• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony

[ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#1
09.06.2024, 22:50  ✶  
Wieczór był młody, a słońce nieśmiało chowało się za horyzontem, rozlewając pomarańczową łunę nad ulice Londynu - magicznego, jak i tego należącego do mugoli. Jak zwykle panował gwar i pośpiech, rozmowy zagłuszały uderzenia butów o brukowane alejki i rozchlapywanie kałuż, które zostały po wcześniejszej ulewie. Ostatni dzień roboczy tygodnia wprawiał wszystkich w dobry nastrój, bary były przepełnione, a młode panny spotykały się na herbatach, aby omawiać plotki towarzyskie. Zdawać się mogło, że przez te kilka godzin w piątkowy wieczór sprawiało, że ludzie zapominali o trwającym konflikcie, o Czarnoksiężniku.
Pewien młodzieniec wyłonił się zza zakrętu w niewątpliwie doskonałym humorze, mając rumiane policzki i podśpiewując, zmierzał w stronę domu - lub tak też się mu wydawało. Opuścił klub dla gentelmanów, jak nazwano jeden z lepszych barów, gdzie poza dobrym alkoholem, były również piękne kobiety. Jego strój był odrobinę niedbały, pachniał alkoholem i chichotał pod nosem, jakby chwilę wcześniej spotkało go coś dobrego i przyjemnego. Nagle zagwizdał, będąc jawnie pod wrażeniem tego, co pojawiło się przed nim w jednej z uliczek odchodzących od Pokątnej. Przyspieszył kroku, a potem zatrzymał się przed nią i ukłonił.
- Panienka Greengrass! Jak zwykle, przepięknie Panienka wygląda. Czyżbyś przyszła odebrać Anthony'ego? Przykładna narzeczona! - pochwalił ją, przyglądając się jej twarzy. Nie chciał zdradzać stanu kolegi, ale nie wyglądała na głupią i pewnie po nim samym, tego i owego się domyśliła. - Dobrze ma z Panienką. Tylko proszę nie być taką surową, był całkiem grzeczny. - puścił jej oko, a potem znów się ukłonił. - Powinienem wracać, jutro rano muszę niefortunnie iść do pracy.
Wyglądał, na nieszczęśliwego i chociaż obdarzył ją uśmiechem na pożegnanie, zbladł na samo wspomnienie. Przyśpieszył więc kroku, znikając gdzieś w tłumie.

Trzymał szklankę paskudnie drogiej whisky, przyglądając się bursztynowej barwie płynu, jakby miał zobaczyć w nim przyszłość. W oczach chłopaka kryło się zirytowanie, rezygnacja i zmęczenie, a wszystko to uwieńczony iskierki upojenia alkoholowego, podkreślane dodatkowo przez zarumienione policzki. Wydawało się Antkowi, że dużo ostatnio pił, jakby odcięcie resztek zdrowego rozsądku, które wątpliwie posiadał, miało ułatwić mu życie. Wyjścia do klubu były odskocznią, która zastępowała mu odstawiony ostatnio motor, bo przecież był na etapie porzucania samego siebie, jeśli trzymać się założeń. Chociaż sam sobie kajdany włożył, były ciężkie i niezbyt wygodne. Skrzywił się więc, prychnął pod nosem i dopił trunek, unosząc dłoń, aby gestem zawołać kelnerkę, bo przecież musiała to uzupełnić. Siedział w tej lepszej części klubu, przy prywatnym i nieco osłoniętym stoliku, rozebrany z marynarki i z rozpiętymi dwoma guzikami koszuli, nie wspominając o niedbale wiszącym, krzywym i częściowo zawiązanym krawacie. Oparł się o miękki materiał, układając ręce przed sobą i splótł palce w milczącym oczekiwaniu. Trochę bolała go głowa i sufit z wielkim żyrandolem na kilkanaście świec zdawał się wirować, ale nie zniechęciło go to wcale, zwłaszcza gdy zegarek pokazywał tak młodą godzinę. Jutro będzie umierał,więc weźmie eliksir i przetrwa kolejny dzień, ucząc się wykonywać jakieś bzdurne papierkowe pierdoły lub też słuchając o koneksjach, które rzekomo musiał mieć w jednym palcu. W palcu! Jego myśli powędrowały w stronę ślicznej i kolczastej kleptomanki, którą nazwał swoją narzeczoną w porywie chwili oraz dramatu, a wciąż tego nie odkręcił. Pewnie była wściekła, podobnie, jak po poznaniu Stanleya. Zwyczajnie miała pecha, bo trafiła na jego słabszy punkt - biorąc pod uwagę, że od dwóch lub trzech tygodni, przechodził samozwańczą metamorfozę, która miała skupić go na zrobieniu tego, co było celem jego życia i kwintesencją obowiązków. Musiał zostać dobrym dziedzicem, przestać się wygłupiać i spoważnieć, aby spełnić oczekiwania ludzi, którzy go kochali i jednocześnie mieli na niego wyjebane, czego nie miał im za złe. Przekręcił głowę, ściągając brwi, gdy sygnet Borginów zaświecił na palcu. Merlin mu świadkiem, że to nie on winien to nosić, tylko Stasiek albo ktokolwiek inny, bo każdy byłby sensowniejszy. Stanleya właściwie starał się unikać, ograniczył zwierzanie się z sekretów i większość problemów rozwiązywał sam lub raczej unikał ich tworzenia, ale nawet Rzymu nie zbudowano od razu i z pewnością chwilę mu jeszcze zajmie, zanim wypełni dokładnie dziurę powierzonej mu roli. Słysząc kroki, zwilżył wargi, bo znów zaschło mu w gardle, a one mogły świadczyć tylko o zbliżającej się kelnerce.
- Już myślałem, że o mnie zapomniałaś. Z lodem, jak lubię? Zostawię dobry napiwek Cl..- urwał, bo jego spojrzenie wcale nie trafiło na rudą i dość dobrze obdarzoną przez geny Clare. Przetarł oczy, prostując się, jakby nie wierzył w to co widział. Może zasnął, a ona była tylko zjawą senną? Dyskretnie więc uszczypnął się lub raczej wbił paznokcie w skórę, a gdy poczuł dyskomfort, westchnął z.. Właśnie, jak westchnął Anthony? Z ulgą, strachem, nadzieją czy zrezygnowaniem? Sam nie wiedział, jaka emocja mu chodziła po głowie. Opuścił jednak palec, którym wcześniej machał i dyplomatycznie chrząknął, jakby miało to zmydlić jej oczy. - Czyżbyś się tak za mną stęskniła przez te kilka dni, że postanowiłaś przyjść na spotkanie w miejsce.. Cóż, mało odpowiednie, dla damy, Różyczko? - zapytał pół żartem, pół serio, mając wrażenie, że przez te kilka sekund nieco wytrzeźwiał, chyba przez jej spojrzenie. Brzmiał też tak, jakby się martwił, bo przecież jawnie nie było to miejsce dla takiej damy, jak ona. - A może wcale Cię tu nie ma i jesteś po prostu obrazem mojego sumienia, żeby wytknąć mi grzechy? - to ostatnie dodał już pod nosem, przesuwając palcem po szyi, aby podrapać się w miejscu, gdzie materiał koszuli stykał się ze skórą.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (5390), Roselyn Greengrass (2756)




Wiadomości w tym wątku
[ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 09.06.2024, 22:50
RE: [ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony - przez Roselyn Greengrass - 21.06.2024, 20:49
RE: [ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 07.07.2024, 14:29
RE: [ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony - przez Roselyn Greengrass - 17.07.2024, 21:50
RE: [ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 21.07.2024, 22:05
RE: [ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony - przez Roselyn Greengrass - 11.08.2024, 21:04
RE: [ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 25.08.2024, 21:32
RE: [ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony - przez Roselyn Greengrass - 03.09.2024, 17:24
RE: [ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 26.10.2024, 22:41
RE: [ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony - przez Roselyn Greengrass - 08.11.2024, 23:39
RE: [ 15 Lipca 1972 ] | Rosie x Anthony - przez Anthony Ian Borgin - 15.12.2024, 22:31

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa