15.06.2024, 21:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2024, 21:57 przez Sebastian Macmillan.)
Południowe stragany - stoisko kowenu
Obsługuję Ulę, Sauriela, Victorię i Ambrosię.Ula
— Świeczki są zaczarowane. Wystarczy stuknąć różdżką i wypowiedzieć imię, które ma zostać automatycznie wygrawerowane — poinformował młodą czarownicę, gdy ta nie mogła się zdecydować czyje imię wybrać. — Można ją zakląć we własnym zakresie. Przy odrobinie wprawy pewnie można też zetrzeć magicznie grawer i wykonać nowy.
Nie chciał dotykać się do świec klientów bardziej, niż było to konieczne. Raz, że personalizowanie prezentów nie leżało w zakresie jego obowiązków, a dwa... Nie chciał potem słyszeć pretensji, że źle zapisał czyjeś imię, bo nie zrozumiał zapisu. Chociaż Lammas nie było tak tłoczne, jak chociażby Beltane czy Ostara, tak przez występy, które odbywały się na scenie, było tu dosyć głośno; przynajmniej jak na standardy Sebastiana. Nie mając zamiaru narażać się swoim klientów przez problemy ze słuchem w tych warunkach, po prostu podliczył zamówienie panny Brzęczyszczykiewicz i pożegnał się z nią, życząc wesołego Lammas.
Sauriel & Victoria
Sebastian mimowolnie wyprostował plecy, gdy przy stoisku znalazła się młoda atrakcyjna para. Powodem tego nagłego napięcia była energią jaką zdawał się wręcz kipieć mężczyzna. Wprawdzie Sebastian starał się nie oceniać po pozorach (w końcu był kapłanem, toteż nie wypadało), jednak od razu stał się bardziej czujny. Pobudzeni ludzie zazwyczaj sprowadzali kłopoty... Jak Brenna Longbottom, która latała jak najęta z jednego końca Wielkiej Brytanii na drugi, pakując się w kłopoty.
Przestań, nie każdy człowiek jest jak ona, zganił się Macmillan. Eh, spędzanie większej ilości czasu pośród ludzi zdecydowanie wyszłoby mu na dobre. Przez te swoje wycofanie już nawet zwykli ludzie wydawali mu się nadpobudliwi. Początkowa podejrzliwość wyparowała z Sebastiana, gdy zauważył, że zarówno Sauriel, jak i Victoria byli nadzwyczaj zainteresowani większymi zakupami. Oho. To będzie dobre.
— Jeśli mogę — wtrącił się do rozmowy pary klientów (Sauriela i Victorii), gdy zaczęli rozprawiać na temat jednej z książek kucharskich. — Jak wskazuje imię przybrane przez moją siostrę w wierze, jej osoba jest... Pełna Fantazji, więc na pewno znajdzie się tam przepis na wyśmienitą czekoladę. W tej o deserach na pewno coś będzie.
Zapakował zamówienie, na jakie składały się dwie książki kucharskie, kolorowanka dla dżentelmena o artystycznych ciągotach oraz zestaw dwóch t-shirtów z hasłami religijnymi. Musiał przyznać, że szło im coraz lepiej. Kto wie, może kowen będzie nawet zadowolony z dzisiejszych wyników sprzedaży. Żeby tylko nie weszło im to w nawyk, pomyślał przelotnie. Obecność kowenu na sabatach nie powinna się ograniczać do sprzedaży zakładek i książek kucharskich. Gdzie ogniska, gdzie pale sierpniowe!
— Niech wam Matka błogosławi — pożegnał Rookwooda i Lestrange.
Ambrosia
Ewidentnie Macmillan nie miał dziś czasu na odpoczynek, bo ledwo odeszli poprzedni klienci spośród tłumku wyłoniła się jego droga kuzynka Ambrosia. Na jej widok złożył ręce jak do modlitwy, uśmiechając się do niej. Był to najprawdopodobniej najszczerszy uśmiech, jakim kogokolwiek obdarzył tego dnia.
— Z całym szacunkiem do mych siostrzyczek w wierze, ale mam wrażenie, że nawet one nie zapracują na taki utarg, jaki nam się dzisiaj szykuje — stwierdził, uśmiechając się krzywo do kuzynki. — Poza tym, od Stonehenge kowen chyba ma pewne... hmm... kłopoty. Staram się pomagać, jak mogę. Jakby na to nie patrzeć Macmillanowie zawsze byli blisko tego wszystkiego.
Westchnął ciężko. Nie chciał narzekać na to, co się działo. Starał się być lojalny wobec arcykapłana, jak i arcykapłanki, która obecnie przebywała pod opieką specjalistów. Przerażał go rytuał, jaki chciała przeprowadzić kuzynka w Stonehenge, o czym dowiedział się od młodej Sary, jednak... Nawet nie miał okazji wygarnąć przywódczyni sabatu tego, co zrobiła. Mało kogo do niej wpuszczali, więc zapewne była w gorszym stanie niż początkowo sądzono.
— W czym mogę ci dziś pomóc, kuzynko? — spytał po dłuższej pauzie, rozpościerając dłonie przed głównym stoiskiem, wskazując na asortyment. — Muszę przyznać, że koszyki są ogromnym hitem. Od siebie polecałbym też koszule i, oczywiście, modlitewniki. Wiesz, jak to mówią: modlitwa z rana i z wieczora, a dusza od razu spokojniejsza, czyż nie?