04.01.2023, 21:38 ✶
Sauriel zupełnie nie wiedział, czego się spodziewać po Victorii oprócz krótkiej informacji, że nie jest pozbawioną uczuć zołzą. Tak się prezentowała. Wydawała się podejrzanie wręcz empatyczna. Podejrzanie, bo nie miał raczej doświadczeń, by ludzie wychowani w domach czystej krwi szczycili się empatią. Trochę o niej wiedział, wciąż nie na tyle, żeby wiedzieć, jak ją obsługiwać. I pewnie długo się jeszcze tego nie dowie, jeśli niektóre z pytań nie padną. I taki spis pytań nie byłby głupi. Tych bardziej małostkowych jak i bardziej skomplikowanych.
Tak więc - nie wiedział, jak ją obsługiwać, a po ich ostatniej rozmowie tym bardziej nie wiedział, jak się zachowywać. I niby był trochę zły i niby mu się nie podobało, niby była teraz obiektem, który przypominał o hańbie i poczuciu żałości, a niby była osobą, która wydała się nad wyraz ludzka. Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem miał z kimś taki problem. Czy to wina przymusu? Chyba tak. Nieznajoma osoba, która jest ci przedstawiana jako “twoja narzeczona”, kiedy masz wystarczająco problemów na głowie. To, że tu siedzieli, w walentynki i gadali o kwiatach, świecach i początkach religii też było dziwne. Ani nie potrafił ułożyć i ulokować swoich myśli, ani emocji. Miotał się w tym. Może problem był taki: był za trzeźwy.
- Z tym wykradaniem się. Bez urazy, ale nie pasujesz na niegrzeczną dziewczynkę, która nie wychodzi naprzeciw żądaniom rodziców. - No nie chodziło o to, żeby ją obrazić, no przecież nie miał niczego złego na myśli. Z tamtą klaczą też nie. Nie tak personalnie w każdym razie. Naprawdę nie lubił się hamować, dlatego głównie źle się czuł aktualnie w jej towarzystwie. Bo czuł, że MUSI, a tak naprawdę nie był pewien, czy TAK JEST NA PEWNO. Więc… pozostawało próbować. Ostrożnie. Ostrożność też nie do końca była teraz w jego naturze, bo miał cierpliwość chyba na minusie. Tak mu się wydawało. Ale może się nie doceniał. Tak jak na wielu płaszczyznach.
Sam otworzył ich kartę, ale na drinkach, jakie tu oferowali. Wybrał jakieś słodkie, o fikuśnej nazwie w stylu Broda Merlina i oddał kelnerce jedno z Menu. Jedno im raczej wystarczy. Jednocześnie pokręcił głową przecząco w pytaniu o to, czy na pewno nie chce zamawiać czegoś do jedzenia.
- Nie mam zielonego pojęcia, jak się do ciebie odnosić i jak cię traktować. - Przyznał, siadając wygodnie. - Nie ufam ludziom z natury. A ty jesteś człowiekiem, który będzie stałym punktem w moim nie-żywocie. Do tego też nie jestem przyzwyczajony. Wolę trzymać ludzi na bezpieczną odległość.
Tak więc - nie wiedział, jak ją obsługiwać, a po ich ostatniej rozmowie tym bardziej nie wiedział, jak się zachowywać. I niby był trochę zły i niby mu się nie podobało, niby była teraz obiektem, który przypominał o hańbie i poczuciu żałości, a niby była osobą, która wydała się nad wyraz ludzka. Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem miał z kimś taki problem. Czy to wina przymusu? Chyba tak. Nieznajoma osoba, która jest ci przedstawiana jako “twoja narzeczona”, kiedy masz wystarczająco problemów na głowie. To, że tu siedzieli, w walentynki i gadali o kwiatach, świecach i początkach religii też było dziwne. Ani nie potrafił ułożyć i ulokować swoich myśli, ani emocji. Miotał się w tym. Może problem był taki: był za trzeźwy.
- Z tym wykradaniem się. Bez urazy, ale nie pasujesz na niegrzeczną dziewczynkę, która nie wychodzi naprzeciw żądaniom rodziców. - No nie chodziło o to, żeby ją obrazić, no przecież nie miał niczego złego na myśli. Z tamtą klaczą też nie. Nie tak personalnie w każdym razie. Naprawdę nie lubił się hamować, dlatego głównie źle się czuł aktualnie w jej towarzystwie. Bo czuł, że MUSI, a tak naprawdę nie był pewien, czy TAK JEST NA PEWNO. Więc… pozostawało próbować. Ostrożnie. Ostrożność też nie do końca była teraz w jego naturze, bo miał cierpliwość chyba na minusie. Tak mu się wydawało. Ale może się nie doceniał. Tak jak na wielu płaszczyznach.
Sam otworzył ich kartę, ale na drinkach, jakie tu oferowali. Wybrał jakieś słodkie, o fikuśnej nazwie w stylu Broda Merlina i oddał kelnerce jedno z Menu. Jedno im raczej wystarczy. Jednocześnie pokręcił głową przecząco w pytaniu o to, czy na pewno nie chce zamawiać czegoś do jedzenia.
- Nie mam zielonego pojęcia, jak się do ciebie odnosić i jak cię traktować. - Przyznał, siadając wygodnie. - Nie ufam ludziom z natury. A ty jesteś człowiekiem, który będzie stałym punktem w moim nie-żywocie. Do tego też nie jestem przyzwyczajony. Wolę trzymać ludzi na bezpieczną odległość.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.