12.06.2024, 23:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.06.2024, 23:06 przez Ambrosia McKinnon.)
magiczne różności a potem stragan kowenu
Ambrosia przyglądała się z pewnym powątpiewaniem wystawionym na stanowisku przedmiotom, nie mogąc się zdecydować czy coś faktycznie było warte wydania na to pieniędzy, czy może jednak powinna sobie odpuścić i ruszyć dalej. Ale w końcu spojrzenie zatrzymało się na dłużej na prostym wisiorku, zwieńczonym niewielkim kamieniem księżycowym, oprawionym w srebro. Wysupłała monety z sakiewki i podała Tristanowi, kiedy spojrzał wreszcie na nią, żeby sprawdzić czy zamierzała coś kupić.
W sumie to miała odejść dalej, ale uświadomiła sobie, że słyszy obok znajomy głos, a kiedy odwróciła twarz, faktycznie powitała ją sylwetka Sauriela. Podoba ci się? Oczywiście, nie mówił do niej, ale to jej w niczym nie przeszkadzało.
- Bardzo ładna - rzuciła, swój własny naszyjnik wsuwając do kieszeni sukienki. - I błyskotka i towarzyszka - poklepała Rookwooda po ramieniu, na moment obdarzając Victorię ciepłym uśmiechem. - Bawcie się dobrze, kochani - bo nie chciało jej się teraz niepotrzebnie zawracać im głowy, więc wyminęła ich i ruszyła nieśpiesznie dalej. Akurat, żeby dobić się do stanowiska Kowenu.
- Sebastian! - rzuciła wesoło, widząc kuzyna siedzącego za ladą. - No proszę. W sumie to nie sądziłam, że będziesz tak pracowicie spędzał ten sabat, bo chyba zazwyczaj to kapłanki się przy tych stoiskach krzątały? Arcykapłan postanowił postawić w aktualnej sytuacji na męską część kowenu?
she was a gentle
sort of horror
sort of horror