05.06.2024, 19:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.08.2024, 12:12 przez The Overseer.)
Południowe stragany - stoiska cyrkowe
Dłuższą chwilę wpatrywałem się w rzuconego mi galeona. W głowie miałem tę paskudną uwagę o wślizgiwaniu się - tak chętnie, na domiar! - do domu Platynowej Blondie. Robiło mi się na tę myśl niedobrze, przez to, że brzmiało to zbyt... zbyt romansowo, by było jedynie wizytami Crowa u swoich poprzednich... współpracowników? Phi, chciałbym. Byłych kochanków.
Choć chciałem wyjść z tego z dumą, to jednak bezczelny gest Laurenta Prewetta mnie pokonał, a ja nie mogłem sobie pozwolić na gardzenie pieniędzmi, więc zabrałem ze stołu monetę i schowałem do mieszka. Los bywał dla mnie okrutny, ale przynajmniej to okrucieństwo bywało bogate. Dopiero pierwszy dzień bawiłem się we wróżkę i już za wróżbę zarobiłem galeona, heh! Można by to uznać za sukces, wcale nie myśląc o tym, od jak wielkiej mendy otrzymałem ów monetę.
Westchnąłem ciężko i ponownie zacząłem oczyszczać karty. Bardziej namiętnie niż wcześniej, jak gdyby spoczywało na nich gówno, a nie zła wibracja od jakiegoś klienta. Tu tych wibracji było tyle, że sam Flynn zawstydziłby się, zestawiając je ze swoim negatywnymi myślami... Choć, czy ktoś był w stanie pokonać Flynna w jakiejkolwiek dziedzinie? Był naprawdę świetnym nożownikiem, a ostatnio okazał się być również królem spraw beznadziejnych! Byłem zazdrosny o Laurenta, kiedy gdzieś tam był człowiek, który żył i oddychał, być może przechodził gdzieś nieopodal albo był na drugim końcu świata, człowiek, którego Flynn kochał równie mocno co mnie. Przy takim zestawieniu, Laurent Prewett okazywał się być zaledwie irytującym komarem.
Obsłużyłem jeszcze kilka osób, udając radosnego i szczęśliwego, po czym skierowałem swe spojrzenie na scenie, kiedy usłyszałem pierwsze nuty znajomego utworu. Flynn to ćwiczył, ale nie odważyłem się wtedy przerywać mu prób. Teraz wstałem ze swojego miejsca by móc widzieć go w miarę możliwości w pełnej krasie. Patrzyłem i milczałem, chociaż mógłbym wykorzystać chwilę by przejść się wśród zgromadzonych pod sceną osób... W wiadomym celu.
Flynn miał w sobie tak wiele uczuć, tak wiele wrażliwości, że najchętniej to wbiłbym tam na scenę i go porwał w ramiona. Ten ogień jedynie dokładał do siły tej emocji. Musiałem przyznać, że chłopcy postarali się w przygotowaniu tego występu, ale Flynn... Ach, czemu miłość do niego nie mogła być prosta? Czemu los stawiał mnie w tak trudnej sytuacji? Chciałem być dla niego najważniejszą osobą na świecie, a zostawałem zmuszony do tego by być jedną z dwóch tych osób. Jak mogłem się z tym godzić? Wciąż nie miałem odpowiedzi na to pytanie i raczej wątpiłem, czy kiedykolwiek otrzymam na nie odpowiedź. Najwyraźniej zostałem przeklęty i tak to już miało wyglądać moje życie? W samotności albo w trójkącie.
Posiedziałem jeszcze dłuższą chwilę na stanowisku, a kiedy występ cyrku się zakończył, ulotniłem się z kiermaszu. Przekazałem dowodzenie w ręce jednego z członków trupy.
Dłuższą chwilę wpatrywałem się w rzuconego mi galeona. W głowie miałem tę paskudną uwagę o wślizgiwaniu się - tak chętnie, na domiar! - do domu Platynowej Blondie. Robiło mi się na tę myśl niedobrze, przez to, że brzmiało to zbyt... zbyt romansowo, by było jedynie wizytami Crowa u swoich poprzednich... współpracowników? Phi, chciałbym. Byłych kochanków.
Choć chciałem wyjść z tego z dumą, to jednak bezczelny gest Laurenta Prewetta mnie pokonał, a ja nie mogłem sobie pozwolić na gardzenie pieniędzmi, więc zabrałem ze stołu monetę i schowałem do mieszka. Los bywał dla mnie okrutny, ale przynajmniej to okrucieństwo bywało bogate. Dopiero pierwszy dzień bawiłem się we wróżkę i już za wróżbę zarobiłem galeona, heh! Można by to uznać za sukces, wcale nie myśląc o tym, od jak wielkiej mendy otrzymałem ów monetę.
Westchnąłem ciężko i ponownie zacząłem oczyszczać karty. Bardziej namiętnie niż wcześniej, jak gdyby spoczywało na nich gówno, a nie zła wibracja od jakiegoś klienta. Tu tych wibracji było tyle, że sam Flynn zawstydziłby się, zestawiając je ze swoim negatywnymi myślami... Choć, czy ktoś był w stanie pokonać Flynna w jakiejkolwiek dziedzinie? Był naprawdę świetnym nożownikiem, a ostatnio okazał się być również królem spraw beznadziejnych! Byłem zazdrosny o Laurenta, kiedy gdzieś tam był człowiek, który żył i oddychał, być może przechodził gdzieś nieopodal albo był na drugim końcu świata, człowiek, którego Flynn kochał równie mocno co mnie. Przy takim zestawieniu, Laurent Prewett okazywał się być zaledwie irytującym komarem.
Obsłużyłem jeszcze kilka osób, udając radosnego i szczęśliwego, po czym skierowałem swe spojrzenie na scenie, kiedy usłyszałem pierwsze nuty znajomego utworu. Flynn to ćwiczył, ale nie odważyłem się wtedy przerywać mu prób. Teraz wstałem ze swojego miejsca by móc widzieć go w miarę możliwości w pełnej krasie. Patrzyłem i milczałem, chociaż mógłbym wykorzystać chwilę by przejść się wśród zgromadzonych pod sceną osób... W wiadomym celu.
Flynn miał w sobie tak wiele uczuć, tak wiele wrażliwości, że najchętniej to wbiłbym tam na scenę i go porwał w ramiona. Ten ogień jedynie dokładał do siły tej emocji. Musiałem przyznać, że chłopcy postarali się w przygotowaniu tego występu, ale Flynn... Ach, czemu miłość do niego nie mogła być prosta? Czemu los stawiał mnie w tak trudnej sytuacji? Chciałem być dla niego najważniejszą osobą na świecie, a zostawałem zmuszony do tego by być jedną z dwóch tych osób. Jak mogłem się z tym godzić? Wciąż nie miałem odpowiedzi na to pytanie i raczej wątpiłem, czy kiedykolwiek otrzymam na nie odpowiedź. Najwyraźniej zostałem przeklęty i tak to już miało wyglądać moje życie? W samotności albo w trójkącie.
Posiedziałem jeszcze dłuższą chwilę na stanowisku, a kiedy występ cyrku się zakończył, ulotniłem się z kiermaszu. Przekazałem dowodzenie w ręce jednego z członków trupy.
Postać opuszcza sesję