Festyn, jak festyn. Było tłoczno i kolorowo, ale Rita lubiła kolory, lubiła gdy wiele się działo. Zawsze można było wypatrzyć między straganami coś ciekawego, co przyciągało srocze oczy. Błyskotki, lubiła je bardzo, nie mogła się powstrzymać przed kupieniem kolejnej pierdoły, którą zapewne schowa gdzieś na dnie swojej szafki z biżuterią.
Opamiętała się jednak, że nie znalazła się tutaj po to, aby zwiedzać stragany. Harold poprosił ją o przysługę, a Ricie zależało na tym, aby w ministerstwie traktowano ją z odpowiednim szacunkiem, więc oczywiście, że zgodziła się ją spełnić. Przysługa za przysługę, kto wie, kiedy będzie musiał się jej odwdzięczyć.
Nim jednak dotarła do miejsca, w którym miała znaleźć nasiona pokusiła się na zjedzenie ciastka z wróżbą. Przeczytała znajdującą się tam informację. Zmrużyła przy tym oczy, bo nie wyczytała na papierze czegoś, co chciałaby zobaczyć. Cóż ciastka z wróżbą nie były specjalnie mocno zobowiązujące, te przepowiednie na pewno miały mniejszą wartość od tych wygłaszanych przez wuja Morpheusa, a przynajmniej tak się jej wydawało. Zgniotła karteczkę i wsadziła ją sobie do kieszeni.
Wreszcie zlokalizowała stoisko Adelajdy, która miała jej przekazać to, czego życzył sobie Harold. Odczekała swoje w kolejce, po czym przywitała kobietę uśmiechem. Głowę miała uniesioną wysoko, była przy tym wyprostowana niczym struna, ubrana schludnie, w prostą sukienkę w pastelowo błękitnym kolorze. Zdecydowanie bardziej pasowała do salonów niżeli jarmarku.
- Witam panią. - Walczyła ze sobą, aby nie skrzywić się, gdy usłyszała skrzeczący głos kobiety.
- Och nie, z kochankami mi nie specjalnie po drodze, ja po przesyłkę dla pana Bumfuzzla. - Miała nadzieję, że kobieta będzie wiedziała po co się tutaj pojawiła, Harold jakoś specjalnie nie dzielił się z nią szczegółami i dobrze, bo na roślinach nie znała się wcale.