13.06.2024, 02:20 ✶
obok szato de dragons czy jakoś tak nie bijcie
Millie miała trochę racji, bo Bertie faktycznie, przez moment zachwycał się rozstawem nóg Alastora. W końcu ten stał tak pewnie, jak prawdziwy funkcjonariusz na służbie i zdecydowanie uchronił kogoś przed chwilą przed oberwaniem wymiocinami. To się nazywa bohater! Na moment też spojrzał na kryjącą się za kontuarem winnego stoiska kobietę, która wyraźnie cieszyła się z panującej tutaj samoobsługi. Ale kiedy stojąca obok niego Millie wypuściła kubeczek z rąk, błękitne spojrzenie natychmiast zostało utkwione tylko i wyłącznie z niej.
- Millie? - rzucił zatroskany, lustrując ją wzrokiem od stóp do głów. - Coś się stało? - zapytał, nieco bardziej nerwowo, bo spojrzała na niego tymi szeroko otwartymi oczami, w których kryło się... sam nie wiedział co. Ale ten wyraz przerażał go w dziwny sposób. Bardziej niż to, kiedy oglądał ją nieprzytomną, przykutą do łóżka i pochylającego się nad nią Alastora.
Zdążył odstawić swój kubeczek na skrawek kontuaru, obok reszty rozlanych na porcje win, a potem posłusznie złapał ją. Objął ramionami i przycisnął do siebie bez chwili zawahania.
- Jestem tu. Jestem - zapewnił ją, gładząc ją dłonią po głowie. - Jestem i nigdzie się nie wybieram - kontynuował, głosem miękki i delikatnym, przeznaczonym tylko dla niej. - Chcesz usiąść? Możemy gdzieś usiąść - ale nawet jeśli jej to proponował, nie ruszył się nawet o milimetr, rozumiejąc że to ona musiała pierwsza przerwać ten uścisk.