06.06.2024, 16:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2024, 16:35 przez Isaac Bagshot.)
Isaac starał się przekazać wszystko w jak najbardziej prosty sposób. Mówił to co czuł, nie zastanawiając się nad drugim dnem poszczególnych słów. Ufał, że Anthony będzie wiedział jak w kontekście ich rozmowy zinterpretować “dobroć” czy “umniejszanie”.
Czy myślał, że kiedykolwiek jego uzewnętrznienie się w kwestiach związkowych będzie dla kogoś rozrywką? Nie. Uśmiechnął się więc lekko kącikiem ust, widząc rozbawienie na twarzy mężczyzny. Może po prostu przyszedł tutaj tylko po to, żeby zabić nudę?
- Hmm tak pan myśli? Że słowa nie są odpowiednią drogą do czyjegoś serca? “Dziękuję, że jesteś”, “wiem, że się starasz”, “tęskniłem za tobą”, “cieszę się, że mogę teraz tu z tobą siedzieć”, “robienie przetworów jest nudne, ale z tobą mogę je robić codziennie” i tak dalej…- Powiedział i zaczął przesuwać puste słoiki bliżej Anthony'ego. Wstał i podniósł jedno z naczyń, które pełne było wydrylowanych już owoców. Postawił je na stole.
- Panie Shafiq, proszę użyć łyżki i napełniać słoiki owocami. Tak do połowy.- Poprosił.- Nie znalazł pan zrozumienia, ponieważ pańska sympatia nie wiedziała co odpowiedzieć na pana wyznania? Czy może nie wie co do pana czuje?- Zapytał, siadając z powrotem na swoim miejscu i zabierając się za przekładanie owoców.- Niektórzy nie są przyzwyczajeni do mówienia o uczuciach. A zwłaszcza pokolenie wychowywane przez ludzi, którzy przeżyli wojnę. W tamtych czasach uczucia nie były w cenie. Trzeba było myśleć o przetrwaniu i zamknąć umysł, żeby psychika mogła poradzić sobie ze śmiercią bliskich. Mój tatuś…- Zawiesił na chwilę głos, marszcząc lekko brwi.- … badał ten temat, żeby zrozumieć postępowanie swojego ojca. Mi zresztą też jest to bliskie, ze względu na moja drugą książkę. Ale to tylko taka dygresja.- Powiedział i spojrzał na Shafiq'a, kiedy ten zapytał o jego związek. Nie przerwał jednak przekładania owoców do słoików.
- Byłem, ale nie chciała ze mną podróżować, więc się rozstaliśmy. To było jakieś pięć lat temu.- Powiedział.- Chętnie bym do tego wrócił. Każdy chce być przez kogoś kochany.
Czy myślał, że kiedykolwiek jego uzewnętrznienie się w kwestiach związkowych będzie dla kogoś rozrywką? Nie. Uśmiechnął się więc lekko kącikiem ust, widząc rozbawienie na twarzy mężczyzny. Może po prostu przyszedł tutaj tylko po to, żeby zabić nudę?
- Hmm tak pan myśli? Że słowa nie są odpowiednią drogą do czyjegoś serca? “Dziękuję, że jesteś”, “wiem, że się starasz”, “tęskniłem za tobą”, “cieszę się, że mogę teraz tu z tobą siedzieć”, “robienie przetworów jest nudne, ale z tobą mogę je robić codziennie” i tak dalej…- Powiedział i zaczął przesuwać puste słoiki bliżej Anthony'ego. Wstał i podniósł jedno z naczyń, które pełne było wydrylowanych już owoców. Postawił je na stole.
- Panie Shafiq, proszę użyć łyżki i napełniać słoiki owocami. Tak do połowy.- Poprosił.- Nie znalazł pan zrozumienia, ponieważ pańska sympatia nie wiedziała co odpowiedzieć na pana wyznania? Czy może nie wie co do pana czuje?- Zapytał, siadając z powrotem na swoim miejscu i zabierając się za przekładanie owoców.- Niektórzy nie są przyzwyczajeni do mówienia o uczuciach. A zwłaszcza pokolenie wychowywane przez ludzi, którzy przeżyli wojnę. W tamtych czasach uczucia nie były w cenie. Trzeba było myśleć o przetrwaniu i zamknąć umysł, żeby psychika mogła poradzić sobie ze śmiercią bliskich. Mój tatuś…- Zawiesił na chwilę głos, marszcząc lekko brwi.- … badał ten temat, żeby zrozumieć postępowanie swojego ojca. Mi zresztą też jest to bliskie, ze względu na moja drugą książkę. Ale to tylko taka dygresja.- Powiedział i spojrzał na Shafiq'a, kiedy ten zapytał o jego związek. Nie przerwał jednak przekładania owoców do słoików.
- Byłem, ale nie chciała ze mną podróżować, więc się rozstaliśmy. To było jakieś pięć lat temu.- Powiedział.- Chętnie bym do tego wrócił. Każdy chce być przez kogoś kochany.