05.06.2024, 02:53 ✶
– To zdecydowanie była jedynie niedrzemka – zapewnił ją, nabierając na widelec obraną kukurydzę. Chociaż dopuszczał do siebie możliwość, że kiedyś musiałby okłamać Florence na ten temat, to Basilius jednak nie był głupi i powiedziałby kuzynce wprost gdyby jakkolwiek zasłabł. Prewett mimo wszystko wolał umrzeć dopiero za wiele wiele lat i to w mniej idiotyczny sposób, niż Nie powiedział uzdrowicielce obok niego, że źle się czuje, zamiast dać sobie pomóc.
Pokręcił głową.
– Nie o to mi chodzi... – zawahał się, nie potrafiąc ubrać w słowa tego, co co chciał powiedzieć. Florence rzeczywiście wyglądała, jak ta wzorowa uzdrowicielka z plakatów zachęcających do podejmowania zawodu magimedyka, która poznała tajemną sztukę wypoczynku. I rzeczywiście wyglądała dobrze. Wyglądała na wypoczętą, a jednak... Jednak na jej własne nieszczęście, Basilius znał ją nie od dzisiaj, prawdopodobnie przy stole, przy którym teraz siedzieli, układali kiedyś razem puzzle jako dzieci, wiedział więc, że coś było nie tak. Pytanie tylko, czy męczyło ją to, co męczyło wszystkich w ostatnich latach, zwłaszcza po wydarzeniach na Beltane, czy chodziło o coś innego?
– Mam wrażenie, że ostatnio strasznie czymś się martwisz, Flo – powiedział w końcu, na chwilę odrywając spojrzenie od kuzynki, by utkwić wzrok w wiejskim krajobrazie. Pogoda, najwyraźniej nie chciała uszanować ich potrzeby, by wszystko kolorystycznie się zgadzało, bo zamiast złocistego zachodu słońca, uraczyła ich gęstą, angielską mgłą, przez którą jedynie nieudolnie próbowały się przebić ostatnie, różowe promienie słońca. – Wiesz, urlop nie pomoże, jeśli zabierzesz na niego swój stres
Coś o tym wiedział. Zarówno jako uzdrowiciel, jak i pacjent. Może powinni jej znaleźć hobby, by zajęła głowę jakimś zajęciem, które nie było związane z pracą? Podobno ostatnio coraz modniejsze robiły się antystresowe kolorowanki dla dorosłych...
Odwzajemnił uśmiech, wyraźnie uspokojony jej zapewnieniami.
– Masz rację. Rozumiem więc, że mam po prostu nie pytać i wpisać go sobie na listę wrogów naszej rodziny? – Mógł to zrobić. Ufał Florence na tyle, by mieć się na baczności przy osobie, o której ona słyszała parę nieprzychylnych słów. Nie informowałaby go przecież o tym beż potrzeby.
– Hm... Jakby to powiedzieć – Jedną z części przygotowanej przez skrzata stołowej dekoracji, były wetknięte do wazonu łupiny kolby kukurydzy o słomianym kolorze. Prewett wziął teraz jedną z nich do ręki i zaczął się nią bawić. – Nie mów tego ciotce, ale robisz zdecydowanje lepszą kukurydzę, niż twoja matka.
Łupina wygięła się nieco w jego rękach, gdy Prewett delikatnie nacisnął na jej dwa końce, by nagiąć jej kształt do swojej woli.
– Pamiętasz, gdy kiedyś ktoś kazał nam robić te paskudne lalki na Lammas? – To chyba była jego matka, próbującą przekonać syna, że robienie lalek z łupin po kukurydzy było znacznie fajniejsze, niż dołączenie do biegających kuzynów. Nie było. – Właśnie. W sumie miałem ci to powiedzieć wcześniej. – Ale zasnąłem. – Nie zdziw się, gdy nie będzie mnie w kraju przez kilka dni na jesieni. Najwyraźniej jadę do Kambodży.
Pokręcił głową.
– Nie o to mi chodzi... – zawahał się, nie potrafiąc ubrać w słowa tego, co co chciał powiedzieć. Florence rzeczywiście wyglądała, jak ta wzorowa uzdrowicielka z plakatów zachęcających do podejmowania zawodu magimedyka, która poznała tajemną sztukę wypoczynku. I rzeczywiście wyglądała dobrze. Wyglądała na wypoczętą, a jednak... Jednak na jej własne nieszczęście, Basilius znał ją nie od dzisiaj, prawdopodobnie przy stole, przy którym teraz siedzieli, układali kiedyś razem puzzle jako dzieci, wiedział więc, że coś było nie tak. Pytanie tylko, czy męczyło ją to, co męczyło wszystkich w ostatnich latach, zwłaszcza po wydarzeniach na Beltane, czy chodziło o coś innego?
– Mam wrażenie, że ostatnio strasznie czymś się martwisz, Flo – powiedział w końcu, na chwilę odrywając spojrzenie od kuzynki, by utkwić wzrok w wiejskim krajobrazie. Pogoda, najwyraźniej nie chciała uszanować ich potrzeby, by wszystko kolorystycznie się zgadzało, bo zamiast złocistego zachodu słońca, uraczyła ich gęstą, angielską mgłą, przez którą jedynie nieudolnie próbowały się przebić ostatnie, różowe promienie słońca. – Wiesz, urlop nie pomoże, jeśli zabierzesz na niego swój stres
Coś o tym wiedział. Zarówno jako uzdrowiciel, jak i pacjent. Może powinni jej znaleźć hobby, by zajęła głowę jakimś zajęciem, które nie było związane z pracą? Podobno ostatnio coraz modniejsze robiły się antystresowe kolorowanki dla dorosłych...
Odwzajemnił uśmiech, wyraźnie uspokojony jej zapewnieniami.
– Masz rację. Rozumiem więc, że mam po prostu nie pytać i wpisać go sobie na listę wrogów naszej rodziny? – Mógł to zrobić. Ufał Florence na tyle, by mieć się na baczności przy osobie, o której ona słyszała parę nieprzychylnych słów. Nie informowałaby go przecież o tym beż potrzeby.
– Hm... Jakby to powiedzieć – Jedną z części przygotowanej przez skrzata stołowej dekoracji, były wetknięte do wazonu łupiny kolby kukurydzy o słomianym kolorze. Prewett wziął teraz jedną z nich do ręki i zaczął się nią bawić. – Nie mów tego ciotce, ale robisz zdecydowanje lepszą kukurydzę, niż twoja matka.
Łupina wygięła się nieco w jego rękach, gdy Prewett delikatnie nacisnął na jej dwa końce, by nagiąć jej kształt do swojej woli.
– Pamiętasz, gdy kiedyś ktoś kazał nam robić te paskudne lalki na Lammas? – To chyba była jego matka, próbującą przekonać syna, że robienie lalek z łupin po kukurydzy było znacznie fajniejsze, niż dołączenie do biegających kuzynów. Nie było. – Właśnie. W sumie miałem ci to powiedzieć wcześniej. – Ale zasnąłem. – Nie zdziw się, gdy nie będzie mnie w kraju przez kilka dni na jesieni. Najwyraźniej jadę do Kambodży.