na samą myśl o tym, że mogłoby się powtórzyć to, co działo się w Beltane czuła strach. Wtedy nie było przyjemnie, zmarło wiele niewinnych osób, a sama znajdowała się blisko drugiej strony.
Znalazł się koło nich jakiś mężczyzna, z krzyżówką. Ruda wpatrywała się w niego z przymrużonymi oczami. - Serio? Nie o taką pomoc mi chodziło, znajdź sobie wróżbitę, może on ci pomoże. - To zachowanie upewniło ją w tym, że nie będzie dzisiaj nikomu pomagać. Może faktycznie warto zająć się ten jeden, jedyny raz sobą i Cameronem? Tak, zdecydowanie.
- Przepraszam Camiś, nie powinnam była stawać przed szeregiem, spadajmy stąd nim jeszcze jakiś kolejny pajac postanowi sobie ze mnie robić żarty. - Złapała Lupina pod rękę i wreszcie ruszyli w stronę sceny. Usiedli gdzieś na środku, bo z przodu zaczęło się robić ciasno. - Kurde, przydałoby się jedzenie. - Odparła rozczarowana.