31.12.2022, 21:23 ✶
Bardzo powoli docierały do niej konsekwencje decyzji, jakie podjęli jej rodzice. Oboje? Czy tylko jej matka? Tego nie wiedziała, ale aż trudno było zrozumieć co skłoniło ich (bądź ją) do tego, by wybrać dla swojej córki takie życie. Po co była ta ambicja, ta perfekcja, skoro jednym ruchem pozbawili ją perspektywy rodziny? Przecież wampiry były trupami, jak ładnie tego nie nazwać, takie były fakty, więc jak tu z tego dzieci? Albo chociaż jedno? Po co ta cała czystość krwi, skoro do absolutnie niczego nie prowadziła? Jak miała tak prowadzić życie? Dzieci to jedno, a inne aspekty życia małżeńskiego…? Czy może raczej jej rodzice uznali, że skoro została aurorem, to nie pożyje zbyt długo, więc po co ma osierocić dzieci. Nie mogła, nie potrafiła zrozumieć tego, w jakiej rzeczywistości i jakiej perspektywie był to dobry pomysł – zwłaszcza siedząc na miejscu rodzica.
Nie, nie udało mu się. Cynizm, jak jad, wylewał się z jego ust, a Victoria pomyślała sobie, że oto wrócili do punktu wyjścia. I kto by pomyślał, że wampiry są takie jadowite…? To były właśnie myśli, które przebiegały jej przez głowę, kiedy z westchnieniem zbliżyła się jednak i usiadła tam gdzie jej wskazał miejsce.
- Nie trzeba – w jej uszach też brzmiało to absurdalnie, to na pewno. Zresztą ile można było tej herbaty… Podobno jeśli ci źle to trzeba się jej napić, ale Victorii było źle, wypiła już dwie i nic to nie zmieniło.
- Nie, nie potrzebuję. Odesłali mnie zresztą z pracy do domu, pewnie sam widzisz dlaczego – odpowiedziała mu z westchnieniem i zapatrzyła się na jeden z wiszących na ścianie “obrazów”. Tak, była niedysponowana i nie przyszła tu gadać o pracy, ani o tym, co wczoraj robili. No… Nie bezpośrednio. - A przynajmniej nie takiej pomocy o jakiej myślisz – dodała po chwili i skrzywiła się sama do siebie. Nie mogła się zdecydować, podejść do tematu delikatnie, czy raczej nie owijać w bawełnę. Przez moment milczała, mieląc w głowie dwie możliwości, nie zwracając większej uwagi na jego ponowną opryskliwość, a w końcu zadecydowała, że jest już zmęczona tą zabawą w kotka i myszkę. NIe, że z nim. Że w ogóle – głównie przez rodziców. - Jesteś wampirem, prawda? – wypaliła w końcu i dopiero teraz przeniosła na niego swoje spojrzenie.
Nie, nie udało mu się. Cynizm, jak jad, wylewał się z jego ust, a Victoria pomyślała sobie, że oto wrócili do punktu wyjścia. I kto by pomyślał, że wampiry są takie jadowite…? To były właśnie myśli, które przebiegały jej przez głowę, kiedy z westchnieniem zbliżyła się jednak i usiadła tam gdzie jej wskazał miejsce.
- Nie trzeba – w jej uszach też brzmiało to absurdalnie, to na pewno. Zresztą ile można było tej herbaty… Podobno jeśli ci źle to trzeba się jej napić, ale Victorii było źle, wypiła już dwie i nic to nie zmieniło.
- Nie, nie potrzebuję. Odesłali mnie zresztą z pracy do domu, pewnie sam widzisz dlaczego – odpowiedziała mu z westchnieniem i zapatrzyła się na jeden z wiszących na ścianie “obrazów”. Tak, była niedysponowana i nie przyszła tu gadać o pracy, ani o tym, co wczoraj robili. No… Nie bezpośrednio. - A przynajmniej nie takiej pomocy o jakiej myślisz – dodała po chwili i skrzywiła się sama do siebie. Nie mogła się zdecydować, podejść do tematu delikatnie, czy raczej nie owijać w bawełnę. Przez moment milczała, mieląc w głowie dwie możliwości, nie zwracając większej uwagi na jego ponowną opryskliwość, a w końcu zadecydowała, że jest już zmęczona tą zabawą w kotka i myszkę. NIe, że z nim. Że w ogóle – głównie przez rodziców. - Jesteś wampirem, prawda? – wypaliła w końcu i dopiero teraz przeniosła na niego swoje spojrzenie.