Ciężko było temu zaprzeczyć. Choć nie zawsze wyglądało to w ten sposób, to Penny rzeczywiście lubiła sobie pogadać. I często też do powiedzenia miała całkiem sporo. Jej ojciec kiedyś nawet w żartach zauważył, że powinna była zostać politykiem. Bo oni też dużo gadali. I bardzo często to co mówili, można było określić mianem kompletnej bzdury. Niestety, pomimo tego całego gadulstwa, Penny do polityki się nie nadawała wcale a wcale. Przede wszystkim dlatego, że nie bardzo potrafiła kłamać. A już na pewno daleko jej było pod tym względem do Terry'ego, który częściowo na tym właśnie zarabiał. Wciskał bajki klientkom, przekonanym że każda osoba nosząca nazwisko Trelawney musi być w stanie spojrzeć w przyszłość.
- Uhm. Przesadziłam? - otworzyła nieco szerzej oczy, spoglądając na Matthew, kiedy ten stwierdził, że przekazała mu bardzo dużo informacji. Zbyt dużo? Nie przeprosiła jednak za to mężczyzny. Przecież nie będzie go przepraszać za to, że była sobą. Po prostu przyjęła tę uwagę do wiadomości.
Rozmowa zaś popłynęła dalej już całkiem sama. Tym razem zamiast na rudej, skupiła się jednak na Matthew - na historii mężczyzny, który istnieć miał tylko kilka godzin. Wielka szkoda, bo Weasley zapewne bardzo chętnie przyczepiłaby się do kogoś takiego na dłużej. Nie dostrzegała w jego przypadku nic, co byłoby alarmującym. Wzbudziłoby z jej strony jakiekolwiek wątpliwości co do jego osoby.
- To bardziej pośrednictwo czy wasze własne produkty? - dopytała, nawet nie podejrzewając, że wszystko było wymyślane na kolanie. A nawet nie na kolanie, bo przecież Matthew nie miał jak przykucnąć, umieścić na tym kolanie kartki i zapisać sobie na tej kartce to, co jej właśnie wciskał. Może więc bardziej odpowiednim stwierdzeniem będzie: powstawało na kiermaszu.
Lekko się zaczerwieniła, kiedy padła uwaga dotycząca jej gadulstwa. Bo i jak inaczej miała odebrać słowa swojego towarzysza? Może powinna się trochę bardziej kontrolować? W kontekście tego co i jak dużo mówiła?
- Rodzice oczekiwali, że wrócę po szkole do Doliny Godryka, ale niekoniecznie mnie to interesowało. - przyznała, tym razem jednak nie rozwijając tej informacji jakoś bardziej. Ograniczyła się do tych kilku słów. W dodatku wypowiedzianych nieco ciszej. I chyba nawet trochę jej się odechciało teraz ruszać na poszukiwania tego całego stoiska z winem. Zwłaszcza, kiedy Matthew w dość bezpośredni sposób jej zarzucił, że wymogłaby na nim swoje, gdyby okazało się, iż ma ochotę na coś zupełnie innego.
Mimo wszystko nie zrezygnowała z odwiedzin rodzinnego stoiska, choć po drodze do niego, była znacznie bardziej milcząca niż wcześniej. Nie zadawała kolejnych pytań, nie opowiadała kolejnych bzdur. Po prostu szła, rozglądając się dokoła. Szukając właściwego miejsca. Jeśli Matthew ją o coś zapytał, to oczywiście odpowiedziała - zdawkowo.
Wreszcie, ze strony jednego z licznych stoisk, dało się usłyszeć dość entuzjastyczne nawoływanie.
- Penny, Penny, tutaj! - padło ze strony jasnowłosej, młodej dziewczyny, która wymachiwała w ich kierunku rękoma. Dziewczyny, która nie była dużo starsza od Weasley. Stała za stoiskiem Abbottów, zapewne pomagając dwóm innym jego pracownikom. Albo właścicielom?
Penny na jej widok uśmiechnęła się szeroko. Wydawała się naprawdę z tego spotkania zadowolona. Dziewczyny musiały dobrze się znać i ze sobą trzymać.
- Emily! Myślałam, że już was nie znajdę! - zareagowała, podchodząc bliżej. Choć nie było to proste, zwłaszcza że oddzielał je stół, zastawiony różnymi produktami, które oferowało stoisko, zdołały się nawet wyściskać!
Kiedy Penny się cofnęła, rzuciła okiem na wszystkie te dobrocie. Można było dostać kawałek pysznej szarlotki, zakupić domowej roboty dżem, sok jabłkowy, wiele innych przetworów... a wśród nich także wspomniane wcześniej przez Penny wino! Abbottowie nie sprzedawali go jednak ludziom, którzy pierw nie spróbowali tego jednego kieliszka. Bo i w kieliszkach przeprowadzano degustacje.
- Przecież mówiłam Ci, gdzie będziemy! - zaśmiała się z tej nieporadności rudej, spoglądając przy okazji również na Matthew. - Widzę, że masz towarzystwo. Pewnie nie chcecie tracić tutaj zbyt dużo czasu... - czy coś sugerowała albo zakładała? Może tak, może wcale nie. - Możemy wam zaoferować ciasto, dżem, sok. Kieliszek wina, jeśli bylibyście zainteresowani. Jest naprawdę dobre. Wszystko na koszt firmy, a w zasadzie to mój.