Nie poszło to wszystko zgodnie z oczekiwaniami. Spotkanie nie potoczyło się w taki sposób, na który Robert liczył. Zarazem jednak - to wszystko mogło wyglądać w znacznie gorszy sposób. Zostać jeszcze gorzej odebranym przez Anthony'ego. Może więc należało się cieszyć z tego, iż nie doszło tutaj do żadnej tragedii? Większej awantury? Ostatecznie przecież mogli zająć się zapiekanką. Zjeść naprawdę smaczny posiłek przygotowany przez Selar. A że Robert niekoniecznie miał teraz na jedzenie ochotę? Cóż... tak to czasem bywa.
Wreszcie odsunął swój talerz, znajdująca się na nim zapiekanka była praktycznie nie ruszona. Dopił nieśpiesznie alkohol, który pozwolił mu zachować względną równowagę. Spokój. Powstrzymał Roberta przed jakimś zupełnie zbędnym wybuchem. W tym momencie był on ostatnim czego potrzebowali. Mulciber zdawał sobie z tego faktu sprawę. Być może właśnie z tego względu nie reagował, kiedy Anthony zdecydował się ich opuścić? W zasadzie nawet za nim nie spojrzał, po prostu dolewając sobie w tym momencie nieco procentów do szklanki. Nie była to przy tym jakaś zawrotna ilość.
Zareagował dopiero na słowa Stanleya. Przeniósł na niego te swoje typowe, chłodne i pełne dystansu spojrzenie, dotąd skupione to na butelce alkoholu, to na szklance. Nie od razu zabrał głos. Pierw odłożył butelkę na swoje miejsce. To samo zrobił ze szklanką. Teraz już wypełnioną na powrót whisky.
- W takim razie życzę Tobie powodzenia. A w zasadzie, to nawet wam obydwu. - padło z jego strony. W zasadzie były to nawet szczere słowa. Nie było się tutaj do czego przyczepić. Bo choć Robert Mulciber był jaki był, to właśnie tego rodzaju relacje doceniał przecież najbardziej. Każdy człowiek musiał mieć obok siebie kogoś, na kim będzie mógł polegać; komu będzie mógł zaufać. W jego oczach Anthony i Stanley mogli właśnie kimś takim być dla siebie na wzajem. O ile tylko nic nie wpłynie na tę relacje w sposób negatywny.
Nie to, żeby sam się tego obawiał. Poświęcał relacji syna i jego kuzyna jakoś tak więcej uwagi. Głupotą byłoby się aż tak bardzo oszukiwać.
- Anthony nadal jest w wielu kwestiach dzieckiem. Dzieci zaś pozwalają sobie na to, żeby nadmiernie kierować się emocjami. Jeśli obawiasz się, że jego zachowanie mogło zostać tutaj źle odebrane, to wiedz, że nie powinieneś się tym przejmować. - na te słowa trzeba było poczekać nieco dłużej. Kilka kolejnych chwil. Kilka kolejnych łyków alkoholu. Robert pierw oczyścił nieco swoją głowę. - Myślę, że nie ma sensu przedłużać nadmiernie tego spotkania. Powinniśmy wrócić do swoich spraw. - dodał jeszcze, tym samym wyraźnie też dając do zrozumienia, że mogli kończyć. Pożegnać się. Rozejść. Dał przy tym jednak Stanleyowi możliwość dodania czegoś więcej. Poruszenia jeszcze jakiś kwestii. Jeśli miał na to ochotę, taką potrzebę, to przecież nie wystawiał go już w tym momencie za drzwi. Prosto na ulicę w tej niemagicznej części Londynu.