- Może być starcze, może być kurwa i może być "kurwa starcze", jakkolwiek wolisz. - Mruknął, spoglądając na człowieka, który powinien rzucić palenie, ale palił. I co, źle? Nie, niech zdycha. Niech się zaczadzi tym fajurkiem jak Niemcy czadzili Żydów. Ciekawe, czy by zrozumiał w ogóle ten żart, gdyby mu powiedział... pewnie, kurwa, nie. Skrzywił się z niezadowoleniem na to nagłe prostowanie się i udawanie ważniejszego, niż się jest. Zdrowszego, niż się jest. Mającego w garściach więcej życia, niż ten tlący się papieros, którym się nawet, skurwiel, nie podzieli, tylko woli chrząkać i marudzić, że niby nie jest starcem. Więc tak - brzmiał i wyglądał na oburzonego, a odczytywanie żartów z jego strony przez Sauriela było poniżej zera. Żarty? Między nimi? Między nimi zawsze był tylko chłód, kłótnie, Cruciatusy i złamane nosy. Nic mniej, nic więcej. Aż... Ile to wszystko było winą tego, jak bardzo byli do siebie podobni w tych diabelnie upartych charakterach? Był poziom upartego jak osioł i był poziom upartego jak Sauriel - i to Sauriel był tym nowym, wyższym poziomem. Ale nie pociągnął dalej tej wspaniałej wyliczanki kurewstw i przekleństw, jakimi mogli się tutaj obdarzyć. Chciał się bawić, tańczyć, korzystać z tego pojebanego nieżycia, a obecność Eryka przypominała mu, że nie przed wszystkim i wszystkimi da się uciec, nawet jeśli będziesz bardzo, bardzo mocno chciał.
Obrócił się przez ramię, wędrując za wzrokiem ojca, żeby spojrzeć na Victorię, która właśnie zajadała czekoladę razem z Bellą i chyba były pogrążone w rozmowie.
- Co ona kurwa złego zrobiła, żeby być na mnie skazana? - Znudziła? Pewnie, że nie znudziła. - Co cię nagle wzięło na zainteresowanie? Dzieci i tak by z tego nie było. - Zresztą już i tak było po wszystkim, bo zaręczyny zostały zerwane.
Gdyby tylko mogła to żyłka wyskoczyłaby mu na czole, kiedy czekał dłużej niż jedną sekundę z tą wyciągniętą dłonią. Miał ochotę wyrwać mu tę fajkę z twarzy, rzucić nią o ziemię, albo w ogóle zgasić mu ją na tym garniaczku.
- Ja pierdole, ale ty mnie wkurwiasz. - Powiedział wcale nie brzmiąc na wkurwionego i od razu wystawił dwa palce do kelnerki dając znać, żeby dała im tutaj coś mocniejszego niż drineczki czy winko. Sam zaś wlał w siebie tą whiskey, z której szklanką podszedł do Erika. - Nie co robić... zrób użytek ze swojego kutasa, Annie to pewnie i tak już wszystko obojętne. Panienek nie brakuje na parkiecie. - I na pewno znajdą się amatorki starszych, zniszczonych życiem mężczyzn owiniętych wonią perfum zamiast czarnej magii. Jedno i drugie potrafiło być całkiem płynne. - I nie przypomniało mi się, tylko widziałem, że zdychasz pod kiblem. To święto Vespery, nie pozwolę, żebyś jej zdechł na korytarzu w trakcie. - Wziął kieliszek i uniósł go, żeby się stuknąć z Erikiem. Albo stuknąć samemu w jego kieliszek, jeśli ten nie będzie chętny do wiwatów.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.