16.06.2024, 14:47 ✶
Oparła głowę na łokciu, patrząc z lekkim politowaniem na siedzącego przed nią mężczyzną, nie mogąc jednak zmazać uśmiechu, który ciągle zdobił jej twarz. Chyba trochę jej go brakowało i cieszyła się, że postanowił znów wrócić do jej życia. Nawet jeśli trochę mu to zajęło.
- Nie o takim klękaniu myślałam, ale spokojnie, dostosuje się do wytycznych - rzuciła niby od niechcenia, w środku jednak przybijała sobie piątkę. Cóż, nie wiedziała jeszcze o komplikacjach serca Crowa, zresztą, jej wizją i tak już się dawno ukształtowała i wcale nie miała zamiaru robić zwykłego pierścionka zaręczynowego, bo po pierwsze, nie o to ją prosił, po drugie - nie lubiła gdy ktoś dawał jej wolną rękę i jedyne co robiła to coś typowego i oklepanego. Była gdzieś w głębi duszy nie tylko rzemieślnikiem, ale i artystą. Może niekoniecznie wielkim, ale chociaż przyzwoitym.
Uniosła brwi na polecenie wypicia, ale nie kłóciła się za mocno. I w sumie dobrze, że zdążyła przełknąć nalewkę, bo pewnie by się zakrztusiła na następne słowa.
Otworzyła szeroko usta, patrząc w lekkim zdziwieniu, choć nie było ono podszyte niczym nieprzyjemnym. Raczej, cóż.
- To ja nie mogę jednego znaleźć, a ty masz dwóch? Gdzie tu sprawiedliwość na tym świecie? - Też szeptała, choć nie mogła ukryć pewnego podziwu i zazdrości w głosie. I pewnej nuty “I ty Brutusie?”. Potem jednak szybko zamilkła, marszcząc brwi i słuchając w skupieniu.
Słysząc słowo “Dante” zbladła. Spojrzała w oczy Crowa, znajdując w niej czystą powagę i poczuła, jak robi jej się jednocześnie zimno i gorąco. Oparła się na krześle, przymknęła na chwilę oczy i wzięła głęboki oddech.
- Kurwa mać - rzuciła, w starym odruchu przygryzając paznokcie prawej ręki. - Wcale mu się kurwa nie dziwię, bo sama czuję, że zaraz zsunę się z krzesełka - odpowiedziała, nagle gorączkowo rozglądając się po klubie. Pamiętała, że ostatnim razem gdy Dante zaczął na nią nasyłać swoich ludzi szukali ją właśnie w podobnych miejscach.
Potem zaczęli nachodzić we własnym domu. Po jakimś czasie już nigdzie nie była bezpieczna. Zaszczuta przez psy gończe pod postacią czarodziei.
- To na pewno Dante? Myślałam że zdechł? - Przestała obgryzać paznokcie, nalała kolejny kieliszek i wypiła. I tyle ze spokojnej nocy. Wiedziała, że nie zaśnie.
- Do mnie na razie się nie odezwał. Nie wiem, czy zostawił sobie mnie na później, czy o mnie zapomniał, choć trochę w to wątpię. - Potarła czoło. Mogła żywić co prawda nadzieję, jej wybryk w końcu nie wyglądał na zbyt znaczący, ale wcale taki się nie okazał. Bo kiedy okazało się, że Dantego może okraść pierwsza lepsza zdzira, którą wynajął do podrzędnej roboty, tak kilka ważniejszych osób straciło do niego zaufanie. I nie przybyli wtedy, gdy Dante ich potrzebował. Niczym trzepot skrzydeł motyla wywołujący tsunami zrobiła coś, co powoli zaczęło ciągnąć gangstera w dół. a przynajmniej w tym pomogło.
- Nie o takim klękaniu myślałam, ale spokojnie, dostosuje się do wytycznych - rzuciła niby od niechcenia, w środku jednak przybijała sobie piątkę. Cóż, nie wiedziała jeszcze o komplikacjach serca Crowa, zresztą, jej wizją i tak już się dawno ukształtowała i wcale nie miała zamiaru robić zwykłego pierścionka zaręczynowego, bo po pierwsze, nie o to ją prosił, po drugie - nie lubiła gdy ktoś dawał jej wolną rękę i jedyne co robiła to coś typowego i oklepanego. Była gdzieś w głębi duszy nie tylko rzemieślnikiem, ale i artystą. Może niekoniecznie wielkim, ale chociaż przyzwoitym.
Uniosła brwi na polecenie wypicia, ale nie kłóciła się za mocno. I w sumie dobrze, że zdążyła przełknąć nalewkę, bo pewnie by się zakrztusiła na następne słowa.
Otworzyła szeroko usta, patrząc w lekkim zdziwieniu, choć nie było ono podszyte niczym nieprzyjemnym. Raczej, cóż.
- To ja nie mogę jednego znaleźć, a ty masz dwóch? Gdzie tu sprawiedliwość na tym świecie? - Też szeptała, choć nie mogła ukryć pewnego podziwu i zazdrości w głosie. I pewnej nuty “I ty Brutusie?”. Potem jednak szybko zamilkła, marszcząc brwi i słuchając w skupieniu.
Słysząc słowo “Dante” zbladła. Spojrzała w oczy Crowa, znajdując w niej czystą powagę i poczuła, jak robi jej się jednocześnie zimno i gorąco. Oparła się na krześle, przymknęła na chwilę oczy i wzięła głęboki oddech.
- Kurwa mać - rzuciła, w starym odruchu przygryzając paznokcie prawej ręki. - Wcale mu się kurwa nie dziwię, bo sama czuję, że zaraz zsunę się z krzesełka - odpowiedziała, nagle gorączkowo rozglądając się po klubie. Pamiętała, że ostatnim razem gdy Dante zaczął na nią nasyłać swoich ludzi szukali ją właśnie w podobnych miejscach.
Potem zaczęli nachodzić we własnym domu. Po jakimś czasie już nigdzie nie była bezpieczna. Zaszczuta przez psy gończe pod postacią czarodziei.
- To na pewno Dante? Myślałam że zdechł? - Przestała obgryzać paznokcie, nalała kolejny kieliszek i wypiła. I tyle ze spokojnej nocy. Wiedziała, że nie zaśnie.
- Do mnie na razie się nie odezwał. Nie wiem, czy zostawił sobie mnie na później, czy o mnie zapomniał, choć trochę w to wątpię. - Potarła czoło. Mogła żywić co prawda nadzieję, jej wybryk w końcu nie wyglądał na zbyt znaczący, ale wcale taki się nie okazał. Bo kiedy okazało się, że Dantego może okraść pierwsza lepsza zdzira, którą wynajął do podrzędnej roboty, tak kilka ważniejszych osób straciło do niego zaufanie. I nie przybyli wtedy, gdy Dante ich potrzebował. Niczym trzepot skrzydeł motyla wywołujący tsunami zrobiła coś, co powoli zaczęło ciągnąć gangstera w dół. a przynajmniej w tym pomogło.