Zasada na Nokturnie była prosta: jeśli wejdziesz między sowy, musisz piszczeć jak i one, w przeciwnym razie zginiesz. Zginiesz marnie, szybko i być może całkowicie boleśnie. Trzeba było się dostosować, a kto lepiej opanował adaptację, jeśli nie ludzie? Jaka była historia Kierana? Kim był i co stało się w jego życiu, że trafił na Nokturn? A może już się tutaj urodził…? Być może Laurent nigdy się tego nie dowie. Ale prawda była taka, że ciemnowłosy mężczyzna musial potrafić kłamać, grać i nie bał się wejść w rolę, albo z niej wyjść… a może nigdy w nią nie wchodził? Albo nigdy nie wyszedł? Może to był cały on – może tak jak Laurent zabawił się by wtopić się w tło rynsztoka, tak Kieran zabawił się, by nie odstawać, gdy pojawił się w New Forest obejrzeć abraksany?
Kącik ust drgnął mu nieco bardziej, gdy biedny paniczyk zamachał dłonią, chcąc pozbyć się tego okropnego dymu, ale nie skomentował tego. Zamiast tego wsadził, niemalże ostentacyjnie, papierosa do ust i znowu się zaciągnął. Tym razem jednak wspaniałomyślnie wypuścil dym bokiem ust, w stronę przejścia do stolika, który zajmowali. Poruszył się nieznacznie, siedział na krześle całkowicie rozluźniony, nie było w nim widać napięcia, za to nogą przesunął torbę, która wcześniej Laurent walnął na ziemię. Teraz znajdowała się bardziej pod stołem. Jego dłonie z kolei spoczywały na blacie, nigdzie nie było widać różdżki.
– Właśnie widzę. Masz zerowy instynkt samozachowawczy. Wlazłeś na Nokturn i przykuwasz uwagę zbyt wielu oczu, bardziej byś się rzucał w oczy tylko jakbyś wymienił te czarne skóry na białe – ale czyż w bieli skóry Laurent nie wyglądałby jeszcze lepiej? – Masz zbyt drogie i zbyt zadbane ubrania, fryzurę za dobrze ułożoną. To, że nie masz tych świecidełek, którymi tak się obwieszasz to prawdziwy cud i tylko dlatego nikt ci jeszcze nie rozkwasił nosa – zaczął wymieniać, nieco od niechcenia, ale nie dało się zaprzeczyć, że to były bardzo celne uwagi. Niemalże jak dobre rady na przyszłość. Darmowa konsultacja?
– Dwa kieliszki Krwistego – mruknął, gdy barmanka się zbliżyła. Zaraz jednak odwróciła się na pięcie i coś warknęła pod nosem, wracając za bar, pewnie po to, żeby nalać im tego wina. – Masz minę jakby ci ktoś nasrał na buty – musiało go to tak rozbawić, że aż się wykrzywił wargi w rozbawieniu, a wsadzając sobie papierosa do ust, przygryzł go nieco, nadal ubawiony. – A chyba powinieneś się cieszyć skoro zrzucasz to ciężkie brzemię i w końcu oddajesz swój dług – wciąż jednak nie zetknął do torby, czy Laurent nie próbuje go oszukać. Najwyraźniej Kieran na wszystko miał odpowiedni czas w swoim życiu, a może teraz bardziej upajał się dyskomfortem chłopaka?