Nieszczególnie interesował go ten cały Matthew, więc też nie miał możliwości rozpoznać w nim własnego syna. Niby wszystko oglądał, obserwował, ale nie skupiał się na tym, żeby spróbować odkryć tożsamość uczestników. Rzecz jasna innych uczestników niż córka. Nie sądził zresztą, aby którykolwiek z tych desperatów – bo niby jak inaczej określić ludzi biorących udział w tym cyrku? – miał się nagle okazać kimś wartym uwagi. Zakładał nawet, że wśród uczestników, oczywiście za wyjątkiem Sophie, jego jakże cudownego słoneczka, musiały znajdywać się spore ilości szlamu. Bo dla czystokrwistych czarodziejów, wywodzących się z jednej z tych porządnych rodzin, udział w tym widowisku powinien być czymś…
…czymś poniżej ich godności.
Nie kontynuował już tego wątku. W żaden sposób nie odniósł się również do słów brata. Tych wypowiedzianych przez Lorien, możliwe że nawet nie zarejestrował. Albo pozwolił sobie zignorować, że coś tam kobieta pod nosem mamrotała.
- Jak Ci się chce. – odniósł się dopiero do kolejnego zapytania Richarda. Tego dotyczącego programu widowiska. Jeśli tylko bliźniak miał na to wystarczające chęci, mógł się udać na polowanie. Może nawet udałoby mu się dorwać tę upragnioną zwierzynę? Nie to, żeby Robert nie był w stanie bez niej żyć. Jakoś tak koniecznie tego programu potrzebował do własnego szczęścia. Gdyby tak było, to miał własne nóżki, rączki, mózg. Mógł się tym zająć osobiście.
Choć rzecz jasna, czasami lubił wyręczać się innymi.
Wrócił do swojego alkoholu, wciąż jednym okiem tylko śledząc, co działo się na scenie. Przynajmniej tak było z początku. Po chwili bowiem całą swoją uwagę skupił na magicznym rzutniku. Wśród zaprezentowanych zdjęć, jedno przedstawiało bowiem kuchnie w ich rodzinnej kamienicy.
- Hmm… - padło z jego strony.
Czuł się z tym jakoś tak nie bardzo komfortowo. W jakiś sposób te zdjęcie uzyskali. Wykonała je sama Sophie? Czy może… powinni pomyśleć o lepszych zabezpieczeniach budynku? Bo jakoś tak nie w smak mu było, że do środka, bez większych problemów, mogli się dostać obcy ludzie. I jeszcze wykonać zdjęcia.
To było coś o czym koniecznie będzie musiał z Sophie porozmawiać.
- Nadal na scenie. – odpowiada na pytanie Lorien. I nawet nie orientuje się, że przez te swoje rozważania na temat zdjęć i zabezpieczeń, zamiast wskazać miejsce pobytu Charlesa, powiedział gdzie była Sophie. Bo przecież to o Sophie mówiła ciemnowłosa. Na pewno o niej? Nie bardzo przy tym rozumie czemu zadała właśnie to pytanie, ale macha na to ręką. Po co ma w to wnikać? Może to kwestia zbyt dużej ilości odbytych sesji z wahadełkiem?
Dopija swój alkohol, pozostawiając pustą szklankę.
- Jeśli chcesz iść poszukać tego całego programu, to załatw mi przy okazji kolejnego drinka. – zwraca się do brata, nawiązując do wcześniej poruszonego tematu.