01.01.2023, 16:17 ✶
Spojrzała na niego wymownie, kiedy jak takie małe, obruszone dziecko powiedział, że nie utrudnia. Brakowało jeszcze tylko, żeby nadął policzki i założył ręce na piersi, bo przecież wcale nie nabroił. Ale mógł zaprzeczać ile tylko chciał, a i tak w głębi serca pewnie wiedział, że to nie do końca jest tak, jak mówił i jak chciał tutaj wypaść. Mogłaby mu podać kilkanaście przykładów tego, jak się zachowywał, żeby mu to udowodnić, ale nie miała w tym żadnego celu. Swoje wiedziała i nie była w nastroju na przepychanki słowne – zwłaszcza, że nie była nawet u siebie. Ba, wprosiła się tutaj, żeby ktoś w końcu potraktował ją poważnie i przestał ja trzymać w ciemności.
Zadała swoje pytanie i nastała cisza. Nie taka głucha, bo jednak było słychać na przykład jej oddech, jej głośniejsze westchnięcie, gdy ta cisza się przeciągała. Tak jak było słychać, jak Sauriel przesuwa dłonią po obiciu sofy. Szelest, gdy się pochylił do przodu, sięgnął po papierosa, zapalił… Victoria złapała się na tym, że zaczęła się zastanawiać jak to się dzieje, że palił, kiedy tak naprawdę nie oddychał, a chyba chodziło o to, żeby podczas wdechu się zaciągnąć. Nie zapytała o to jednak – po prostu myślała. Sądziła też, że się w końcu nie doczeka żadnej odpowiedzi i po prostu będzie musiała powiedzieć coś, by zmienić temat. Pożegnać się i…
Ale wtedy się odezwał.
No tak, panu Rookwood zależało, tak samo jak pani Lestrange. Victoria sądziła, że pani Rookwood też zależało, a co się tyczyło jej własnego ojca – z tego co mówił, to po prostu “to dobry pomysł i dobra partia”. Więc tak. No tyle wiedziała. Ale nie spodziewała się kolejnej wypowiedzi. Do tego “fizycznego rozwiązywania problemów” – ale czy mogła się dziwić? Właściwie to pomyślała sobie, że Eryk wygląda na takiego. Ciężko cię zabić, a nadal boli. To było… Naprawdę mocne wyznanie. I Victoria uniosła głowę, patrząc na profil Sauriela. Spokojnie, ale jej oczy trochę się jednak rozszerzyły. Bo to, że ktoś na takiego wyglądał to jedno. To, że się lali, czy raczej… ojciec lał syna i jego to bolało – to drugie.
- Nie wiedziałam… – wydusiła z siebie w końcu i nie wyglądała na usatysfakcjonowaną tą odpowiedzią. Tak, tłumaczyła wiele, ale… Wkurzał ją strasznie, ale przecież nie chciała dla niego żadnego cierpienia. Nie była okrutna. To dlatego był taki potulny. Już rozumiała. Eryk spuścił mu łomot, musiało go to bardzo boleć, a powodem było… że narzekała swoim rodzicom, którzy wzięli sprawy w swoje ręce, nic jej nawet nie mówiąc. Jeszcze wczoraj sądziła, że po prostu rodzice rozmawiali z Saurielem, że była może wielka kłótnia, ale… nie to. - Strasznie mi przykro – powiedziała już ciszej. I była pewna, że swoim rodzicom nic już nie powie w sprawie Sauriela. Nic. Ani że wie, że jest wampirem, ani nic. Skoro robili wszystko za jej plecami, a jeszcze drugiej stronie działa się krzywda…
A ona miała wejść właśnie do tego domu, tak? Spuściła spojrzenie z Sauriela na stolik i teraz wyglądała jak ktoś naprawdę, naprawdę zmęczony. Ktoś, kto poczuł cały ciężar dwóch i pół miesięcy na swoich barkach – nagle i na raz.
- W takim razie przepraszam, że mówiłam cokolwiek mojej rodzinie – więcej pytań? Miała ich sporo, ale jakoś żadne nie wychodziło na wierzch. Zresztą… Żadne nie miało sensu. Nie. Nie miała więcej pytań.
Zadała swoje pytanie i nastała cisza. Nie taka głucha, bo jednak było słychać na przykład jej oddech, jej głośniejsze westchnięcie, gdy ta cisza się przeciągała. Tak jak było słychać, jak Sauriel przesuwa dłonią po obiciu sofy. Szelest, gdy się pochylił do przodu, sięgnął po papierosa, zapalił… Victoria złapała się na tym, że zaczęła się zastanawiać jak to się dzieje, że palił, kiedy tak naprawdę nie oddychał, a chyba chodziło o to, żeby podczas wdechu się zaciągnąć. Nie zapytała o to jednak – po prostu myślała. Sądziła też, że się w końcu nie doczeka żadnej odpowiedzi i po prostu będzie musiała powiedzieć coś, by zmienić temat. Pożegnać się i…
Ale wtedy się odezwał.
No tak, panu Rookwood zależało, tak samo jak pani Lestrange. Victoria sądziła, że pani Rookwood też zależało, a co się tyczyło jej własnego ojca – z tego co mówił, to po prostu “to dobry pomysł i dobra partia”. Więc tak. No tyle wiedziała. Ale nie spodziewała się kolejnej wypowiedzi. Do tego “fizycznego rozwiązywania problemów” – ale czy mogła się dziwić? Właściwie to pomyślała sobie, że Eryk wygląda na takiego. Ciężko cię zabić, a nadal boli. To było… Naprawdę mocne wyznanie. I Victoria uniosła głowę, patrząc na profil Sauriela. Spokojnie, ale jej oczy trochę się jednak rozszerzyły. Bo to, że ktoś na takiego wyglądał to jedno. To, że się lali, czy raczej… ojciec lał syna i jego to bolało – to drugie.
- Nie wiedziałam… – wydusiła z siebie w końcu i nie wyglądała na usatysfakcjonowaną tą odpowiedzią. Tak, tłumaczyła wiele, ale… Wkurzał ją strasznie, ale przecież nie chciała dla niego żadnego cierpienia. Nie była okrutna. To dlatego był taki potulny. Już rozumiała. Eryk spuścił mu łomot, musiało go to bardzo boleć, a powodem było… że narzekała swoim rodzicom, którzy wzięli sprawy w swoje ręce, nic jej nawet nie mówiąc. Jeszcze wczoraj sądziła, że po prostu rodzice rozmawiali z Saurielem, że była może wielka kłótnia, ale… nie to. - Strasznie mi przykro – powiedziała już ciszej. I była pewna, że swoim rodzicom nic już nie powie w sprawie Sauriela. Nic. Ani że wie, że jest wampirem, ani nic. Skoro robili wszystko za jej plecami, a jeszcze drugiej stronie działa się krzywda…
A ona miała wejść właśnie do tego domu, tak? Spuściła spojrzenie z Sauriela na stolik i teraz wyglądała jak ktoś naprawdę, naprawdę zmęczony. Ktoś, kto poczuł cały ciężar dwóch i pół miesięcy na swoich barkach – nagle i na raz.
- W takim razie przepraszam, że mówiłam cokolwiek mojej rodzinie – więcej pytań? Miała ich sporo, ale jakoś żadne nie wychodziło na wierzch. Zresztą… Żadne nie miało sensu. Nie. Nie miała więcej pytań.