14.06.2024, 15:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2024, 15:40 przez Basilius Prewett.)
Świece Mucliberów, kontroluje Sophie i łatam nos Notta (przewaga Leczenie)
– Powodzenia – mruknął jeszcze jedynie do Florence, zanim ta deportowała się, aby pomóc swojemu bratu, zapisując sobie w głowie, że potem będzie musiał zajrzeć do mieszkania kuzynów, by upewnić się, że wszyscy byli cali i zdrowi.
Na razie jednak wciąż czekał przy Sophie kontrolując stan czarownicy, zamierzając zostać tu tak długo, aż paraliż zniknie, a on się upewni, że młodej czarownicy nic więcej niż dolega.
Zerknął ma Charlesa, który właśnie do nich podszedł i pokręcił głową.
– Nie. Nic jej nie będzie. Zresztą jeszcze chwila, a dojdzie do siebie – powiedział pocieszająco i zgodnie z prawdą, bo Sophie rzeczywiście z każdą chwilą wyglądała coraz lepiej. Gdzieś przez głowę mu przeszło, że skoro najwyraźniej Sophie była z nimi wszystkimi spokrewniona, to Mulciberowie mieli dzisiaj jakiegoś wyjątkowego pecha. – Poczekaj tu z nią chwilę, proszę. Gdyby coś się działo, to od razu mnie zawołaj – rzucił jeszcze do Charlesa, a sam ruszył, by na prośbę Richarda, zerknąć na Philipa, wiedząc, że Sophie nic nie będzie, a lepiej było mieć już to z głowy, zwłaszcza gdy drugi uzdrowiciel miał raczej poważniejszy przypadek na głowie.
– Ładnie się pan załatwił panie Nott – powiedział bardzo profesjonalnie i grzecznie, gdy już stanął przed czarodziejem, by ocenić kontuzję, jeśli ten oczywiście mu na to pozwolił. Nie miał pojęcia, czemu Florence pałała do mężczyzny tak silną antypatią, ale ufał kuzynce w jej ocenie. – Na pana miejscu udałbym się jakoś na spokojnie do Munga, bo jeśli świeczka wyrządziła u pana takie szkody, to może pana kości są bardziej podatne na uszkodzenia.
A może było to po prostu pechowe, lub szczęśliwe w zależności jak się na to patrzyło, uderzenie? Basilius bez ostrzeżenia machnął różdżką i wypowiedział kilka zaklęć, aby naprawić nos Notta. Uśmiechnął się.
– Proszę jeszcze chwilę tu posiedzieć i krzyczeć, jakby coś się działo. I oczywiście uważać następnym razem, gdy w otoczeniu będą świeczki o specjalnych kształtach – powiedział i jeśli nikt go dalej nie zatrzymywał, to odwrócił się, aby powrócić do Sophie i Charlesa, po drodze skinieniem głowy dając znak Richardowi, że sprawa jest załatwiona.
– Powodzenia – mruknął jeszcze jedynie do Florence, zanim ta deportowała się, aby pomóc swojemu bratu, zapisując sobie w głowie, że potem będzie musiał zajrzeć do mieszkania kuzynów, by upewnić się, że wszyscy byli cali i zdrowi.
Na razie jednak wciąż czekał przy Sophie kontrolując stan czarownicy, zamierzając zostać tu tak długo, aż paraliż zniknie, a on się upewni, że młodej czarownicy nic więcej niż dolega.
Zerknął ma Charlesa, który właśnie do nich podszedł i pokręcił głową.
– Nie. Nic jej nie będzie. Zresztą jeszcze chwila, a dojdzie do siebie – powiedział pocieszająco i zgodnie z prawdą, bo Sophie rzeczywiście z każdą chwilą wyglądała coraz lepiej. Gdzieś przez głowę mu przeszło, że skoro najwyraźniej Sophie była z nimi wszystkimi spokrewniona, to Mulciberowie mieli dzisiaj jakiegoś wyjątkowego pecha. – Poczekaj tu z nią chwilę, proszę. Gdyby coś się działo, to od razu mnie zawołaj – rzucił jeszcze do Charlesa, a sam ruszył, by na prośbę Richarda, zerknąć na Philipa, wiedząc, że Sophie nic nie będzie, a lepiej było mieć już to z głowy, zwłaszcza gdy drugi uzdrowiciel miał raczej poważniejszy przypadek na głowie.
– Ładnie się pan załatwił panie Nott – powiedział bardzo profesjonalnie i grzecznie, gdy już stanął przed czarodziejem, by ocenić kontuzję, jeśli ten oczywiście mu na to pozwolił. Nie miał pojęcia, czemu Florence pałała do mężczyzny tak silną antypatią, ale ufał kuzynce w jej ocenie. – Na pana miejscu udałbym się jakoś na spokojnie do Munga, bo jeśli świeczka wyrządziła u pana takie szkody, to może pana kości są bardziej podatne na uszkodzenia.
A może było to po prostu pechowe, lub szczęśliwe w zależności jak się na to patrzyło, uderzenie? Basilius bez ostrzeżenia machnął różdżką i wypowiedział kilka zaklęć, aby naprawić nos Notta. Uśmiechnął się.
– Proszę jeszcze chwilę tu posiedzieć i krzyczeć, jakby coś się działo. I oczywiście uważać następnym razem, gdy w otoczeniu będą świeczki o specjalnych kształtach – powiedział i jeśli nikt go dalej nie zatrzymywał, to odwrócił się, aby powrócić do Sophie i Charlesa, po drodze skinieniem głowy dając znak Richardowi, że sprawa jest załatwiona.