06.06.2024, 17:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2024, 17:05 przez Basilius Prewett.)
/Uzgodniłam z graczką, że Isaac mówi mi o głosach
Już miał powiedzieć tak, tak to było głupie, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język nie chcąc wprowadzać nieprzyjemnej atmosfery. Już i tak sytuacja była nerwowa i to bynajmniej nie z winy Isaaca.
– Po prostu nie atakuj więcej wrednych korzeni. Tych, które jeszcze nie są wredne też nie atakuj – powiedział, oferując mu pomóc w stanie jeśli tego potrzebował. – I może zapal dopiero, jak stąd wyjdziemy? – Nie wiedział, jak korzenie zareagowałyby na dym, lub widok ognia. Nie warto było tak ryzykować.
Zerknął na wijące się korzenie i przytaknął posępnie.
– Magia je wypaczyła, a co gorsza wydają się ze sobą współpracować – mruknął. Chyba jednak wolał, gdy korzenie, z którymi się spotykał, były już w formie maści, lub naparu, gotowego do podania pacjentom.
Na informację o tym, że Bagshot słyszał znajome głosy, Basilius zmarszczył brwi i ponaglił go, by ruszyli przed siebie. Trzymał różdżkę w pogotowiu na wszelki wypadek, gdyby to jednak nie były przyjazne twarze, a jakieś niebezpieczeństwo. Prawdę mówiąc nie wiedział, którą wersję by wolał. Wolał, by inni znajdowali się bezpiecznie nad nimi, a nie tutaj w tunelach.
Już miał powiedzieć tak, tak to było głupie, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język nie chcąc wprowadzać nieprzyjemnej atmosfery. Już i tak sytuacja była nerwowa i to bynajmniej nie z winy Isaaca.
– Po prostu nie atakuj więcej wrednych korzeni. Tych, które jeszcze nie są wredne też nie atakuj – powiedział, oferując mu pomóc w stanie jeśli tego potrzebował. – I może zapal dopiero, jak stąd wyjdziemy? – Nie wiedział, jak korzenie zareagowałyby na dym, lub widok ognia. Nie warto było tak ryzykować.
Zerknął na wijące się korzenie i przytaknął posępnie.
– Magia je wypaczyła, a co gorsza wydają się ze sobą współpracować – mruknął. Chyba jednak wolał, gdy korzenie, z którymi się spotykał, były już w formie maści, lub naparu, gotowego do podania pacjentom.
Na informację o tym, że Bagshot słyszał znajome głosy, Basilius zmarszczył brwi i ponaglił go, by ruszyli przed siebie. Trzymał różdżkę w pogotowiu na wszelki wypadek, gdyby to jednak nie były przyjazne twarze, a jakieś niebezpieczeństwo. Prawdę mówiąc nie wiedział, którą wersję by wolał. Wolał, by inni znajdowali się bezpiecznie nad nimi, a nie tutaj w tunelach.