31.12.2022, 18:46 ✶
Nie chciała tam iść, ale nie bardzo miała wybór. Odznaczyłaby się jednak większą powściągliwością i cierpliwością, gdyby nie budująca się w jej wnętrzu złość. Że ciągle jej się o czymś nie mówi. Że ciągle zostawia gdzieś w tyle. Że wszyscy wszystko wiedzą, tylko nie ona. O tym, że w ogóle jej kogoś szukają. Potem, że są zainteresowani Rookwoodami. Potem, że już wszystko dogadane i wkrótce pozna swojego przyszłego narzeczonego. O tym, że idą na spotkanie go poznać. Ani o tym, że matka skontaktowała się z jego rodzicami, by coś z nim zrobili. A tym bardziej nie o tym, że jej przyszły małżonek jest wampirem. To całkiem pokaźna lista, prawda? A Victoria nie była święta – dlatego czuła tę złość. I może nawet lepiej, że jej rodziców nie było teraz w domu, bo najwyraźniej pora by wziąć sprawy we własne ręce.
Tak, pojawiła się niezapowiedziana i tak – było to pilne. Na szczęście do czasu, aż pojawiła się u Rookwoodów, zdążyła się już uspokoić na tyle, że serce nie biło tak, jakby próbowało się wydostać z klatki piersiowej. Było to jednak ważne na tyle, że nie dała się zbyć. Poprosiła o tę herbatę i poprosiła o widzenie się z Saurielem… i może lepiej było go zwabić do salonu, ale skorotakbardzonielubiłdnia, a wszystko na to wskazywało… Lestrange nie była okrutna. I nie chodziło o wyżywanie się na innych.
Chciała po prostu odpowiedzi.
A im dłużej szła za majordomusem, tym bardziej była pewna tego, co podsunął jej umysł. Zejście do piwnicy – no jasne, ani trochę nie zaskakujące. W zasadzie z każdym pokonanym stopniem Victoria czuła w żołądku gulę zrozumienia, pewności i pewnego rodzaju rozczarowania – że tym razem się nie pomyliła – i nie miało to nic wspólnego z tym, że nie była przyzwyczajona do picia alkoholu w większych ilościach.
Czuła magię. Czuła, że to miejsce zostało naszpikowane zaklęciami. Na moment nawet przymknęła powieki – nie po to, by nasycić się zapachem czarów, a dlatego, że czuła jakiś taki zawód. Może trochę Saurielem, choć to nie była jego wina. Bardziej po prostu… całą tą idiotyczną sytuacją.
Muzyka, jaką było słychać, była naprawdę ładna – a po tym, co w nocy mówił czarnowłosy, to zakładała, że to on grał. A kiedy przerwał i zaraz wrócił do grania, to nie zaczął od nowa, tylko kontynuował w miejscu, w którym się zatrzymał. Ona też się nie przywitała w pierwszym momencie, zupełnie tak jak on. Na słowa majordomusa tylko skinęła głową, a sama… po prostu oparła się plecami o ścianę i słuchała. Nie kłamał, potrafił grać. Nie znała tej melodii, ale była przyjemna. I jakże pasująca do nastroju. Victoria nie była odstrzelona jak zazwyczaj, ale nie była też ubrana tak jak wczoraj. Dzisiaj miała na sobie dość prostą jak na nią sukienkę i nawet nie chciało jej się związywać włosów; nie była też tak wymalowana jak na tamto wyjście, ale jakiś delikatny makijaż miała. Głównie po to, by spróbować ukryć głębokie cienie pod oczami i zmęczenie – a i tak się to wszystko przebijało.
- Faktycznie dobrze grasz – odezwała się w końcu przerywając to milczenie, które się tutaj klarowało. Tak, ona też uważała, że minęło trochę za mało czasu, by znowu tutaj być, ale to naprawdę było ważne. Nie było żadnego dzień dobry – tak jak w nocy nie było żadnego do widzenia. - Musimy pogadać – wyrzuciła z siebie w końcu.
Czy się bała? Nie. Po pierwsze dlatego, że póki co Sauriel pod tym względem był potulny i przecież miał okazję zrobić jej krzywdę i to jeszcze z zaskoczenia. Po drugie dlatego, że bać można się tylko nieznanego, a ona się o wampirach uczyła. Po trzecie dlatego, że potrafiła się bronić, gdyby zaszła taka potrzeba.
Tak, pojawiła się niezapowiedziana i tak – było to pilne. Na szczęście do czasu, aż pojawiła się u Rookwoodów, zdążyła się już uspokoić na tyle, że serce nie biło tak, jakby próbowało się wydostać z klatki piersiowej. Było to jednak ważne na tyle, że nie dała się zbyć. Poprosiła o tę herbatę i poprosiła o widzenie się z Saurielem… i może lepiej było go zwabić do salonu, ale skorotakbardzonielubiłdnia, a wszystko na to wskazywało… Lestrange nie była okrutna. I nie chodziło o wyżywanie się na innych.
Chciała po prostu odpowiedzi.
A im dłużej szła za majordomusem, tym bardziej była pewna tego, co podsunął jej umysł. Zejście do piwnicy – no jasne, ani trochę nie zaskakujące. W zasadzie z każdym pokonanym stopniem Victoria czuła w żołądku gulę zrozumienia, pewności i pewnego rodzaju rozczarowania – że tym razem się nie pomyliła – i nie miało to nic wspólnego z tym, że nie była przyzwyczajona do picia alkoholu w większych ilościach.
Czuła magię. Czuła, że to miejsce zostało naszpikowane zaklęciami. Na moment nawet przymknęła powieki – nie po to, by nasycić się zapachem czarów, a dlatego, że czuła jakiś taki zawód. Może trochę Saurielem, choć to nie była jego wina. Bardziej po prostu… całą tą idiotyczną sytuacją.
Muzyka, jaką było słychać, była naprawdę ładna – a po tym, co w nocy mówił czarnowłosy, to zakładała, że to on grał. A kiedy przerwał i zaraz wrócił do grania, to nie zaczął od nowa, tylko kontynuował w miejscu, w którym się zatrzymał. Ona też się nie przywitała w pierwszym momencie, zupełnie tak jak on. Na słowa majordomusa tylko skinęła głową, a sama… po prostu oparła się plecami o ścianę i słuchała. Nie kłamał, potrafił grać. Nie znała tej melodii, ale była przyjemna. I jakże pasująca do nastroju. Victoria nie była odstrzelona jak zazwyczaj, ale nie była też ubrana tak jak wczoraj. Dzisiaj miała na sobie dość prostą jak na nią sukienkę i nawet nie chciało jej się związywać włosów; nie była też tak wymalowana jak na tamto wyjście, ale jakiś delikatny makijaż miała. Głównie po to, by spróbować ukryć głębokie cienie pod oczami i zmęczenie – a i tak się to wszystko przebijało.
- Faktycznie dobrze grasz – odezwała się w końcu przerywając to milczenie, które się tutaj klarowało. Tak, ona też uważała, że minęło trochę za mało czasu, by znowu tutaj być, ale to naprawdę było ważne. Nie było żadnego dzień dobry – tak jak w nocy nie było żadnego do widzenia. - Musimy pogadać – wyrzuciła z siebie w końcu.
Czy się bała? Nie. Po pierwsze dlatego, że póki co Sauriel pod tym względem był potulny i przecież miał okazję zrobić jej krzywdę i to jeszcze z zaskoczenia. Po drugie dlatego, że bać można się tylko nieznanego, a ona się o wampirach uczyła. Po trzecie dlatego, że potrafiła się bronić, gdyby zaszła taka potrzeba.