11.06.2024, 13:37 ✶
Konfrontacja własnych wniosków ze słowami Isaaca potwierdziła tylko to, że dobrze zrobił kierując do niego swoje kroki. Umysł momentalnie uciekł mu do rozmyślań o istocie słowa i o tym, jak blisko było tym rozważaniom do degustacji wina. Wino. Trunek. Alkohol. Możliwość upicia się, odcięcia od niepokojów i trosk codzienności. Możliwość spotkania się z grupą znajomych, rozluźnienia się i wspólnego śmiechu, które ów element ułatwia. Możliwość odbycia rytuału, zatopienia się w sacrum za sprawą słodkiego płynu, cierpkiego płynu, krwi, mistycznego uniesienia. Dla niego wino było opowieścią. Zawsze o kimś, o czymś, o czasie i przestrzeni, wspomnieniem, które chciało się kosztować, nowością, którą chciało się zgłębić. Był degustatorem o wyrafinowanym podniebieniu, więc dla niego barbarzyństwem byłoby mówić "białe, czerwone, słodkie lub wytrawne". Czasem słyszał też "dobre". W duchu burzył się ciężko na takie jałowe rozmowy, drażniło go to z poziomu własnego w ów trunek zaangażowania.
Tymczasem wciąż wino pozostawało winem.
Najprościej. Bez ubogaceń. Ukwieceń.
Tęskniłem za Tobą – to pozostało w uszach, to znalazło drogę do serca. Ktoś może jeść Foie Gras, ktoś powie "pasta z wątróbki". Ostatecznie chodzi o to samo. Konsumpcje.
Myśl wypuszczała pędy, rozwijała się, słuchał może tylko jednym uchem Isaaca, ale też dobrze, żeby nie powiedzieć wybitnie przez wzgląd na lata spędzone w Departamencie na przeróżnych spotkaniach, potrafił udawać że słuchał. W trzy palce ujął łyżkę i z największą ostrożnością zaczął przekładać czarną breję do słoika. Prostota komunikatów przychodziła mu z trudem też ze względu na to, że Ci z którymi musiał mieć komunikację na najwyższym poziomie po prostu znali go latami. Jedno słowo otwierało całą książkę znaczeń. Słowo... Jedno spojrzenie! Grymas! Druga osoba w mig czytała w nim jak otwartej księdze. Budowanie tego rodzaju porozumienia zdawało się niepotrzebnym wydatkiem energetycznym, nawet jeśli jakieś fundamenty były wylane pod to lata temu. Co innego jednak wyrwanie się ze swojego środowiska, osadzenie się w bajce, w marzeniu, w wyobrażeniu, co innego twarda proza... wkładania łyżki z breją do szklanego słoika.
Zamarł na moment, bo prawie mu glutek zleciał na obrus. Czuł nieprzyjemne napięcie w karku wynikające z tego tytułu, ale zmusił się do miarowego oddechu i powstrzymał drżenie dłoni.
– Nie chciała podróżować tak... – Zawahał się na moment, w zaskoczeniu wspólnego doświadczenia, pomimo tylu różnic jakie między nimi były. Te relacje też z pewnością były inne, w końcu być razem oznacza coś zupełnie innego, niż to co łączyło jego z – Nie wiem jak było... jak jest w moim przypadku. Możliwe, że oba po trochę. – Zawsze uważał, że układ między nimi jest klarowny, ale może się mylił? A co jeśli on sam nie miał słusznego rozeznania w tym jak ułożyły się między nimi sprawy? Nigdy przecież nie rozmawiali otwarcie ani o swoich potrzebach ani o oczekiwaniach. Nikt nigdy nie zgłaszał zażaleń... a może powinien? Tylko jak żalić się na coś, co uważa się za niezasłużony dar od losu, tych kilka ciepłych chwil?
– Nie myślałeś o tym, żeby do niej wrócić? Albo zamiast podróży zaproponować mieszkanie w jednym miejscu? – skinął głową w kierunku domu, zdawało się że byłoby tam dość miejsca dla jeszcze jednej osoby.
Tymczasem wciąż wino pozostawało winem.
Najprościej. Bez ubogaceń. Ukwieceń.
Tęskniłem za Tobą – to pozostało w uszach, to znalazło drogę do serca. Ktoś może jeść Foie Gras, ktoś powie "pasta z wątróbki". Ostatecznie chodzi o to samo. Konsumpcje.
Myśl wypuszczała pędy, rozwijała się, słuchał może tylko jednym uchem Isaaca, ale też dobrze, żeby nie powiedzieć wybitnie przez wzgląd na lata spędzone w Departamencie na przeróżnych spotkaniach, potrafił udawać że słuchał. W trzy palce ujął łyżkę i z największą ostrożnością zaczął przekładać czarną breję do słoika. Prostota komunikatów przychodziła mu z trudem też ze względu na to, że Ci z którymi musiał mieć komunikację na najwyższym poziomie po prostu znali go latami. Jedno słowo otwierało całą książkę znaczeń. Słowo... Jedno spojrzenie! Grymas! Druga osoba w mig czytała w nim jak otwartej księdze. Budowanie tego rodzaju porozumienia zdawało się niepotrzebnym wydatkiem energetycznym, nawet jeśli jakieś fundamenty były wylane pod to lata temu. Co innego jednak wyrwanie się ze swojego środowiska, osadzenie się w bajce, w marzeniu, w wyobrażeniu, co innego twarda proza... wkładania łyżki z breją do szklanego słoika.
Zamarł na moment, bo prawie mu glutek zleciał na obrus. Czuł nieprzyjemne napięcie w karku wynikające z tego tytułu, ale zmusił się do miarowego oddechu i powstrzymał drżenie dłoni.
– Nie chciała podróżować tak... – Zawahał się na moment, w zaskoczeniu wspólnego doświadczenia, pomimo tylu różnic jakie między nimi były. Te relacje też z pewnością były inne, w końcu być razem oznacza coś zupełnie innego, niż to co łączyło jego z – Nie wiem jak było... jak jest w moim przypadku. Możliwe, że oba po trochę. – Zawsze uważał, że układ między nimi jest klarowny, ale może się mylił? A co jeśli on sam nie miał słusznego rozeznania w tym jak ułożyły się między nimi sprawy? Nigdy przecież nie rozmawiali otwarcie ani o swoich potrzebach ani o oczekiwaniach. Nikt nigdy nie zgłaszał zażaleń... a może powinien? Tylko jak żalić się na coś, co uważa się za niezasłużony dar od losu, tych kilka ciepłych chwil?
– Nie myślałeś o tym, żeby do niej wrócić? Albo zamiast podróży zaproponować mieszkanie w jednym miejscu? – skinął głową w kierunku domu, zdawało się że byłoby tam dość miejsca dla jeszcze jednej osoby.