31.12.2022, 23:39 ✶
A do kogo innego miała z tym przyjść? Do rodziców, którzy uznali, że nic jej nie powiedzą? Nie wierzyła w to, że nie wiedzieli. W nic już chyba nie wierzyła. I co, wciskaliby jej kit, że sobie coś ubzdurała. Ale nie ubzdurała, miała oczy, miała rozum. I najwyraźniej na swoich rodzicach w tej kwestii nie miała co polegać. To uświadomienie przychodziło falami, jakby oblewano ją co raz kubłami zimnej wody.
I ani trochę te wnioski się jej nie podobały.
- Też. A i tak przespałam więcej niż zazwyczaj – potwierdziła mu, tylko co to za jakość snu? Żadna. Lepsze jednak to, niż całkowita bezsenność. Miała też kaca, to był fakt. Na szczęście obyło się bez rzygania jak kot po zjedzeniu trawy.
W czym mógł jej pomóc…? Cóż. To się okazało bardzo szybko. Nie czekała z tym na rodziców, bo gówno by się dowiedziała, ot co. Uznała za to, że skoro Sauriel nosi przed sobą chamstwo niczym szczerość, to po prostu powie jej jak jest, a nie będzie udawać, że nie wie o czym w ogóle mówi. Bo zakładała, że jej matka odegrałaby właśnie taką scenkę. Choć teraz nie była już do końca pewna niczego co związane z jej własną rodziną. Ba – zaczynała myśleć, że skoro tutaj układ narzeczeński przyszedł tak szybciutko, to może jej poprzedni narzeczony wcale nie zginął przypadkiem. I bardzo jej się nie podobało, w jakim kierunku jej myśli w ogóle wędrowały.
- Sama się domyśliłam – odparła i westchnęła, widząc, że jego krótkie zdziwienie ustąpiło po prostu jasnej odpowiedzi. Bęz kręcenia, bez cudowania, bez wymigiwania się, bez piłowania sobie… kłów. - Moja rodzina ostatnimi czasy nabrała brzydkiego zwyczaju informowania mnie o wszystkim, co bezpośrednio dotyczy mnie, na ostatnią chwilę albo wcale, więc nie. Nikt się nawet nie zająknął – to tak żeby i Sauriel nie miał złudzeń, ani nie zastanawiał, czy jednak coś im się wyrwało. No więc nie wyrwało się. - I nie jestem tak naiwna, żeby wierzyć, że nie wiedzą – tu już uśmiechnęła się kpiąco, ale bardziej dlatego, że sytuacja, w której się znalazła, była krótko mówiąc chujowa, a nie dlatego, że kpiła sobie z Rookwooda.
Dlatego przyszła tutaj.
I ani trochę te wnioski się jej nie podobały.
- Też. A i tak przespałam więcej niż zazwyczaj – potwierdziła mu, tylko co to za jakość snu? Żadna. Lepsze jednak to, niż całkowita bezsenność. Miała też kaca, to był fakt. Na szczęście obyło się bez rzygania jak kot po zjedzeniu trawy.
W czym mógł jej pomóc…? Cóż. To się okazało bardzo szybko. Nie czekała z tym na rodziców, bo gówno by się dowiedziała, ot co. Uznała za to, że skoro Sauriel nosi przed sobą chamstwo niczym szczerość, to po prostu powie jej jak jest, a nie będzie udawać, że nie wie o czym w ogóle mówi. Bo zakładała, że jej matka odegrałaby właśnie taką scenkę. Choć teraz nie była już do końca pewna niczego co związane z jej własną rodziną. Ba – zaczynała myśleć, że skoro tutaj układ narzeczeński przyszedł tak szybciutko, to może jej poprzedni narzeczony wcale nie zginął przypadkiem. I bardzo jej się nie podobało, w jakim kierunku jej myśli w ogóle wędrowały.
- Sama się domyśliłam – odparła i westchnęła, widząc, że jego krótkie zdziwienie ustąpiło po prostu jasnej odpowiedzi. Bęz kręcenia, bez cudowania, bez wymigiwania się, bez piłowania sobie… kłów. - Moja rodzina ostatnimi czasy nabrała brzydkiego zwyczaju informowania mnie o wszystkim, co bezpośrednio dotyczy mnie, na ostatnią chwilę albo wcale, więc nie. Nikt się nawet nie zająknął – to tak żeby i Sauriel nie miał złudzeń, ani nie zastanawiał, czy jednak coś im się wyrwało. No więc nie wyrwało się. - I nie jestem tak naiwna, żeby wierzyć, że nie wiedzą – tu już uśmiechnęła się kpiąco, ale bardziej dlatego, że sytuacja, w której się znalazła, była krótko mówiąc chujowa, a nie dlatego, że kpiła sobie z Rookwooda.
Dlatego przyszła tutaj.