Stanął na chwilę na palcach, aby dojrzeć ponad głowami czy nadal kotłuje się w tamtym miejscu, przy południowych straganach, co wyglądało zabawnie, biorąc pod uwagę jego niski wzrost, na dodatek skomparowany z długonogim, smukłym Shafiq'iem. Zauważył podział, długiego jak tyczka Alexandra, ale chyba stał do niego tyłem... Nadal zbyt dużo osób i zamieszania, żeby jasno widzieć, co tam się dzieje. Zamajaczył mu również jego bratanek, zdziwił się w sumie, że nie ma żadnego Longbottoma na służbie, ale chyba w całym kotle wystawał Alastor. Ciekawe.
— Miałem wrażenie, że było tam jakieś zbiorowisko, a pamiętasz chyba, że nieszczególnie za nimi przepadam. Ktoś chyba uciekał, coś krzyczał? — Chociaż wielu zapominało o tym, Morpheus nie ukrywał swoich zdolności jasnowidzenia, nie obnosił się z nimi na prawo i lewo, ale dostatecznie często trzymał talię kart tarota w dłoniach lub jego wzrok rozmywał się, aby spojrzeć w przyszłość. Nawet jeśli, jak każdy szanujący się wieszcz, który jeszcze się nie stoczył, nie mówił o ciężarze tych wszystkich wariantów rzeczywistości na raz w swojej głowie.
Podeszli do Magicznych Różności, chociaż przez tłumek klientów ciężko było ich pewnie dostrzec, zresztą zamiast oglądać bibelotki zawiesił wzrok na występie, który rozświetlił swoją scenę. Patrzył jak urzeczony, jak większość tłumu, na hipnotyzujące ruchy tancerza, dziwną, zakrawającą na kakofonię muzykę, był nieco skonfliktowany z jego powodu, z powodu ognia, który przypomniał mu tak bardzo o śmierci brata i Millie w śpiączce. Artysta jednak poruszał się pięknymi drganiami, szarpanymi klatkami z kalejdoskopu. Doceniał niesamowicie precyzję i rzeźbę ciała.
— Może więc powoli skierujmy się ku twojemu... pałacowi, Shafiq. Ale najpierw, widzę kilka drobiazgów w Magicznych Różnościach, które chciałbym je obejrzeć — zaproponował dwójce z uśmiechem, oddając scenę Anthony'emu jeszcze na chwilę.