Słowa płynęły, tak samo jak powitania, toasty, kolejne kęsy jedzenia, słowa płynęły łagodnością wieczornych cykad i jabłek, pachnących słońcem, aż zapach otumaniał i przywodził na myśl kolejne miesiące, gdy pożółkną liście i nadejdzie czas duchów. Nora radziła obie najlepiej z dziećmi, w końcu była matką, a oni z Shafiq'iem tylko dziwnymi wujkami, na szczęście osobno, wobec innych dzieci, bo mogłoby się zrobić nieco niezręcznie, gdyby ktoś zapytał szeptem, czy są parą. Jak wytłumaczyć, że pomimo podobnych upodobać, nigdy nie były one na nich wzajemnie? Widział pryszczatą twarz Anthony'ego i jego omdlewanie na pobliskie ławki, sofy i szezlongi, gdy widział pewnego Gryfona.
Wziął kieliszek szampana, najpierw podając jeden Norze, przecież dama nie będzie sama się obsługiwała, a później dla siebie i Antoniusza. Słuchał toastu z uprzejmą neutralnością. Mało miał wspólnego z pracami w sadzie Abotta, przynajmniej konkretnie fizycznie. Zainteresowanie pojawiło się wraz z pierwszym drżeniem ziemi. Odsunął się o krok od fontanny, czując, że to epicentrum drgań. Głos gospodarza nijak go nie
Zasłonił sobą Norę i Antoniusza, jakby odruchowo, zdawało mu się, że widzi rozpryskujące się kieliszki na ułamek sekundy przed tym zdarzeniem, ale może to było wychowanie pośród braci i oczekiwania na cios w każdej chwili. Zimny szampan zaczernił głębszą barwą jego ubranie.
Jak doskonale naoliwiona maszyna, pozostawił pałeczkę dyrygenta Antoniuszowi. Wiedział, że tamten ma więcej drygu do dowodzenia niż on sam, ten chłód przewodnika przez ciemną dolinę, który nie klęka przed byle zagrożeniem. W nim płonęła aż nazbyt widoczna ekscytacja, lśniąca w ciemnych oczach, jakby zamiast katastrofy, w powietrzu unosiła się płynna ekstaza. Król i jego lwie serce.
Złapał różdżkę momentalnie, gdy zobaczył kwiecie. Mógł być kiepski z wiedzy o naturze, ale miał za sobą rozmowy o pszczółkach, kwiatkach i zapylaniu. Zdecydowanie nie interesowało go zapylenie morderczym pyłkiem. Dlatego chciał dookoła szczeliny utworzyć pole pulsującej energii, która zamiast odpychać przeciwników, będzie odpychała pył w głąb szczeliny, z daleka od gości. Starał się wypatrzeć inne znajome twarze, czy są bezpieczni? Jeśli nie widział jednymi oczami, to planował patrzeć w przyszłość tym trzecim. Więc rzucał się, jak spadająca gwiazda, ku przyszłości, aby zapobiec tragediom.
Sukces!
Sukces!