09.06.2024, 18:18 ✶
To już było po ptakach. Omamił ją, omamił ją skutecznie, bo świata poza nim nie widziała. Jaka to paskudna klątwa była! Ja musiałem ją zabrać do Munga, musiałem poprosić specjalistów o pomoc. Miałem aby nadzieję, że im się uda, bo ja chciałem mieć swoją Norkę z powrotem, Panią Szefową, Beztroską Norę, Pannę Figg, słodką i beztroską, a nie niewolnicę... pfe, dobrze powiedział, demona. Był plugawym demonem, którego pewnie przyciągnęła tu niewinności i miłość, niezmierzone pokłady miłości i cukierkowatości, a te jego konwulsje tylko to potwierdzały. Był złem wcielonym.
Nieco się zgarbiłem zatrwożony, kiedy Norka na mnie krzyczała. Nie znosiłem, kiedy ktoś się na mnie tak denerwował, gdyż preferowałem miłość nieograniczoną, ale wybaczałem jej, bo ona nie była w pełnej świadomości, być może wcale jej nie miała, więc była usprawiedliwiona. Tak, była usprawiedliwiona. Norka nigdy by na mnie tak nie krzyknęła. Ona była spokojną duszą, do rany przyłóż, a nie przygwoźdź.
- Nora, ja cię błagam. Norciu, obudź się spod tego uroku. Ty go nie znasz. On jest tu od niedawna. Ja go bynajmniej tu nie widziałem... On rzucił na ciebie urok albo inną klątwę - mówiłem, ale pewnie mogłem tak mówić jak do ściany, bo co słowa przeciwko czarnej magii. Czy ja mogłem to rozproszyć? Ocalić Norkę? - Ja spróbuję cię ocalić, ale jak się nie uda, to musisz mi wybaczyć. Zaciągnę cię do Munga siłą - uprzedziłem, od razu chlastając zaklęciem w jej stronę. Ten gość był przerażający. Lepiej, żeby się szybciej ocknęła, bo moje zaklęcia szły na nic, kiedy ona im przeciwdziałała. Zapewne Norka pozostała Norką, więc się zawiodłem efektem, a właściwie niczym, więęęc... Pozostało ją zdyskwalifikować z potyczek, czyli ni mniej, ni więcej jak zdjąć ze sceny, czyli pozbawić przytomności, a najszybsza droga ku temu, to był solidny cios w głowę. Machnąłem sobie różdżką, co by jej zwalić na głowę ten potężny gar z góry.
Rzut na rozproszenie - taki bez sensu, bo nic nie opętało Norki, ale zobaczymy jaki ze mnie koks w rozpraszaniu
Używam translokacji na zrzucenie gara na głowę Norki w celu pozbawienia jej przytomności, sic!
Nieco się zgarbiłem zatrwożony, kiedy Norka na mnie krzyczała. Nie znosiłem, kiedy ktoś się na mnie tak denerwował, gdyż preferowałem miłość nieograniczoną, ale wybaczałem jej, bo ona nie była w pełnej świadomości, być może wcale jej nie miała, więc była usprawiedliwiona. Tak, była usprawiedliwiona. Norka nigdy by na mnie tak nie krzyknęła. Ona była spokojną duszą, do rany przyłóż, a nie przygwoźdź.
- Nora, ja cię błagam. Norciu, obudź się spod tego uroku. Ty go nie znasz. On jest tu od niedawna. Ja go bynajmniej tu nie widziałem... On rzucił na ciebie urok albo inną klątwę - mówiłem, ale pewnie mogłem tak mówić jak do ściany, bo co słowa przeciwko czarnej magii. Czy ja mogłem to rozproszyć? Ocalić Norkę? - Ja spróbuję cię ocalić, ale jak się nie uda, to musisz mi wybaczyć. Zaciągnę cię do Munga siłą - uprzedziłem, od razu chlastając zaklęciem w jej stronę. Ten gość był przerażający. Lepiej, żeby się szybciej ocknęła, bo moje zaklęcia szły na nic, kiedy ona im przeciwdziałała. Zapewne Norka pozostała Norką, więc się zawiodłem efektem, a właściwie niczym, więęęc... Pozostało ją zdyskwalifikować z potyczek, czyli ni mniej, ni więcej jak zdjąć ze sceny, czyli pozbawić przytomności, a najszybsza droga ku temu, to był solidny cios w głowę. Machnąłem sobie różdżką, co by jej zwalić na głowę ten potężny gar z góry.
Rzut na rozproszenie - taki bez sensu, bo nic nie opętało Norki, ale zobaczymy jaki ze mnie koks w rozpraszaniu
Rzut Z 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Używam translokacji na zrzucenie gara na głowę Norki w celu pozbawienia jej przytomności, sic!
Rzut N 1d100 - 25
Akcja nieudana
Akcja nieudana