Stanley był w tym wszystkim całkiem wiarygodny. Albo to po prostu Penny była cholernie naiwna. Jedno z tych dwóch. Gdyby nie to, że poczuła się nieco urażona jego słowami, zapewne by mu teraz nawet zasugerowała kontakt ze swoim dziadkiem, który posiadając naprawdę spore sady wokół Doliny Godryka, mógł się okazać dla rodzinnej firmy Matthew naprawdę opłacalnym klientem. Nie zrobiła tego jednak, ograniczając się do zdawkowych i znacznie mniej entuzjastycznych odpowiedzi - zwłaszcza, kiedy przyrównać je do tych, które padały z jej ust jeszcze chwilę temu.
Podobnie nie rozwijała już tematu własnej kariery. Planów. Nie opowiadała też innych bzdur, które to potrafiła wyrzucać z siebie naprawdę w dużych ilościach. O ile tylko miała ku temu odpowiedni nastrój. Wystarczająco dużo chęci. Na ten moment niestety wyglądało na to, że owe chęci zaliczały na przemian góry i doliny. Podobnie jak i zmieniający się nieustannie humor.
No cóż - bycie zmienną, to ponoć prawo kobiety.
Kolejna, a do tego jakże wyraźna zmiana, zaszła przy stoisku Abbottów. Znów obok Stanleya była Penny przyjacielska. Penny pogodna. Taka, której towarzystwo musiało być znacznie mniej uciążliwe - dla każdego.
- Nie przesadzam, moja rodzina za nic nie płaci. Ich przyjaciele również. - upierała się przy swoim Emily, nie chcąc przyjąć od Matthew nawet złamanego knuta. Bo to przecież nie wypadało. Jej zdania nie byłaby zapewne w stanie zmienić nawet i informacja o tym, że przecież on i Penny przyjaciółmi nie byli. Ale to już Stanley musiałby sam sprawdzić.
Rzecz jasna - o ile zamierzał upierać się dłużej przy tym, że za wino zapłaci.
- Niech stracę. - zaraz po Emily, na pytanie Stanleya odpowiedziała Penny. Nie zamierzała odmawiać, ale niech tu sobie ten cały Matthew nie myśli, że zgodzi się na wszystko. Taka łatwa przecież nie była. - Ale tylko po jednym kieliszku, w ramach degustacji. - podkreśliła jeszcze, tak żeby nie było wątpliwości. Nie będzie tu przecież piła więcej. I do tego jeszcze z obcym mężczyzną.
Albo może jednak?
Widząc lądujące na blacie monety, Emily założyła ręce na wysokości swojej klatki piersiowej, posyłając wyraźnie oburzone spojrzenie w kierunku Matthew. Pieniędzy nie ruszyła. Wyraźnie dała przecież do zrozumienia, że rodzina nie płaci. Tak to u nich wyglądało.
- Proszę mi to migiem zabrać. - upierała się przy swoim. - Albo żadnego wina wam nie dam.
Straszyła, ale biorąc pod uwagę liczną klientele, zapewne nie była w stanie długo upierać się przy swoim. Choć nie była jedynym pracownikiem stoiska, a w pobliżu działali jeszcze jej brat i ojciec, to na zbyt długie zabawianie Penny i Matthew pozwolić sobie nie mogła. Zwłaszcza, że już teraz ojciec posyłał jej zirytowane spojrzenia. A przecież nawet 5 minut nie zdążyło upłynąć! Najświeższymi plotkami się z Penny nie wymieniły.
Ot, takie to już jest życie tej całej taniej siły roboczej.