Od dłuższego czasu krążył po Alei Horyzontalnej, co jakiś czas przystając przy różnorakich witrynach sklepowych. Powodem, dla którego chodził od sklepu były zbliżające się wielkimi krokami urodziny jego matki. Potrzebował idealnego prezentu dla tej czarownicy. W pewnym momencie przystanął przed witryną zakładu jubilerskiego, decydując się chwycić za klamkę i wejść do środka.
Panujące w tym miesiącu upały doskwierały również i jemu. W tym dniu nie znosił ich najlepiej, co też mógł zrzucić na karb swojej choroby genetycznej, która dała o sobie znać w tym właśnie dniu. Wyczekiwał nadejścia burzy. Potrafił jedynie przepowiadać przyszłość, a nie pogodę w danym dniu.
Dostrzegając pracownicę tego zakładu, uśmiechnął się na jej widok i postanowił podejść bliżej lady, za którą siedziała wertując książkę. Widocznie ona nie była tak porywająca pod względem treści. Z pewnością mógłby polecić Viorice znacznie ciekawsze książki, którymi znacznie skuteczniej zabiłaby nudę i czas.
— Cześć, Viorico! W pierwszej kolejności potrzebuję prezentu urodzinowego. Schodziłem już wiele sklepów na Alei Horyzontalnej i nie znalazłem nic odpowiedniego. Nogi powiodły mnie do twojego zakładu. Jednak nie przychodzę tylko w interesach, ale także z przyjacielską wizytą. Widocznie w dobrym momencie. — Przywitał kobietę z tym samym uśmiechem na ustach. Wytłumaczył jej wszystkie powody swojej wizyty.
— Moje zamówienie może poczekać. O ile nie jest za bardzo zajęta na to aby porozmawiać ze mną przez parę chwil. — Dodał po chwili. Najlepiej rozmawiałoby się przy herbacie, jednak nie było to w dobrym tonie aby bezceremonialnie wpraszać się pracującej tu czarownicy na zaplecze. Tym bardziej, że to nie do niej należał ten zakład.