03.06.2024, 23:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2024, 23:09 przez Anthony Shafiq.)
Na zewnątrz – fontanna a właściwie jej szczątki z alkoholem
Dziecko obchodziło go tyle co zeszłoroczny śnieg, choć oczywiście uśmiechnął się odprowadzając ją wzrokiem, bo to zawsze dobrze wyglądało na zdjęciach. I już w głowie opracował, jak to zrobić z Morpheusem w okolicy, już miał zapytać Norę o preferencje żywieniowe ministerialnych pracowników, ze szczególnym uwzględnieniem, choć oczywiście miękko zaszytym w potoczystej mowie, grupy detektywów, gdy ktoś musiał wznieść toast. Westchnął przewracając oczyma, czego szczęśliwie nie było widać w jego lustrzanych, ciemnych okularkach, ale podniósł się z leżaczka, by toast przyjąć należycie, z szacunkiem (choćby tym na pokaz) do gospodarzy imprezy. Wszak panna Figg nie wydawała się nigdzie uciekać, będzie mógł wrócić do tematu, bo przecież był ciekaw o pączki, którymi osładzają sobie życie dzielni stróże prawa. Ona musiała to wiedzieć, skoro jeden z nich był z nią w tak bliskiej relacji...
Nie słuchał za bardzo słów, ale doskonale wyczuł drżenie ziemi.
I właśnie dlatego tak rzadko jestem w Dolinie! – chciał już powiedzieć do Longbottoma, a wtedy rozpętało się piekło, kamienie poszły w drzazgi a bunt roślin przeklęte chwasty dał im się we znaki z taką dosadnością. Garnitur do śmieci... Odrzucił kieliszek i wyciągnął cisową różdżkę. Oby dzisiaj go nie zawiodła.
– Morpheus widzenie! Isaak koordynuj ewakuacje, żeby ludzie się nie potratowali! Philip zajmij się tym żółtym gównem! Rozwiej to, w przeciwnym kierunku do nas!– natychmiast przejął inicjatywę, w końcu na co dzień zajmował się dowodzeniem. Jego polecenia były wydawane mocnym, szkolonym też do tego głosem. Były krótkie, bo i czasu nie było na głębokie tyrady, zwracał się do tych, których znał, ich osobiście jak i zakres możliwości. – Dzieci! Teleportować dzieci przed warownie! – to było skierowane ogólnie do pozostałych, celowo podał miejsce, by potem można było się wszystkich doliczyć, a warownia... cóż, zakładał cały czas, że jest najbezpieczniejszym miejscem w Dolinie, a jeśli nie i rośłiny oszalały i tam, to na szczęście mieszkają tam kompetentne osoby, by uratować też maluchy.
Finalnie zamierzał odbiec o kilka kroków od epicentrum ataku i roztoczyć nad nimi tarczę, jak parasol ochronny o możliwie szerokim rondzie, mogącym pomieścić jego, Norę i Morpheusa, ale może też i innych, którzy pragnęli jakoś ogarnąć temat, a nie ślepo uciekać za tłumem.
Nie słuchał za bardzo słów, ale doskonale wyczuł drżenie ziemi.
I właśnie dlatego tak rzadko jestem w Dolinie! – chciał już powiedzieć do Longbottoma, a wtedy rozpętało się piekło, kamienie poszły w drzazgi a bunt roślin przeklęte chwasty dał im się we znaki z taką dosadnością. Garnitur do śmieci... Odrzucił kieliszek i wyciągnął cisową różdżkę. Oby dzisiaj go nie zawiodła.
– Morpheus widzenie! Isaak koordynuj ewakuacje, żeby ludzie się nie potratowali! Philip zajmij się tym żółtym gównem! Rozwiej to, w przeciwnym kierunku do nas!– natychmiast przejął inicjatywę, w końcu na co dzień zajmował się dowodzeniem. Jego polecenia były wydawane mocnym, szkolonym też do tego głosem. Były krótkie, bo i czasu nie było na głębokie tyrady, zwracał się do tych, których znał, ich osobiście jak i zakres możliwości. – Dzieci! Teleportować dzieci przed warownie! – to było skierowane ogólnie do pozostałych, celowo podał miejsce, by potem można było się wszystkich doliczyć, a warownia... cóż, zakładał cały czas, że jest najbezpieczniejszym miejscem w Dolinie, a jeśli nie i rośłiny oszalały i tam, to na szczęście mieszkają tam kompetentne osoby, by uratować też maluchy.
Finalnie zamierzał odbiec o kilka kroków od epicentrum ataku i roztoczyć nad nimi tarczę, jak parasol ochronny o możliwie szerokim rondzie, mogącym pomieścić jego, Norę i Morpheusa, ale może też i innych, którzy pragnęli jakoś ogarnąć temat, a nie ślepo uciekać za tłumem.
Rozproszenie IV na ochronną tarczę
Rzut PO 1d100 - 60
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 52
Sukces!
Sukces!