01.01.2023, 20:31 ✶
Raczej pewne było to, że prędzej czy później się podda, że przestanie naciskać, że po prostu odpuści to, by go poznać, skoro on tak bardzo tego nie chciał. Ale… Tego własnie się bała. Poślubienia kogoś, kogo nie zna. Kogo nie znosi. Żyć w miejscu, gdzie każdy jest obcy. Jaki był w tym cel? Po co komu takie życie, kiedy nie masz w nim nawet żadnego miejsca, celu? Ale Sauriel mógł być pewien, że jeśli to potrwa dlużej, to jego życzenie się spełni, a Victoria da mu święty spokój… na tyle, na ile będzie mogła.
Czuła, że nie ma w tym momencie nikogo, z kim moglaby o tym porozmawiać. Rodzicie okazali się nie warci tego zaufania, nie chciała z nimi rozmawiać. Była wściekła, o tak, ale też zrezygnowana – ale to na nich, nie na Sauriela. Oczywiście, że miała więcej pytań. Na przykład jak długo jest wampirem, albo jak to się stało… ale to były bardzo osobiste pytania, których nie zamierzała teraz zadawać. Mogła być na niego zła, ale no o co? O to, że został zamieniony w wampira? Przecież to nie jego wina, to bardziej… tragedia. Victoria czuła się teraz jakby jej mózg bardzo mocno pracował i wynikiem tej pracy było to, że nic w tej głownie nie miała. Niczego sensownego. To wszystko, co się tutaj działo, wykraczało poza jej zdolności poznawcze. Będzie musiała to sobie poukładać – tak, tego była pewna. I jakoś…
Jakoś coś.
To właśnie wypluł jej mózg.
Nie wiedziala, co miałaby więcej powiedzieć, więc po prostu milczała, bo żadna sensowna ani błyskotliwa odpowiedź jakoś nie pojawiała się w głowie. W którymś momencie uniosła nawet głowę i spojrzała na sufit, jakby szukała tam jakiegoś natchnienia. Ale… nie znalazła.
- Mylnie rozumieć, czyli że jak? Jak znowu zaczniesz, to po prostu przejdę do planu B, a więc do pełnego ignorowania – a jeśli o to właśnie mu chodziło, no to znał już całą instrukcję obsługi. Wcale nie była trudna. Mało tego – dokładnie to samo zaczęła robić w tamtej nieszczęsnej restauracji. - Mowię co myślę. Możesz to oczywiście rozumieć po swojemu, twoja wola – to były szczere przeprosiny, ale nie pasowały mu tak? Przecież nie użalała się nad nim, nie było w jej spojrzeniu litowania się, bo litować się nie zamierzała. Po prostu… Sama nie wiedziała co. - Wczoraj byłeś całkiem znośny – zauważyła, a bardzo nie sądziła, ze cały ten czas się po prostu pilnował i był grzeczny dlatego, że tatuś tak chciał. - Chodziło o to, żeby ktoś mi w końcu powiedział co jest grane, a nie trzymał mnie w nieświadomości. Pomogłeś, dziękuję – niczego więcej nie chciała. Sama zresztą potrzebowała teraz samotności. Może długiego spaceru. Może powrotu do domu i pójścia spać. Zwykle było tak, że po przebudzeniu problemy jakoś znajdowały rozwiązanie – zazwyczaj. Problem był tam, gdzie nie dało się zasnąć. Ale może to był dobry moment na zażycie eliksiru. - Nie będę ci zawracać głowy… Sama muszę… pomyśleć – od myślenia się to w ogóle zaczęło. Od wspominania miłego wyjścia do speluny wątpliwej reputacji. Kobieta wstała. Sauriel może i jej nie ufał, może i dobrze, ale swoje już postanowiła. Zamierzała siedzieć cicho. I czekać na to, aż rodzice jej powiedzą. Była całkiem ciekawa kiedy to nastąpi. To miał być dla nich chyba ostateczny test…
Czuła, że nie ma w tym momencie nikogo, z kim moglaby o tym porozmawiać. Rodzicie okazali się nie warci tego zaufania, nie chciała z nimi rozmawiać. Była wściekła, o tak, ale też zrezygnowana – ale to na nich, nie na Sauriela. Oczywiście, że miała więcej pytań. Na przykład jak długo jest wampirem, albo jak to się stało… ale to były bardzo osobiste pytania, których nie zamierzała teraz zadawać. Mogła być na niego zła, ale no o co? O to, że został zamieniony w wampira? Przecież to nie jego wina, to bardziej… tragedia. Victoria czuła się teraz jakby jej mózg bardzo mocno pracował i wynikiem tej pracy było to, że nic w tej głownie nie miała. Niczego sensownego. To wszystko, co się tutaj działo, wykraczało poza jej zdolności poznawcze. Będzie musiała to sobie poukładać – tak, tego była pewna. I jakoś…
Jakoś coś.
To właśnie wypluł jej mózg.
Nie wiedziala, co miałaby więcej powiedzieć, więc po prostu milczała, bo żadna sensowna ani błyskotliwa odpowiedź jakoś nie pojawiała się w głowie. W którymś momencie uniosła nawet głowę i spojrzała na sufit, jakby szukała tam jakiegoś natchnienia. Ale… nie znalazła.
- Mylnie rozumieć, czyli że jak? Jak znowu zaczniesz, to po prostu przejdę do planu B, a więc do pełnego ignorowania – a jeśli o to właśnie mu chodziło, no to znał już całą instrukcję obsługi. Wcale nie była trudna. Mało tego – dokładnie to samo zaczęła robić w tamtej nieszczęsnej restauracji. - Mowię co myślę. Możesz to oczywiście rozumieć po swojemu, twoja wola – to były szczere przeprosiny, ale nie pasowały mu tak? Przecież nie użalała się nad nim, nie było w jej spojrzeniu litowania się, bo litować się nie zamierzała. Po prostu… Sama nie wiedziała co. - Wczoraj byłeś całkiem znośny – zauważyła, a bardzo nie sądziła, ze cały ten czas się po prostu pilnował i był grzeczny dlatego, że tatuś tak chciał. - Chodziło o to, żeby ktoś mi w końcu powiedział co jest grane, a nie trzymał mnie w nieświadomości. Pomogłeś, dziękuję – niczego więcej nie chciała. Sama zresztą potrzebowała teraz samotności. Może długiego spaceru. Może powrotu do domu i pójścia spać. Zwykle było tak, że po przebudzeniu problemy jakoś znajdowały rozwiązanie – zazwyczaj. Problem był tam, gdzie nie dało się zasnąć. Ale może to był dobry moment na zażycie eliksiru. - Nie będę ci zawracać głowy… Sama muszę… pomyśleć – od myślenia się to w ogóle zaczęło. Od wspominania miłego wyjścia do speluny wątpliwej reputacji. Kobieta wstała. Sauriel może i jej nie ufał, może i dobrze, ale swoje już postanowiła. Zamierzała siedzieć cicho. I czekać na to, aż rodzice jej powiedzą. Była całkiem ciekawa kiedy to nastąpi. To miał być dla nich chyba ostateczny test…