Zdaniem Penny było zupełnie na odwrót. To ona miała naprawdę dużo cierpliwości, kiedy chodziło o tą cholerę Parkinsona. Zabrakłoby jej palców, a te przecież znajdywały się zarówno u dłoni jak i stóp, gdyby chciała teraz zliczyć te wszystkie przypadki, w których Aidan zdołał ją wyprowadzić z równowagi. Miał do tego prawdziwy talent. Całe szczęście, potrafił też odpowiednio przeprosić.
Tego natomiast nie dało się powiedzieć o Matthew.
Uśmiechnęła się, kiedy zgodził się na to, że będzie to tylko jeden kieliszek. Następnie rozejrzała po stoisku, zastanawiając się, co dobrego miała do zaoferowania jej kuzynka. Posiadając rozległe sady, które praktycznie otaczały całą Dolinę Godryka, Abbottowie mieli do zaoferowania sporo. W grę nie wchodziły tylko jabłka, choć te niewątpliwie stanowiły bazę dla największej liczby produktów, które można było tutaj dostać.
- Tak, mam. - odpowiedziała na pytanie Matthew, po czym zwróciła się w stronę Emily. - Macie może gruszkówkę? Wiesz, tę którą piliśmy podczas mojej wizyty w lipcu... - zapytała kuzynkę ciszej, jakby nie chcąc, żeby pytanie dotarło do nieodpowiednich uszu. Do grona tych niewłaściwych uszu nie wliczała jednak Matthew.
Zapytana o to Emily, kiwnęła głową, po czym rozejrzała się na boki. Nie chciała, żeby to zauważono? Najwyraźniej z jakiś przyczyn wspomniana gruszkówka nie znajdywała się w otwartej sprzedaży. Tylko właśnie była tym produktem spod lady. Pytanie tylko czy miała okazać się tym czego zdawał się poszukiwać Matthew? Przekonamy się za chwilę!
Kiedy blondynka zyskała pewność, że nic nie stoi na przeszkodzie, rozlała alkohol pochodzący z wyciągniętej spod lady butelki. Lekko mętny. Dało się zauważyć, że w środlu wciąż znajdywało się kilka drobno pokrojonych kawałków gruszki. Następnie równie szybko jak butelkę wyciągnęła, odstawiła z powrotem w bezpieczne miejsce. Kieliszki natomiast przesunęła po drewnianym stole w kierunku Penny i jej kolegi.
- Ostrożnie, to nie jest byle co. - ostrzegła jeszcze, bardziej zwracając się tutaj do mężczyzny. Ruda bowiem powinna była wiedzieć. Zwłaszcza, że po ten konkretny alkohol Emily sięgnęła na jej własną prośbę. Poza tym miały też okazje w przeszłości napić się tego cholerstwa wspólnie. Całkiem nieźle się wtedy bawiły.
Nie czekając na Matthew, Penny wyciągnęła drobną dłoń po swój kieliszek, uniosła ku górze. Zanim jednak przystawiła do ust i wlała w siebie zawartość, pozwoliła sobie jeszcze na mały toast. O ile można to w ten sposób nazwać. Takie tam przyzwyczajenie.
- Twoje zdrowie, Matt. - skróciła imię mężczyzny. I wlała w siebie wszystko na jeden raz. Być może było to mało kobiece, ale nauczona doświadczeniem, wolała załatwić to w ten sposób. W przełyku paliło tylko raz. Tylko raz się człowiek krzywił. Bo kiedy procenty zaczynały krążyć w żyłach, podobne odczucia kolejnym kolejkom już nie towarzyszyły. Alkohol zdawał się nagle bardziej znośnym w smaku.