04.01.2023, 13:46 ✶
Oj tak, można było. A teraz jak jeszcze usłyszał o ilości kwiatów to w ogóle zrobił iście memiczną minę, unosząc brwi i patrząc na nią z takim excuse me - what? Jego matce to było na pewno nieobce i pewnie dobrała każdy malutki szczególik do tego bukietu. Ale naprawdę..?
- Ludzie są naprawdę tacy nienormalni, że siedzą i liczą ile kwiatów dostali? - Musiał zapytać, bo trudno mu było aż uwierzyć. A nieboszczyki to co? Duchy wstawały z grobu, żeby policzyć? Poza tym - duchom szczęścia już nie życzyli? Chyba nie, bo lepiej było, kiedy nie wstawały ze zmarłych. Oh well. - A te wszystkie śmieszne trawki? To nie trawy? Albo jak coś jest jakimś patyczkiem z małymi gówienkami to kwiat czy nie? - Niektóre ozdobniki to nie potrafił powiedzieć, czy to kwiat, czy tylko jakiś habź zebrany z chodnika po drodze, bo akurat gościu od kwiatów (jakkolwiek nazywają facecika zajmującego się układaniem bukietów, a Saurielowi chodziło o florystę) znalazł taki po drodze i stwierdził, że szkoda by było, żeby się zmarnował.
- Nigdy nie wymykałaś się z domu niepostrzeżenie? - Uśmiechnął się, a był to uśmiech który trochę zalatywał kpiną, wchodził na smirk, ale jedną rzecz miał dominującą - iście wilczy wyraz. - W drugą stronę też to działa, można zakraść się do pokoju unikając wzroku najwyższej władzy. - Czyli - rodziców. Z domami czarodziei było to trudniejsze, ale kiedy sam byłeś mieszkańcem to bariery na ciebie nie reagowały. W większości. W końcu były przeróżne, a on nie był ich wielkim znawcą.
- Ludzie są naprawdę tacy nienormalni, że siedzą i liczą ile kwiatów dostali? - Musiał zapytać, bo trudno mu było aż uwierzyć. A nieboszczyki to co? Duchy wstawały z grobu, żeby policzyć? Poza tym - duchom szczęścia już nie życzyli? Chyba nie, bo lepiej było, kiedy nie wstawały ze zmarłych. Oh well. - A te wszystkie śmieszne trawki? To nie trawy? Albo jak coś jest jakimś patyczkiem z małymi gówienkami to kwiat czy nie? - Niektóre ozdobniki to nie potrafił powiedzieć, czy to kwiat, czy tylko jakiś habź zebrany z chodnika po drodze, bo akurat gościu od kwiatów (jakkolwiek nazywają facecika zajmującego się układaniem bukietów, a Saurielowi chodziło o florystę) znalazł taki po drodze i stwierdził, że szkoda by było, żeby się zmarnował.
- Nigdy nie wymykałaś się z domu niepostrzeżenie? - Uśmiechnął się, a był to uśmiech który trochę zalatywał kpiną, wchodził na smirk, ale jedną rzecz miał dominującą - iście wilczy wyraz. - W drugą stronę też to działa, można zakraść się do pokoju unikając wzroku najwyższej władzy. - Czyli - rodziców. Z domami czarodziei było to trudniejsze, ale kiedy sam byłeś mieszkańcem to bariery na ciebie nie reagowały. W większości. W końcu były przeróżne, a on nie był ich wielkim znawcą.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.