07.06.2024, 22:36 ✶
Towarzyszyła dzisiaj swojemu ojcu. Jagoda, jako wspaniały, egzotyczny eksponat na salonach, przyciągała uwagę na dłużej, każdego kto przechodził obok niej. Jej suknia, wariacja i artyzm sam w sobie - przedstawiała interpretację biedy, jakiej dotąd nikt nie zaznał. Materiał układał się w suknię inspirowaną greckim antykiem, jednak lekki materiał, szyfon prawdopodobnie, był jasnobrązowy, nawet wpadający w herbaciany. Poły tkaniny chociaż niesymetryczne, były wpięte w swoje idealne miejsce, a od pasa przepasanego w talii materiał lał się aż do ziemi. Jednak to nie on przyciągał uwagę, ale to, co było na nim, a była to cała siatka spleciona z łańcuszków z czarnego złota, z zawieszonymi na nich kryształkami kwarcu oraz gdzieniegdzie perłami. Wszystkie linie niczym pajęczyna zbiegały się na środku talii Jagody, trzymając się jednej metalowej broszy z misternie wykutym w niej kwiatem jaśminu na samym środku, otoczonym kolejnymi kryształkami. Nawet pomimo tego, że Jagoda nie wyglądała tutaj najbardziej wystawnie i tak przyciągała uwagę. Młoda córka ambasadora Brodzkiego, dzisiaj odpowiedziała już na przynajmniej setkę pytań a jak to się żyje w tej pięknej Chorwacji?
Nie pizga deszczem cały czas.
Nie, nie powiedziałaby tego, ale od dobrych pół godziny unikała kolejnych przywitań z osobami, które chciały ponownie posłuchać o niej jako o turystycznej atrakcji pełną gębą.
Chociaż nigdy nie uzewnętrzniała tego, im częściej przechodziła przez aż tak ogromny natłok interakcji społecznych, coraz częściej nawiedzały ją po prostu nieobliczalne myśli. Coraz częściej zaczynała zastanawiać się jakie dźwięki wydawaliby Ci wszyscy ludzie, gdyby to miejsce nagle zaczęło płonąć. Jak bardzo by krzyczeli? Czy uciekaliby na wszystkie strony? Czy ratowaliby siebie, czy najpierw kogoś dla nich ważnego?
Wszyscy byliby tacy sami w obliczu ognia... Niezależnie od galeonów w Gringotcie. Właśnie w takim zastanowieniu podeszła do stolika by złapać za lampkę szampana, którą wypiła duszkiem. Potrząsnęła lekko głową. Na jej wyprostowanych dzisiaj długich włosach widniała ozdoba ze sznureczków pereł. Kolczyki były do niej dopasowane, dlatego gdy usłyszała komplement ze strony młodej kobiety niedaleko, wiedziała, że raczej nie chodzi tylko o nie.
- Ładna kolia. - Rzuciła w swoistym podziękowaniu i zmierzyła ją wzrokiem. Mało tutaj było młodych ludzi... - Co tutaj robisz?
Nie pizga deszczem cały czas.
Nie, nie powiedziałaby tego, ale od dobrych pół godziny unikała kolejnych przywitań z osobami, które chciały ponownie posłuchać o niej jako o turystycznej atrakcji pełną gębą.
Chociaż nigdy nie uzewnętrzniała tego, im częściej przechodziła przez aż tak ogromny natłok interakcji społecznych, coraz częściej nawiedzały ją po prostu nieobliczalne myśli. Coraz częściej zaczynała zastanawiać się jakie dźwięki wydawaliby Ci wszyscy ludzie, gdyby to miejsce nagle zaczęło płonąć. Jak bardzo by krzyczeli? Czy uciekaliby na wszystkie strony? Czy ratowaliby siebie, czy najpierw kogoś dla nich ważnego?
Wszyscy byliby tacy sami w obliczu ognia... Niezależnie od galeonów w Gringotcie. Właśnie w takim zastanowieniu podeszła do stolika by złapać za lampkę szampana, którą wypiła duszkiem. Potrząsnęła lekko głową. Na jej wyprostowanych dzisiaj długich włosach widniała ozdoba ze sznureczków pereł. Kolczyki były do niej dopasowane, dlatego gdy usłyszała komplement ze strony młodej kobiety niedaleko, wiedziała, że raczej nie chodzi tylko o nie.
- Ładna kolia. - Rzuciła w swoistym podziękowaniu i zmierzyła ją wzrokiem. Mało tutaj było młodych ludzi... - Co tutaj robisz?
Ni do zadnjeg leta, ni do kraja sveta
Sudbina je moja kleta
Sudbina je moja kleta