- Mówię o Francisie Nottcie. - Wolał uściślić, żeby nie mieli tutaj nieporozumienia, że chodzi o drugą osobę, która dopiero z opóźnieniem trafiła do mózgu Sauriela - Philip Nott. Niekoniecznie kręciły go sporty, ale czasami nawet dobrze było popatrzeć, jak się ludzie napierdalają tymi tłuczkami. O dziwo z o wiele większym wyczuciem niż w Hogwarcie, gdzie za granie nie fair play co najwyżej traciłeś punkty dla domu, a nie byłeś od razu zdyskwalifikowany z zawodów. Więc nie, nie mówił o tej gwiazdce świata sportu, a o Szefie Departamentu Sportów Wszelakich (i nie, nie tak się ten dział nazywał, ale brzmiało krócej w głowie Kota). Co go jednak zdziwiło i trochę wybiło, a co też sprawiło, że tylko lepiej mu grał humorek, to fakt, że Erik wydawał się zamyślony nad tematem. Nie, moment, zamyślony to źle brzmiało. Rybka złapała przynętę? Sauriel nie był tutaj wędkarzem, skąd! On sam był rybką, co przynętę ciągnęła, bo sam był bajecznie ciekaw, co takiego mogłoby się znaleźć w brudach ich wspaniałych Szefów Departamentów. I to niekoniecznie chodzi o dosłowne kosze na śmieci, a bardziej metaforyczne ujęcie tematu. Gdyby znał go lepiej to może by nawet pokusił, żeby spróbować. Dlaczego? Bo kurwa można. Bo coś takiego jak ochrona życia osobistego istniała tylko wtedy, kiedy przejrzałeś je całe i upewniłeś się, że rząd w chuja cię nie robi. Innymi słowy - nie istniało wcale. Każdy czarodziej próbował bronić swojej fasady, żeby ludzie go nie zalali - jak sobie w zasadzie z tym całym fejmem radził pan Longbottom? Zaciekawiło go to dopiero teraz, kiedy powędrował swoimi myślami do tego, że razem z nim grzebałby w koszu Pani Crouch. Absolutnie pojebana wizja, szczególnie, kiedy dodasz do tego, że jeden był Śmierciożercą, drugi z Zakonu, ten jeden zajebał mu wujka, a ten drugi chciał złapać tego, co mu wujka zajebał... ten świat jest taki kurwa mały, prawda? Biurokracja i zaświadczenia A38 definitywnie łączyły ludzi.
Zrobił mądrą minę i z uznaniem pokiwał głową gapiąc się na Erika. Ten dokument, który wziął do łapy i miał go wypełniać miał status "to se kurwa jeszcze poczeka". I mean - nie na co dzień miałeś okazję rozmawiać z kimś pokroju Erik Longbottom. I Sauriel nie mógł powiedzieć, że go nie lubi, ale nagle rozumiał, że Brenna i Erik to brat i siostra. Ona była jebanym chaose, a on jej ładem. Pierdoloen ying i yang - Sauriel jej wysyłał chrupki dla psów, to jemu pewnie musiał wysyłać dla kotów, żeby wszystko w naturze się zgadzało.
- Gazety nie przekłamują, a wręcz ujmują. - Tylko niech nie pyta czego, bo kurwa nie mam pomysłu na żadne mądre słowo. - No, nigdy nie sądziłem, że pobranie zaświadczenia A38 da mi darmową pogawędkę z człowiekiem takiego polotu. Mądre słowa, panie Longbottom. Bardzo mądre słowa. Szczególnie, że żyjemy w takiej pierdolonej konserwie paniczy błękitnej krwi. - Sauriel sam był powolny i oporny na zmiany, ale nie próbował wypierać ich jako zbędnego elementu środowiska, jak robiło to większość ludzi. Nawet byłby się nad tym felernym dokumentem pochylił, gdyby nie to niespodziewane zaproszenie, które w końcu go na moment przytkało. I nawet otworzył trochę szerzej czarne oczy. Jak ciekawski kot. - Zgoda. - Uśmiechnął się szeroko. - Wybierz od razu datę, co się będziemy ograniczać. - Czemu nie? Sauriela zawsze nosiło, więc równie dobrze, skoro już Erik uraczył go pogawędką, mógł się przekonać, co ten potrafi na parkiecie.
- Nieee, o co ty mnie posądzasz. - Nie brzmiał na ani trochę niewinnego przy tych słowach, bo parsknął, że od razu przeszło to w skojarzenia seksu tylko z udziałem kwiatków i pszczółek. - Słuchaj, bo to jest tak, że kwiatki są w takich jajeczkach. Ogórki też. I one są prawie jak wysiadywane, tylko nie przez kurę, tylko przez ziemię... nadążasz? - Spojrzał kontrolnie na Erika, no bo może się pogubił? Stanley by się pogubił. - Najlepsze jest to, że można je podlewać whiskey i rosną nadal wyśmienicie. Małe skurwiele wiedzą, co dobre. - Jak bardzo to było irracjonalne - zdawał sobie sprawę - ale poczuwał się do mistrzostwa randomowych i nikomu niepotrzebnych historii. Chociaż raczej rzeczywiście opowiadał o historii, a nie o takich bzdurach... ach, dobra. W sumie kogo on chciał oszukiwać! No zdarzała się bzdurka czy dwie, no! - Ale jak one to skubane robią to ja nie wiem. Niby magia, a jednak nie. - Pokręcił głową z przejęciem.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.