06.06.2024, 16:41 ✶
– To dobrze – powiedział z uśmiechem, który chociaż miał być pocieszający wyszedł mu dziwnie smutny. Ścisnął jej ramię. – Wszystko co w naszej mocy.
Brzmiało to licho, ale przynajmniej zajmował się czymś, co naprawdę pomagało ludziom, nawet jeśli jeszcze dwa lata temu ci ludzie nie musieliby w ogóle się martwić, że zostaną ranni. Nie godził się z tym stanem rzeczy, oczywiście, że nie. Był uzdrowicielem, chciał nim być od zawsze, pogodzenie się z taką rzeczywistością, lub co gorsza, zgadzanie się z nią byłoby zaprzeczeniem wszystkiego czego się przez te wszystkie lata uczył i czemu służył. Równie dobrze mógłby po prostu podrzeć wszystkie dokumenty zaświadczające, że jest magimedykiem. Ludzi się ogrywało z pieniędzy, a nie zdrowia i życia.
Mgła, jakby chciała podkreślić przyjemny nastrój ich rozmowy, przytłumiła ostatnie różowe promienie Słońca. Zaraz powinni wracać do środka.
– Obietnica. – Bliźniaczym gestem uniósł swój kubek i wziął łyk jagodowego wina. Wtedy, gdy robili te laleczki jako dzieci też próbował je pić. Wkurzony na matkę i wszystko, ukradł stojącą na stole butelkę, gdy Florence pobiegła ogarniać Laurenta. Chyba chciał pokazać reszcie kuzynostwa, że też potrafi się bawić. Butelka wyślizgnęła mu się jednak z rąk, zanim zdążył z nią odbiec i ciemne wino rozlało się po całej werandzie, a ktoś chyba niemal dostał zawału, myśląć, że nagle polała się krew. Najgorsze, że nie było w pobliżu żadnego psa, na którego można by było zrzucić całą winę. A Laurent o Atreus bawili się za daleko, by wmówić dorosłym, że to oni.
– Też tego nie rozumiem. Twierdzi, że ludzie i przyroda są tam wspaniali, ale ja chyba wolę miejsca, gdzie nie muszę nosić dwóch par rękawiczek. Chociaż powiedziała, że kogoś by mi tak przedstawiła. Może więc o to chodzi – powiedział już pogodniej, jakby poprzednia rozmowa nie miała miejsca. – Jak mówię to tylko wyjazd służbowy. Będzie dobrze. Spokojnie. Przywiozę ci coś.
Nie mógł jej powiedzieć przecież, że nawet gdyby szalenie nie chciał tam jechać, a Anthony Shafiq byłby najbardziej upierdliwym czarodziejem na świecie, to nie za bardzo miał wybór. Nie gdy ten konkretny polityk spłacił jego długi w kartach, gdy ten jeden raz znacząco przesadził, a sam próbując naprawić sytuację jedynie bardziej się pogrążył. Tego jednak nie planował nigdy mówić kuzynce. Było mu zbyt głupio.
Odłożył skończoną laleczkę. Była pokraczna, ale miała swój urok.
– Dziękuję, że mnie tu wyciągnęłaś, Flo. To co? Zagramy w karty?
Brzmiało to licho, ale przynajmniej zajmował się czymś, co naprawdę pomagało ludziom, nawet jeśli jeszcze dwa lata temu ci ludzie nie musieliby w ogóle się martwić, że zostaną ranni. Nie godził się z tym stanem rzeczy, oczywiście, że nie. Był uzdrowicielem, chciał nim być od zawsze, pogodzenie się z taką rzeczywistością, lub co gorsza, zgadzanie się z nią byłoby zaprzeczeniem wszystkiego czego się przez te wszystkie lata uczył i czemu służył. Równie dobrze mógłby po prostu podrzeć wszystkie dokumenty zaświadczające, że jest magimedykiem. Ludzi się ogrywało z pieniędzy, a nie zdrowia i życia.
Mgła, jakby chciała podkreślić przyjemny nastrój ich rozmowy, przytłumiła ostatnie różowe promienie Słońca. Zaraz powinni wracać do środka.
– Obietnica. – Bliźniaczym gestem uniósł swój kubek i wziął łyk jagodowego wina. Wtedy, gdy robili te laleczki jako dzieci też próbował je pić. Wkurzony na matkę i wszystko, ukradł stojącą na stole butelkę, gdy Florence pobiegła ogarniać Laurenta. Chyba chciał pokazać reszcie kuzynostwa, że też potrafi się bawić. Butelka wyślizgnęła mu się jednak z rąk, zanim zdążył z nią odbiec i ciemne wino rozlało się po całej werandzie, a ktoś chyba niemal dostał zawału, myśląć, że nagle polała się krew. Najgorsze, że nie było w pobliżu żadnego psa, na którego można by było zrzucić całą winę. A Laurent o Atreus bawili się za daleko, by wmówić dorosłym, że to oni.
– Też tego nie rozumiem. Twierdzi, że ludzie i przyroda są tam wspaniali, ale ja chyba wolę miejsca, gdzie nie muszę nosić dwóch par rękawiczek. Chociaż powiedziała, że kogoś by mi tak przedstawiła. Może więc o to chodzi – powiedział już pogodniej, jakby poprzednia rozmowa nie miała miejsca. – Jak mówię to tylko wyjazd służbowy. Będzie dobrze. Spokojnie. Przywiozę ci coś.
Nie mógł jej powiedzieć przecież, że nawet gdyby szalenie nie chciał tam jechać, a Anthony Shafiq byłby najbardziej upierdliwym czarodziejem na świecie, to nie za bardzo miał wybór. Nie gdy ten konkretny polityk spłacił jego długi w kartach, gdy ten jeden raz znacząco przesadził, a sam próbując naprawić sytuację jedynie bardziej się pogrążył. Tego jednak nie planował nigdy mówić kuzynce. Było mu zbyt głupio.
Odłożył skończoną laleczkę. Była pokraczna, ale miała swój urok.
– Dziękuję, że mnie tu wyciągnęłaś, Flo. To co? Zagramy w karty?
Koniec sesji