09.06.2024, 20:36 ✶
Na zewnątrz – fontanna a właściwie jej szczątki z alkoholem, później przy Norze, obok płotu południowego.
Nie wiedząc co dokładnie zobaczył Morpheus, podążył za jego ruchem i spróbował posłać (ku radości i uciesze smoczego włókna w cisowej otoczce) wiązki energii przypominające złociste nici, żyłki azjatyckich asassynów, które w swym zamyśle miały przeciąć roślinne ramię niczym wielki magiczny sekator.
Kształtowanie II na tnące wiązki energii
Rzut N 1d100 - 48
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut N 1d100 - 11
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Zaraz potem odwrócił się, by upewnić się do obecności Nory za tarczą ochronną, ale zamiast niej zobaczył dwóch zblazowanych dupków.
– RÓŻDŻKI W DŁOŃ I CIĄĆ TO CHOLERSTWO! – ryknął na nich, a potem szybko stalowe oczy, ześlizgnęły się z ich twarzy, szukając charakterystycznej białej sukienki w czarne owoce. Dostrzeżenie jej nie było trudne, zacisnął szczękę mocniej, podejmując decyzję od razu.
– Zabieram tarcze, dzieciaki na szóstej. – rzucił do Morpheusa i ruszył biegiem do Nory w głąb przestrzeni niedawnego przyjęcia wraz z tarczą właśnie, by osłaniać tych, którzy sami osłonić się nie mogli. Idealni wujkowie, niby dwóch panów urzędników, tak... Ale łączyła ich wspólna przeszłość prefektów, którzy lubili mieć wszystko pod kontrolą. Nocami opracowywali plany ewakuacji szkoły hobbystycznie skoro kadra profesorska nie dowoziła w tym zakresie.
Była w tym pewna słodka ironia, że nazwani rodzicami teraz mieli pod opieką nie jedno, a całą gromadkę dzieci. Ustawił tarcze między tą tymczasową "rodziną" a zagrożeniem, obracając się twarzą do sytuacji. Wtedy też zobaczył chwiejący się namiot, który lada moment mógł stać się dla niektórych śmiertelną pułapką.
– Dałabyś radę zmienić namiot w konfetti? Zaraz im spadnie na głowę, ja nas osłaniam.– poprosił, licząc na to, że skoro Nora jest rzemieślnikiem, to zna może lepiej od niego sztukę transmutacji, skoro używa jej na co dzień, samemu rozglądając się za możliwością bezpiecznego wyprowadzenia maluchów
– RÓŻDŻKI W DŁOŃ I CIĄĆ TO CHOLERSTWO! – ryknął na nich, a potem szybko stalowe oczy, ześlizgnęły się z ich twarzy, szukając charakterystycznej białej sukienki w czarne owoce. Dostrzeżenie jej nie było trudne, zacisnął szczękę mocniej, podejmując decyzję od razu.
– Zabieram tarcze, dzieciaki na szóstej. – rzucił do Morpheusa i ruszył biegiem do Nory w głąb przestrzeni niedawnego przyjęcia wraz z tarczą właśnie, by osłaniać tych, którzy sami osłonić się nie mogli. Idealni wujkowie, niby dwóch panów urzędników, tak... Ale łączyła ich wspólna przeszłość prefektów, którzy lubili mieć wszystko pod kontrolą. Nocami opracowywali plany ewakuacji szkoły hobbystycznie skoro kadra profesorska nie dowoziła w tym zakresie.
Była w tym pewna słodka ironia, że nazwani rodzicami teraz mieli pod opieką nie jedno, a całą gromadkę dzieci. Ustawił tarcze między tą tymczasową "rodziną" a zagrożeniem, obracając się twarzą do sytuacji. Wtedy też zobaczył chwiejący się namiot, który lada moment mógł stać się dla niektórych śmiertelną pułapką.
– Dałabyś radę zmienić namiot w konfetti? Zaraz im spadnie na głowę, ja nas osłaniam.– poprosił, licząc na to, że skoro Nora jest rzemieślnikiem, to zna może lepiej od niego sztukę transmutacji, skoro używa jej na co dzień, samemu rozglądając się za możliwością bezpiecznego wyprowadzenia maluchów