15.06.2024, 21:15 ✶
Księga, którą trzymałem w swoich rękach, zawierała przeróżne mieszkanki ziół na specjalne okazje. Mogłoby się okazać, że to idealny top w celu uzupełnienia mojej wiedzy na temat kadzideł. Jakby nie patrzeć, do wielu z nich używałem suszonych ziół, a improwizacja mogła zaprowadzić mnie do odkrycia czegoś pomocnego...? Nim jednak dotarłem do końca strony, spojrzałem na odruchowo ponownie na Imogen i zdałem sobie sprawę, że wpatrywała się we mnie, dotykając stojącej nieopodal lampy. Nie miałem pojęcia, o czym do mnie wcześniej mówiła, o co pytała, więc uśmiechnąłem się nieśmiało, odkładając księgę. Nie chciałem jej urazić, więc zamierzałem wybrnąć z tego politycznie, jak też mąż powinien wychodzić z opresji w dyskusjach z małżonką...?
Podszedłem bliżej i spojrzałem na lampę, a potem ponownie na nią. Ująłem jej drugą dłoń w swoje dłonie. Nie chciałem jej robić nadmiernej nadziei, bo jeszcze nie podjąłem decyzji, ale jednak... Była ku temu idealna okazja?
- Myślisz, że ładnie wyglądałaby w naszym mieszkaniu? - zapytałem powoli, zastanawiając się, w jakie bagno w tej chwili wpadałem. Jak ja powiem Ojcu, że się wyprowadzamy? No bo przecież nie listownie! Cóż, na razie podejmowałem decyzję, więc miałem trochę czasu, zanim obwieścimy to światu, prawda? Miałem trochę czasu...? Choć, tak patrząc na Imogen, to raczej bardzo trochę czasu, a to robiło sporą różnicę. Ale może właśnie o to chodziło, żebym się uniezależnił od rodziny. Zaczął myśleć po swojemu? Jakoś to będzie. Przecież Ojciec mnie za taką decyzję nie zabije, czyż nie?
Najbardziej obawiałem się właśnie reakcji Ojca, ale również strony finansowej przedsięwzięcia. Z pewnością uszczupli to przyrost oszczędności, aczkolwiek też nie mogłem nadmiernie oszczędzać, szczególnie że Imogen zasługiwała na wszystko co najlepsze. Nie byłem pewien, skąd pojawiła jej się nagła potrzeba przeprowadzki, ale ewidentnie bardzo jej na tym zależało. Nie potrafiłem jej odmawiać, tak na dłuższą metę, więc... Dodatkowo chciałem ją chronić, trzymając jak najdalej od planów Śmierciożerców. Mogłem te sprawy zostawić w domu rodzinnym, gdzie przecież wciąż mogłem wracać. Nawet każdego dnia. To był po prostu krok do przodu, a jakby nie patrzeć, Vespera również się wyprowadziła, a Ulysses też bywał w domu niczym obcy.
- Tylko... tak na spokojnie, bez nadmiernej fascynacji, moja droga. Jeszcze potrzebuję to dokładnie przeanalizować, ale wstępnie mógłbym przystać na zakup mieszkania - odparłem, chcąc pocałować Imogen w policzek, ale nieoczekiwanie nam się zrobił tu niemały ambaras. Jakaś kobieta zaczęła przewracać krasnale...? Co tu się działo? Z tymi czarodziejami, to trzeba było mieć oczy dookoła głowy.
Podszedłem bliżej i spojrzałem na lampę, a potem ponownie na nią. Ująłem jej drugą dłoń w swoje dłonie. Nie chciałem jej robić nadmiernej nadziei, bo jeszcze nie podjąłem decyzji, ale jednak... Była ku temu idealna okazja?
- Myślisz, że ładnie wyglądałaby w naszym mieszkaniu? - zapytałem powoli, zastanawiając się, w jakie bagno w tej chwili wpadałem. Jak ja powiem Ojcu, że się wyprowadzamy? No bo przecież nie listownie! Cóż, na razie podejmowałem decyzję, więc miałem trochę czasu, zanim obwieścimy to światu, prawda? Miałem trochę czasu...? Choć, tak patrząc na Imogen, to raczej bardzo trochę czasu, a to robiło sporą różnicę. Ale może właśnie o to chodziło, żebym się uniezależnił od rodziny. Zaczął myśleć po swojemu? Jakoś to będzie. Przecież Ojciec mnie za taką decyzję nie zabije, czyż nie?
Najbardziej obawiałem się właśnie reakcji Ojca, ale również strony finansowej przedsięwzięcia. Z pewnością uszczupli to przyrost oszczędności, aczkolwiek też nie mogłem nadmiernie oszczędzać, szczególnie że Imogen zasługiwała na wszystko co najlepsze. Nie byłem pewien, skąd pojawiła jej się nagła potrzeba przeprowadzki, ale ewidentnie bardzo jej na tym zależało. Nie potrafiłem jej odmawiać, tak na dłuższą metę, więc... Dodatkowo chciałem ją chronić, trzymając jak najdalej od planów Śmierciożerców. Mogłem te sprawy zostawić w domu rodzinnym, gdzie przecież wciąż mogłem wracać. Nawet każdego dnia. To był po prostu krok do przodu, a jakby nie patrzeć, Vespera również się wyprowadziła, a Ulysses też bywał w domu niczym obcy.
- Tylko... tak na spokojnie, bez nadmiernej fascynacji, moja droga. Jeszcze potrzebuję to dokładnie przeanalizować, ale wstępnie mógłbym przystać na zakup mieszkania - odparłem, chcąc pocałować Imogen w policzek, ale nieoczekiwanie nam się zrobił tu niemały ambaras. Jakaś kobieta zaczęła przewracać krasnale...? Co tu się działo? Z tymi czarodziejami, to trzeba było mieć oczy dookoła głowy.