• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia

[ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#5
04.06.2024, 21:09  ✶  
Podejrzewałaby Louvaina o wszystko, ale nie o romantyzm. Może dlatego, że sama była kobietą dość praktyczną i opierającą swoje decyzje bardziej na czynach, niż słowach, a może po prostu zapomniała o tym, że kiedyś trochę takim romantykiem była, trudno stwierdzić. Postrzegała siebie jako damę, jako o osobę w gruncie rzeczy o dobrym sercu, jedynie dość nieufną i zamkniętą, co jednak wcale nie wykluczało troski o drugiego człowieka. Gdy się już zdecydowała poświęcić czas i uwagę drugiej osobie, była zawsze odpowiedzialna. Od małego wiedziała, że posiadanie osób dla siebie ważnych wiązało się właśnie z olbrzymią odpowiedzialnością, ale i wystawieniem najsłabszych części siebie, czego wcale nie lubiła. Była więc wybredna, mało kto miał sposobność dotrzeć pod to, co prezentowała ogółowi, pod fasadę kłamstw i pod cały wachlarz rozmaitych masek. Doskonale pamiętała swojego ojca, gdy zabrakło jej matki, pamiętała też i Castiela. Bezradność i beznadzieja nie były czymś, czego chciała, głównie przez towarzyszącą im utratę kontroli. Znalazła więc swój sposób, swoje miejsce i przeznaczenie — jak to Lestrange lubił wierzyć, widocznie próbowało zrobić wszystko, aby nie było tak, jak Cynthia sobie wymyśliła. Ostatnie miesiące były intensywne i pełne niespodzianek, wydarzenia spędzały jej sen z powiek bardziej niż bezsenność, na którą od małego cierpiała. Pojawiały się możliwości, które wcale nie byłyby jej wyborem, a okazywały się tym najrozsądniejszym i najlepszym, niosąc za sobą jednak wiele ryzyka. Nigdy nie prosiła o nic takiego. Nie narzekała oczywiście na nadmiar pracy, odnajdowała w tym spokój i porządek, ale cała reszta? Sprawa tego cholernego limbo, sprawa strachu Victorii, której słowa rozbrzmiewały w jej głowie za każdym razem, gdy odsuwała sprzed nosa kolejne tomiska nekromancji. Całe dziesiątki ludzi wplątanych w wojnę, której większość z nich nie chciała i niestety, znaczna część stała po przeciwnych stronach, błogo nieświadoma wyboru drugiego człowieka. Dlatego właśnie emocje były niebezpieczne, dlatego spokój oraz dystans pozwalały lawirować w tym pełnym chaosu świecie. A on usilnie chciał to zburzyć, tylko na swoich zasadach. Oczywiste było, że nie porzuci go pomimo cierpkich słów, skoro już zgodziła się lata temu pomagać mu zdrowotnie, a z czasem w jakimś pokrętnym zbiegu okoliczności, poznała jego sekrety — ta jaśniejsze i ciemniejsze.
Mogli być od siebie bardziej różni? Mimika jego twarzy, spojrzenie onyksowych tęczówek — emocje przechodziły płynnie od jednej do drugiej, często zdradzając więcej, niż pewnie Lou by chciał. Miał iście ognisty temperament, był egoistyczny i zachłanny, chociaż Cynthia dostrzegała w nim też pewną formę lojalności — taką, do której sama była przyzwyczajona. Te wszystkie ciemne i jasne oblicza jego osobowości, przeplatały się, wybuchając zależnie od okoliczności i od człowieka, który podpalił iskrę. Wyglądał na zagubionego, ale i takiego, który doskonale wiedział, do czego dążył i jakie były konsekwencje wyborów, które wcześniej podjął. Westchnęła cicho, a spojrzenie błękitnych, spokojnych oczu, kolejny raz przemknęło po jego niosącej wyraz frustracji twarzy. Czasem doprawdy, przypominał jej niesforne dziecko. - Tego nie powiedziałam. - odpowiedziała w końcu łagodnie, zbliżając wargi i znów wracając uwagą do swoich obowiązków związanych z eliksirem. Nie bardzo wiedziała, co powinna mu powiedzieć, ale jasne było, że nie zamierzała przecież skreślać ich znajomości przez kilka faktycznie gburowatych zachowań, na które przecież nie zasłużyła.
Zastygła w bezruchu na kolejny ciąg słów, wbijając wzrok we własne palce. Jak niby miało być w porządku, skoro brał udział w tym wszystkim praktycznie przy samym źródle? Skoro musiał się ukrywać, najpewniej oszukiwać ludzi, których miał za przyjaciół i oni jego mieli za takowego. Nie mogła wiedzieć o wszystkim, co nosił na barkach, ale sporo się domyślała — głównie dlatego, że była dobrym słuchaczem i obserwatorem, a przede wszystkim — gdy już kogoś w jakimkolwiek stopniu do siebie dopuszczała, starała się go nauczyć. Nie tyle, ile przewidywać zachowania takowej jednostki, a mieć jak najlepszą reakcję. - To nie jest prosta sytuacja, masz rację, jednak, nawet jeśli towarzyszy jej chaos lub bałagan, jak sam wspomniałeś, nie oznacza, że przestanę Ci pomagać lub przestaniemy rozmawiać. Znając życie, zbyt dużo na siebie wziąłeś i są wobec Ciebie zbyt duże oczekiwania, których obawiasz się, że nie będziesz w stanie spełnić.
