Początek swojej konwersacji z Sebastianem mógł uznać za nad wyraz udany, biorąc pod uwagę to, że czarodziej go zauważył i postanowił go przywitać. Rezerwa w głosie starszego czarodzieja była dobrze słyszalna, jednak na razie nie miał podstaw aby się tym przejąć. Tym bardziej, że jak dotąd utrzymywali wyłącznie służbowe relacje. Przyszedł tutaj jednak prywatnie, z zamiarem zrobienia sporych zakupów. Mieszkając na Alei Horyzontalnej często można było go spotkać na ulicach magicznego Londynu.
— Gdybym sam miał prowadzić stoisko to sam wolałbym mieć kogoś do pomocy. To zawsze dodatkowa para rąk do pomocy, poza tym w takiej sytuacji to mógłbym pozostawić stoisko w rękach pomocnika na parę chwil. Nie byłem jeszcze przy stoisku Figgów, ale miałem możliwość pogłaskania jednego z tych kotów przy straganie prowadzonym przez moją przyjaciółkę. Sprzedaje swoje eliksiry. — Odezwał się podczas dokonywania zakupów. Z jego strony to było gdybanie, ponieważ tak naprawdę nie miał co wystawiać. Nie jest twórcą eliksirów ani rzemieślnikiem. Nawet nie rozważał rozstawienia stoiska, przy którym mógłby oferować przepowiadanie przyszłości za parę galeonów - czasem zdarzało mu się to robić, jednak to traktował jako pomniejsze źródło dochodu i nie oferował tego każdemu. Od zawsze lubił zwierzęta.
— To wezmę ten kosz. Faktycznie może się przydać. Jeszcze nie skończyłem robić zakupów, to moje drugie stoisko. — Po krótkiej chwili namysłu zdecydował się na przyjęcie tego kosza, oczywiście za stosowną opłatą. Zapakowane do pierwszej lepszej torby zakupy może przepakować już we własnym zakresie. Przekazał Sebastianowi całą kwotę za swoje zakupy i postanowił nie zajmować mu więcej czasu, tym bardziej że miał już pierwszą klientkę.
— Powodzenia w interesach. — Pożegnał zarządzającego tym stoiskiem egzorcystę i współpracownika, zabierając ze sobą wszystkie swoje zakupy. Zmierzał do kolejnego stoiska, którym okazało się Château des Dragons.
Stoisko winnicy zdawało się wyróżniać na tle innych straganów. Nie sposób zaprzeczyć temu, że szło na pierwszy rzut oka rozpoznać winiarnię. Postanowił skosztować tego trunku, skoro istniała możliwość degustacji. Może udałoby mu się dostać dodatkowe dwa kubki, które mógłby przekazać Olivii i Tristanowi. Jego przyjaciółka miała bardzo ograniczone możliwości, jeśli chodzi o chodzenie od stoiska do stoiska - sama wystawiała swoje towary. Natomiast, jeśli chodzi o jej chłopaka, to nie wypadało mu przynieść tylko jednego kubka dla przyjaciółki. Przeniesienie dwóch kubkach wina przez ten tłum mogło graniczyć z cudem, dlatego może powinien poprosić stojącej za ladą kobiety o wydanie mu do celów degustacyjnych dwóch kubków i odpowiedniej ilości wina w butelce. Dla siebie także zamierzał kupić całą butelkę na odpowiednią okazję.
— Dzień dobry, pani. Co za wspaniałe stoisko. Najbardziej podoba mi się ten smok... to jak mniemam opalooki antypodzki? — Zwrócił się do kobiety z ciepłym uśmiechem, kiedy pochwalił prowadzone przez nią w imieniu właściciela winnicy stoisko. Leon, jak przystało na mola książkowego, potrafił na podstawie opisu rozpoznać dane magiczne stworzenie. Dopuszczał jednak to, że mogła to być wyłącznie artystyczna wizja smoka i nie należało doszukiwać się odniesień w rzeczywistości. Nawet, jak przyszedł tutaj po wino, to może podjąć próbę konwersacją z tą czarownicą.
@Sebastian Macmillan @Anthony Shafiq