09.06.2024, 22:52 ✶
Tak świeciłem przykładem tak, jak i zadkiem przed niejedną panną. Ale to były dwie strony medalu, a w tej chwili obrazek mieliśmy elegancki, wypielęgnowany faktycznie, dopięty na ostatni guzik, a to za sprawą jakże doskonałej Merkurii. Wiedziała, czego mi potrzeba, więc zawierzałem swoją prezencję w jej drobne ręce.
A z Lorka faktycznie wylewało się upojenie alkoholowe. Powinien zniknąć z tego wesela, ale czy aby na pewno skryć się za ścianami domu...? Może niekoniecznie. Trzeba było chłopakowi dodać nieco pewności siebie, nawet jeśli był wcięty albo i trzeźwy, żeby wiedział, GDZIE LEŻAŁO JEGO KRÓLESTWO! Był księciem w naszej rodzinie. Choć nie mieliśmy tak zaszczytnych tytułów, to mogliśmy swobodnie stawać w konkury z rodzinami królewskimi. Czy to Brytanii, czy innych krajów... Mieliśmy ku temu znaczne predyspozycje. Może nawet większe niż prawowici monarchowie.
Nie uszło mojej uwadze, że się nieco potknął, że miał koszulę u szyi poluźnioną i nieco nieładu ogólnie na sobie, ale to dało się ogarnąć. Najważniejsze, żeby nie dawał sobie tak wchodzić na głowę. Może mi to mi... Dobrze, jeśli ktoś będzie miał nad nim kontrolę, ale tym kochasiom... Cóż, dobrze prawił.
- Powiem ci, że kiedy człowiek jest podpity, właśnie lepiej się rozmawia na trudne tematy... Proponuję coś lepszego niż powrót do domu. Co powiesz, synu, na jakiś zaciszny, aczkolwiek nie za bardzo cichy, kąt w Londynie? Kasyno? Albo dom uciech? Co preferujesz, na co bardziej masz ochotę? Kevin zapewni nam ochronę i dyskrecję - zaproponowałem, przystając i robiąc wymowną minę. Mogliśmy zaszaleć niż smęcić, czy to na tym pogrzebowym weselu z tanimi żarcikami i wróżbami, czy w zaciszu własnego domu. Przede wszystkim mogliśmy porozmawiać i zaszaleć, wyszumieć się, dać ujście negatywnym emocjom w ramach uniesień.
- Nie daj się prosić, synu. Napijemy się. Będziesz łatwiejszy - zaśmiałem się, poprawiając nieco jego marynarkę, zaś koszulę pozostawiając w tym nieznacznym nieładzie. Wyglądał w tej chwili na buntownika i tak miało być, skoro zamierzał poznawać Nokturn, hehe. Cały Nokturn. - A o Nokturnie porozmawiamy innym razem... Zresztą, Nokturn to jedynie kropla w oceanie naszych możliwości - szepnąłem mu na ucho, uśmiechając się chytrze. Przy okazji miałem możliwość zweryfikowania odpowiedniego zapachu u Laurenta. Wysokiej klasy perfuma. Skoro mieliśmy iść na prawdziwą imprezę, to trzeba było się prezentować. Klasnąłem delikatnie w dłonie, bardziej dla pokazu niż wieśniackiego narobienia hałasu, po czym, cóż, oczekiwałem na odpowiedź.
A z Lorka faktycznie wylewało się upojenie alkoholowe. Powinien zniknąć z tego wesela, ale czy aby na pewno skryć się za ścianami domu...? Może niekoniecznie. Trzeba było chłopakowi dodać nieco pewności siebie, nawet jeśli był wcięty albo i trzeźwy, żeby wiedział, GDZIE LEŻAŁO JEGO KRÓLESTWO! Był księciem w naszej rodzinie. Choć nie mieliśmy tak zaszczytnych tytułów, to mogliśmy swobodnie stawać w konkury z rodzinami królewskimi. Czy to Brytanii, czy innych krajów... Mieliśmy ku temu znaczne predyspozycje. Może nawet większe niż prawowici monarchowie.
Nie uszło mojej uwadze, że się nieco potknął, że miał koszulę u szyi poluźnioną i nieco nieładu ogólnie na sobie, ale to dało się ogarnąć. Najważniejsze, żeby nie dawał sobie tak wchodzić na głowę. Może mi to mi... Dobrze, jeśli ktoś będzie miał nad nim kontrolę, ale tym kochasiom... Cóż, dobrze prawił.
- Powiem ci, że kiedy człowiek jest podpity, właśnie lepiej się rozmawia na trudne tematy... Proponuję coś lepszego niż powrót do domu. Co powiesz, synu, na jakiś zaciszny, aczkolwiek nie za bardzo cichy, kąt w Londynie? Kasyno? Albo dom uciech? Co preferujesz, na co bardziej masz ochotę? Kevin zapewni nam ochronę i dyskrecję - zaproponowałem, przystając i robiąc wymowną minę. Mogliśmy zaszaleć niż smęcić, czy to na tym pogrzebowym weselu z tanimi żarcikami i wróżbami, czy w zaciszu własnego domu. Przede wszystkim mogliśmy porozmawiać i zaszaleć, wyszumieć się, dać ujście negatywnym emocjom w ramach uniesień.
- Nie daj się prosić, synu. Napijemy się. Będziesz łatwiejszy - zaśmiałem się, poprawiając nieco jego marynarkę, zaś koszulę pozostawiając w tym nieznacznym nieładzie. Wyglądał w tej chwili na buntownika i tak miało być, skoro zamierzał poznawać Nokturn, hehe. Cały Nokturn. - A o Nokturnie porozmawiamy innym razem... Zresztą, Nokturn to jedynie kropla w oceanie naszych możliwości - szepnąłem mu na ucho, uśmiechając się chytrze. Przy okazji miałem możliwość zweryfikowania odpowiedniego zapachu u Laurenta. Wysokiej klasy perfuma. Skoro mieliśmy iść na prawdziwą imprezę, to trzeba było się prezentować. Klasnąłem delikatnie w dłonie, bardziej dla pokazu niż wieśniackiego narobienia hałasu, po czym, cóż, oczekiwałem na odpowiedź.