Wciąż mówiła ze spokojem i łagodnością, ostrożnie dobierając słowa, jakby w żaden sposób nie chciała go urazić, a jednocześnie na ułamek sekundy, jej wzrok z jego ciemnych oczu, powędrował na jego rękę, gdzie na skórze, schowany pod zaklęciem, tkwił ten nieszczęsny znak. Nie mogła nic poradzić na to, że kojarzył się jej w pewien sposób z wyrokiem oraz pozbyciem się człowieczeństwa. Upiła trochę, chcąc zwilżyć wargi i gardło, chociaż alkohol nieprzyjemnie zapiekł krtań. Odstawiła szklankę, wydając z siebie tylko krótkie i pytające "hmm" w stronę jego westchnienia, odwracając się w kierunku stołu, gdzie pracowała nad eliksirem. Kocioł coraz intensywniej bulgotał, więc alchemiczka przesunęła wzrokiem po przygotowanych składnikach, których w gruncie rzeczy, wiele nie zostało, aby uzyskać właściwy efekt. I tak kontemplowała chwilę nad rzeczami ważnymi, gdy nagle — o czym przekona się dopiero za kilkanaście sekund, Lestrange stracił rozum.
Czy było dla czarodzieja coś gorszego niż rzucone w plecy zaklęcie, ingerujące bezpośrednio w jego przestrzeń i komfort? Przypominało to trochę nóż. Poczuła, jak ogarnia ją fala ciepła, jak irytacja i złość rozlewa się po wszystkich żyłach, przypominając cierpkością pity wcześniej alkohol. Może nuta strachu? I nie mogła zebrać się do kupy na tyle, aby to powstrzymać, chociaż dla kogoś o jej umiejętnościach, manipulacja gospodarką hormonalną nie stanowiła żadnego problemu. Było to chyba zaskoczenie splątane z małym poczuciem zdrady. Obróciła się gwałtownie, pozwalając, aby kosmyki jasnych włosów przecięły ze świstem powietrze, rozsypując się po plecach. W dużych ślepiach kryło się wciąż zaskoczenie, ale również złość i chłód, niezadowolenie. Niewiele myśląc, skierowała dłoń na dół i zaczepiła palcami materiał sukienki, wyciągając zza podwiązki srebrną różdżkę, na której zacisnęła palce.
- Chyba się zapomniałeś, Lestrange. - zaczęła ostro, jak na siebie, skupiając się niewerbalnym zaklęciu ze szkoły nekromancji, które utrudnić miało mu złapanie oddechu. Kurczowo zaciskało krtań, rozlewając po żyłach chłód przerażenia, które w takich przypadkach wytwarzał mózg bez kontroli. - Celować w plecy możesz swoim kurtyzanom i przyjaciółkom, nie mnie. Wiele potrafię zapomnieć i wybaczyć, ale jeśli jeszcze raz naruszysz w ten sposób moją przestrzeń, przysięgam, będziesz mnie błagał o każdy oddech. Nie chcesz mieć we mnie wroga.
Odetchnęła, rozluźniając palce. Rzuciła różdżkę na stół, przerywając zaklęcie i złapała za swoją szklankę, wypijając duszkiem jej zawartość. Musiała się zebrać do kupy, powtarzała sobie, że emocje i takie reakcje nie przyniosą nic dobrego, ale nie mogła przywołać tej bezkresnej tafli wody do swojego umysłu, która zwykle pomagała jej odnaleźć spokój i równowagę. Był takim egoistą! Miał szczęście, że była damą i nie przeklinała, chociaż z trudem ugryzła się w język, aby nie użyć brzydkiego słowa "dziwki", które kobiecie jej klasy zwyczajnie nie pasowało. Na widok kołysanej przez niego szklanki, miała ochotę rzucić w niego swoją, więc z trudem odłożyła ją na blat, robiąc kilka kroków w stronę jednego z niewielkich okien, przesuwając dłonią po włosach i zaczesując je do tyłu.
- Kiedy chciałam z Tobą rozmawiać, to zachowywałeś się jak dziecko. - zauważyła z nutą złośliwości, nie patrząc nawet w jego stronę i zamiast tego, utkwiła wzrok w szybie. - Mówisz o przeznaczeniu, druidach i miłości. Sugerujesz mi pomiędzy wierszami małżeństwo. A gdzie jest ta Twoja miłość Louvain, w którą wierzysz? Bo ciągle o niej słyszę, a nigdy jej nie widziałam. Nie będę opierała swojego życia na wiankach, z których magia może przysłaniać rzeczywistość.
Skrzyżowała ręce na piersiach, łapiąc głębszy oddech. Musiała się uspokoić, fala dreszczy przebiegająca po jej skórze zostawiła nieprzyjemne ciepło, serce waliło jej w piersiach, niesione obudzonymi emocjami, o które wcale nie prosiła. Cynthia Flint nie była łatwą w obyciu kobietą, a już na pewno była prawdziwym wyzwaniem, gdy chodziło o zaangażowanie lub związki, nie wspominając już o ołtarzu, przed którym przecież broniła się rękoma i nogami. Nie zastanawiała się o uczuciach, wypierała ich istnienia, skupiając się na krótkich przyjemnościach i rzeczach ulotnych, które nie wpływały później na spokojną i oferującą kontrolę rutynę. - Jesteś paskudnym egoistą. - dodała jeszcze, odrobinę ciszej i spokojniej, przynajmniej pozornie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (5712), Louvain Lestrange (3102)




Wiadomości w tym wątku
[ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 07.04.2024, 22:56
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 15.04.2024, 00:40
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 21.04.2024, 21:09
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 23.05.2024, 23:10
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 04.06.2024, 21:09
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 04.07.2024, 20:35
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 18.08.2024, 21:18
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 03.09.2024, 17:46
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 23.11.2024, 22:21

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa