15.06.2024, 23:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2024, 23:44 przez Anthony Shafiq.)
Południowe stragany - stoisko panny Zemfir
– Ależ... nie zrozumieliśmy się panie Longbottom. Ja właśnie chwaliłem, że w tej małej ilości zgłoszeń wymagającej przymusu bezpośredniego, ufam w szeroki wachlarz pańskich technik. – Wzrokiem ześlizgiwał się po asortymencie Vioricy, chociaż doskonale wiedział, co chce wybrać w momencie, kiedy tylko jego rozmówca zasugerował kupienie tutaj czegokolwiek, poza zamówieniem pamiątkowej monety. – Nie zawsze można polegać na różdżkach i magii. Człowiek czuje się jednak bezpieczniej, gdy wie, że prosty pracownik Brygady Uderzeniowej ma kilka asów w rękawie więcej niż Expelliarmus. W końcu ulica to nie klub pojedynkowy, gdzie obowiązują określone zasady.
Anthony mówił tak, jakby sam bywał w klubie Srebrne Różdżki, niezależnie czy jako pojedynkujący się czy jako obserwator. Jego noga jednak nie postała w przybytku znajdującym się pod opieką rodu Longbottomów. Zadra z Godrykiem nie była świeża, a jednak są pewne sytuacje, które wypalają się żarem w sercu i pamięci i taką właśnie była konfrontacja z dala od standardów magicznych gentelmanów. Minęło ponad dwadzieścia lat, ale nie zmieniało to nic. Z drugiej strony jednak Shafiq mógł przecież opierać się na opowieściach, znać zasady, anegdotki od swoich znajomych, którzy aktywnie relaksowali się okładając zaklęciami innych.
Zamyślił się na moment, uciekając spojrzeniem w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą była szamotanina z udziałem Hadesa i z ulga przyjmując rozładowanie tego napięcia. Odruchowo chciał przekręcić sygnet, który powinien lśnić złotem na jego palcu, ale nie było go tam.
– Ja poproszę ten – wskazał bez pudła lśniący szarością pierścień, który Erik stuknął jako pierwszy inicjując w ogóle całą dyskusję na temat męskiej biżuterii. – ... i ewentualnie smoka spod lady – dodał posyłając czarujący uśmiech w stronę Viorici, chociaż szczerze nie zakładał, by jakiegokolwiek miała, na pewno nie takiego, który w sposób znaczący ubogaciłby jego kolekcję. Szczerze wątpił, by jubilerka w ogóle była przygotowana na to, że jej zleceniodawca będzie chciał od niej kupić coś w tak... dziwacznych dla ich relacji okolicznościach.
Płacić nie miał zamiaru, wieńcząc zakup prostym: "proszę dopisać to do rachunku, zapłacę przy okazji odbioru monety". Wobec poprzedniej wypłaty i tak byłaby to ledwie setna część, okruch, fanaberia na okoliczność święta plonów.
– Dasz wiarę, że przy kole z losami można dostać pelerynę niewidkę? Czekam na falę praktycznych żartów w departamencie, skoro każdy los mógł wygrać podobny artefakt. Zapewniono mnie, że jej działanie jest tymczasowe, ale i tak... To brzmi zatrważająco. – podjął lekko, kiedy ruszyli w stronę sceny. – Jak wnosisz występ ulicznego teatru? Bardzo giętki jest ten artysta, czasem zastanawiam się jaki w cyrku stosowany jest trening, żeby osiągnąć takie efekty.