04.06.2024, 20:11 ✶
odchodzę od Château des Dragons i idę do Magicznych Różności
Ambrosia odwróciła twarz kiedy zrobiła to Tahira, zwracając wzrok w stronę z którego uciekali ludzie. Nie poruszyła się jednak jakoś bardzo, jedyne prostując zamiast poddawać bezsensownej panice. Bo przecież nie było się czego bać. To tylko Hades, który dopadł Alexandra i teraz robił z nim porządek. Może innym razem pokusiłaby się o rozstawienie ich po kątach, ale teraz? Mimowolnie myślała o tym, że co jeśli brat znowu by jej przydzwonił, a przecież mógł to zrobić bez mrugnięcia okiem.
Uśmiechnęła się lekko do kobiety, bo jej żart był nawet zabawny. Nie pasowała do niego tylko mina, która świadczyła o tym że chyba brała tę sytuację na poważnie.
- Nie ma przed czym. To tylko mój brat. Ma dość wybuchowy temperament - mruknęła, łapiąc dłoń Tahiry drugą ręką, tak by odczepić ją od swojego nadgarstka i położyć jej na wnętrzu dłoni pokazywany przed chwilą kamyczek. - Jest twój, zatrzymaj go. Ja mam jeszcze parę spraw do załatwienia, ale wrócę później - obiecała jeszcze, zanim odwróciła się chcąc zainteresować czym innym w okolicy. Ale w tym momencie dopadł do niej Isaac. Do niego Ambrosia uśmiechnęła się niemal dobrotliwie. - Nie trzeba. To zamieszanie nawet nie jest takie straszne. Ale bawcie się dobrze - skinęła im głową, posyłając jeszcze wesoły uśmiech.
Sama postanowiła zakręcić się przy niedalekim stoisku, którym były Magiczne Różności. Nie miała w sumie niczego konkretnego w głowie, czego mogłaby u nich szukać, więc chwilowo skupiła się tylko na oglądaniu przygotowanych produktów.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror