02.01.2023, 17:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2023, 17:20 przez Sauriel Rookwood.)
Wszystkie gwiazdy na niebie układały się w tę samą wróżbę. Nie ważne, której nocy nie spojrzysz, nie ważne, czy gwiazdy zamienisz na fusy z herbaty, albo na dym w kryształowej kuli. Przysięgam, na brodę Merlina, że one wszystkie układały się w pełnej gracji i kontemplacji napis: spierdalaj. Tak ona od niego, jak on od niej. Niby najchętniej pokazaliby sobie faka, podusili się wzajemnie, niby się nienawidzili, a jednak - siedzieli w pubie. Dogryzali sobie, wylewali na siebie jad, kąsali się i obrażali. I siedzieli dalej. Zupełnie jakby potrzebowali tych prywatnych worków treningowych, żeby się na nich wyżywać! Ale nie. Do tego wystarczyłoby zagadać do pierwszego lepszego gościa, który topił smutki w kieliszku. I tak, jak Sauriel jej nie znosił, tak równocześnie naprawdę lubił ich spotkania. No dobra, nie zawsze. Czasami. Jak dzisiejszego dnia. Były tak intensywne, że przypominały mu o tym, że nadal żyje, jest i nadal może wynurzyć się z tego paskudnego ołowiu. Jaka była jego aura kiedyś chyba nikt już nie pamiętał. Nawet on sam. Ale z Lycoris z całą pewnością na nowo pojawiało się w niej więcej czerwieni.
- Kłapiesz dla kłapania czy boisz się konkurencji? - Mówienie o gejach, lesbijkach i innych tego typu preferencjach w tych czasach było niebezpieczne. Ale jakoś przy ich spotkaniach właściwie nie było tematów tabu. Wszystko lało się i żarło po równo, nie było równych i równiejszych, tylko rynsztok, jakiego z pewnością nie powinny sobą reprezentować osoby czystej krwi. I fakt - był przy niej w zasadzie dzieciakiem, ale mimo lat różnicy nie dzieliły ich granice językowe ani kulturowe. Spotkali się gdzieś pomiędzy. Wynikało to pewnie głównie z tego, że mimo złośliwości i kloacznych żartów, Sauriel był doświadczony przez życie. A przez to też o wiele bardziej dojrzały od przeciętnego grona swoich rówieśników. - Phahaha! Stoi! Darmowym pieniądzom nie mówię nie. - Uśmiechnął się w swoim stylu, z zadowoleniem, patrząc na nią czarnymi oczami.
- No. I to ty jesteś gównem. - Uniósł szklaneczkę whisky, by wznieść za to toast i jednocześnie "życzyć jej powodzenia". Tym razem wyjątkowo trzymał za nią kciuki, bo był gotów zapłacić tę cenę w zamian za to, czego chciał i czego potrzebował. Jednak mimo tego, że tak brzydko skrytykował jej urodę to wcale nie uważał, że jest brzydka. Nie była w jego typie - to na pewno. Miał słabość do kobiet przypominających brzask słońca, nie głęboką noc poznaczoną bliznami dnia. A Lycoris dokładnie tak wyglądała. A mimo to... mimo tego czasem kończyli ze sobą w łóżku. Natomiast to, co sobą zaprezentowała teraz sprawiło, że nawet on wywalił oczy i zamrugał parę razy, niedowierzając, że Lycoris tak potrafi. Że potrafi być KOBIETĄ.
Mężczyzna przy stoliku na początku nie zareagował, zaczytany w gazecie. Nie skumał, biedak, że to w ogóle do niego mowa. Ale obecności tej konkretnej postaci nie dało się po prostu przegapić. Jej perfum, których Sauriel nawet nie lubił, bo były zbyt ostre, ale gdyby je gdziekolwiek wyczuł to od razu by je z nią skojarzył. Jej aury, która była nieznośna i drażniąca, a jednak dobrze się w jej towarzystwie bawił. Więc tak - zaskoczył. Podniósł swoją głowę, brązowe loczki układały się wokół jego twarzy, na nosie miał okulary. Nie był brzydki, w zasadzie miał na tyle specyficzną urodę, że niektóre by nawet uznały go za... ładnego. Bo chyba nie przystojnego. Dość chudy, przygarbiony. Zupełne przeciwieństwo ich dwójki - nie zwracał na siebie niczyjej uwagi. I właśnie wywalał na nią swoje oczy kolejny facet, z tym, że ten wyglądał aktualnie jak krowa gapiąca się na trawę. Nie było w tym spojrzeniu ni krzty inteligencji.
- A... w czym mogę... pomóc? - Zapytał nieco zmieszany i aż tak spojrzał na boki, czy na pewno kobieta go z kimś nie pomyliła. No ale nie. Magicznym trafem nikt nie aportował się na miejsce obok niego.
- Kłapiesz dla kłapania czy boisz się konkurencji? - Mówienie o gejach, lesbijkach i innych tego typu preferencjach w tych czasach było niebezpieczne. Ale jakoś przy ich spotkaniach właściwie nie było tematów tabu. Wszystko lało się i żarło po równo, nie było równych i równiejszych, tylko rynsztok, jakiego z pewnością nie powinny sobą reprezentować osoby czystej krwi. I fakt - był przy niej w zasadzie dzieciakiem, ale mimo lat różnicy nie dzieliły ich granice językowe ani kulturowe. Spotkali się gdzieś pomiędzy. Wynikało to pewnie głównie z tego, że mimo złośliwości i kloacznych żartów, Sauriel był doświadczony przez życie. A przez to też o wiele bardziej dojrzały od przeciętnego grona swoich rówieśników. - Phahaha! Stoi! Darmowym pieniądzom nie mówię nie. - Uśmiechnął się w swoim stylu, z zadowoleniem, patrząc na nią czarnymi oczami.
- No. I to ty jesteś gównem. - Uniósł szklaneczkę whisky, by wznieść za to toast i jednocześnie "życzyć jej powodzenia". Tym razem wyjątkowo trzymał za nią kciuki, bo był gotów zapłacić tę cenę w zamian za to, czego chciał i czego potrzebował. Jednak mimo tego, że tak brzydko skrytykował jej urodę to wcale nie uważał, że jest brzydka. Nie była w jego typie - to na pewno. Miał słabość do kobiet przypominających brzask słońca, nie głęboką noc poznaczoną bliznami dnia. A Lycoris dokładnie tak wyglądała. A mimo to... mimo tego czasem kończyli ze sobą w łóżku. Natomiast to, co sobą zaprezentowała teraz sprawiło, że nawet on wywalił oczy i zamrugał parę razy, niedowierzając, że Lycoris tak potrafi. Że potrafi być KOBIETĄ.
Mężczyzna przy stoliku na początku nie zareagował, zaczytany w gazecie. Nie skumał, biedak, że to w ogóle do niego mowa. Ale obecności tej konkretnej postaci nie dało się po prostu przegapić. Jej perfum, których Sauriel nawet nie lubił, bo były zbyt ostre, ale gdyby je gdziekolwiek wyczuł to od razu by je z nią skojarzył. Jej aury, która była nieznośna i drażniąca, a jednak dobrze się w jej towarzystwie bawił. Więc tak - zaskoczył. Podniósł swoją głowę, brązowe loczki układały się wokół jego twarzy, na nosie miał okulary. Nie był brzydki, w zasadzie miał na tyle specyficzną urodę, że niektóre by nawet uznały go za... ładnego. Bo chyba nie przystojnego. Dość chudy, przygarbiony. Zupełne przeciwieństwo ich dwójki - nie zwracał na siebie niczyjej uwagi. I właśnie wywalał na nią swoje oczy kolejny facet, z tym, że ten wyglądał aktualnie jak krowa gapiąca się na trawę. Nie było w tym spojrzeniu ni krzty inteligencji.
- A... w czym mogę... pomóc? - Zapytał nieco zmieszany i aż tak spojrzał na boki, czy na pewno kobieta go z kimś nie pomyliła. No ale nie. Magicznym trafem nikt nie aportował się na miejsce obok niego.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.