16.06.2024, 20:59 ✶
Zerkała oczywiście na jego minę, zaintrygowana. Nie mówiła nigdy otwarcie o swoich zainteresowaniach potencjalnymi partnerami, wiedząc, jaki wpływ miało to na Edwarda i jak mocno nakręcało na tematy związane ze ślubem jej mamę. Niezbyt rozumiała niechęć do staropanieństwa, które przecież nie było w dzisiejszych czasach takim złym rozwiązaniem, ale dyskusje z nią na ten temat były bezsensu. Basiliusowi jednak ufała, podobnie jak Laurentowi i Florence, którzy zawsze umieli zachować jej sekrety.
- Najpiękniejszym mój Drogi, o Islandii. Wiesz, że mają tam wilki? -ton jej głosu pełen był entuzjazmu i radości, którą dał jej razem ze swoją chęcią wypadu na weekend. Łatwiej będzie Hjalmarowi dozować rodzinę Prewett, niż wrzucać do tego kotła ot tak. Nie miała sumienia, a już przede wszystkim obawa o jego ucieczkę z krzykiem była zbyt silna. - No dobrze, jest trochę chłodno zimą i jesienią, ale wiosna oraz lato, są naprawdę przepiękne i często jest dużo przyjemniej, cieplej, niż tu w Londynie. Oczywiście nijak się to ma do Turcji, ale.. Nie jest źle?
Uśmiechnęła się znów słodko i niewinnie, puszczając mu oczko, gdy jej głowa przekręciła się nieco na bok. Brązowe pasma włosów zakołysały się leniwie pod wpływem nagłego ruchu, a blade refleksy światła z kandelabrów nadały im orzechowego odcienia.
Ich konie były równie charakterne i silne, co sami członkowie rodziny. Nic dziwnego, że to akurat oni zdobyli sekrety związane z ich hodowaniem i nawiązali nić porozumienia, która owocowała sukcesami w wyścigach, jak i prowadzeniu stajni.
- Zawsze mógłby to być dom zaraz pod Londynem, podłączony do sieci kominków. - zasugerowała po jego wypowiedzi, częściowo rozumiejąc to zawahanie się. Wszak centrum magicznego świata w Wielkiej Brytanii miało sobą wiele do zaoferowania, zwłaszcza gdy zdarzało się korzystać z tego, co było również oferowane ze strony mugoli. - To dobry kompromis.
Ona sama musiała poprawić w kwestii opieki nad Marą, ale ta akurat wolałaby wypady poza rezydencję i beztroskie szybowanie po niebie, niż korzystanie z tutejszych pastwisk. Była taka szczęśliwa, gdy Panda wzięła ją na wykopaliska do Walii, jak okazało się, że zarówno Cathal, jak i reszta ekipy, nie miała nic przeciwko temu. Nie chciała tracić więzi z ludźmi, zwierzętami i nawet miejscami, które miały wpływ na to, jakim była człowiekiem. Na tle większości ludzi, mieli naprawdę dobre życie, nawet jeśli to właśnie rozpieszczenie, dobrobyt i natłok obowiązków towarzyskich im najbardziej przeszkadzała. Przytaknęła na jego słowa z kolejną falą entuzjazmu, kora wywołała szeroki uśmiech, uwydatniający dołeczki w polikach.
Gdyby mogła — nie czując na sobie czujnego spojrzenia czerwonych ślepi Mary, uściskałaby go za te doskonałe podsuwanie priorytetów w ich życiu. Była pewna, że zrobią wrażenie na abraksanach! Poczęstowała Marę, a chwilę później czule przesuwała palcami po jej szyi oraz grzywie, podkładając jej pod pysk kolejne przysmaki. Jak przypuszczała, koń jego kuzyna był najrozsądniejszy w całej stajni.
- Ciesze się, że tak myślisz. Tak sądziłam, że niższe barierki będą wam bardziej odpowiadać, podobnie jak umiejscowienie koszy na owoce - nie zaraz przy karmniku oraz poidle. - odpowiedziała mu pogodnie, zaraz dając Marze buziaka, a ta prychnęła, wywracając oczami. Na szczęście była spożwyczo-przekupna, podobnie, jak Pandora. Trzeba przyznać, że brunetka była pod wrażeniem oddania, które koń pokazywał Tahirze. - Prawdziwy gentleman, co? Ciekawe, od kogo się tego nauczył... - rzuciła niewinnie, wzruszając przy tym z rozbawieniem ramionami.
- Sugerujesz mi coś? - zapytała Mara, poruszając uszami, a potem całym łbem, aby delikatnie uszczypać zębami ramię właścicieli, na co ta pokręciła szybko głową.
- Absolutnie, jesteś koniem idealnym. - oznajmiła z powagą, puszczając ukradkiem oczko kuzynowi. Nie była, ale nikt przecież ideałem nie był.
- Oh, wspomniałaś mu o drugiej Marze ze swojego życia? - zapytała z zainteresowaniem jej klacz, wyjadając ostatni kawałek jabłka, a potem oblizując wargi. Odsunęła się ku zdumieniu Pandory, podchodząc do Basa i trącając go łbem. - Wygadała się? Powinieneś koniecznie zabrać Sylvaine ze sobą, gdy udasz się na Islandię.
- Najpiękniejszym mój Drogi, o Islandii. Wiesz, że mają tam wilki? -ton jej głosu pełen był entuzjazmu i radości, którą dał jej razem ze swoją chęcią wypadu na weekend. Łatwiej będzie Hjalmarowi dozować rodzinę Prewett, niż wrzucać do tego kotła ot tak. Nie miała sumienia, a już przede wszystkim obawa o jego ucieczkę z krzykiem była zbyt silna. - No dobrze, jest trochę chłodno zimą i jesienią, ale wiosna oraz lato, są naprawdę przepiękne i często jest dużo przyjemniej, cieplej, niż tu w Londynie. Oczywiście nijak się to ma do Turcji, ale.. Nie jest źle?
Uśmiechnęła się znów słodko i niewinnie, puszczając mu oczko, gdy jej głowa przekręciła się nieco na bok. Brązowe pasma włosów zakołysały się leniwie pod wpływem nagłego ruchu, a blade refleksy światła z kandelabrów nadały im orzechowego odcienia.
Ich konie były równie charakterne i silne, co sami członkowie rodziny. Nic dziwnego, że to akurat oni zdobyli sekrety związane z ich hodowaniem i nawiązali nić porozumienia, która owocowała sukcesami w wyścigach, jak i prowadzeniu stajni.
- Zawsze mógłby to być dom zaraz pod Londynem, podłączony do sieci kominków. - zasugerowała po jego wypowiedzi, częściowo rozumiejąc to zawahanie się. Wszak centrum magicznego świata w Wielkiej Brytanii miało sobą wiele do zaoferowania, zwłaszcza gdy zdarzało się korzystać z tego, co było również oferowane ze strony mugoli. - To dobry kompromis.
Ona sama musiała poprawić w kwestii opieki nad Marą, ale ta akurat wolałaby wypady poza rezydencję i beztroskie szybowanie po niebie, niż korzystanie z tutejszych pastwisk. Była taka szczęśliwa, gdy Panda wzięła ją na wykopaliska do Walii, jak okazało się, że zarówno Cathal, jak i reszta ekipy, nie miała nic przeciwko temu. Nie chciała tracić więzi z ludźmi, zwierzętami i nawet miejscami, które miały wpływ na to, jakim była człowiekiem. Na tle większości ludzi, mieli naprawdę dobre życie, nawet jeśli to właśnie rozpieszczenie, dobrobyt i natłok obowiązków towarzyskich im najbardziej przeszkadzała. Przytaknęła na jego słowa z kolejną falą entuzjazmu, kora wywołała szeroki uśmiech, uwydatniający dołeczki w polikach.
Gdyby mogła — nie czując na sobie czujnego spojrzenia czerwonych ślepi Mary, uściskałaby go za te doskonałe podsuwanie priorytetów w ich życiu. Była pewna, że zrobią wrażenie na abraksanach! Poczęstowała Marę, a chwilę później czule przesuwała palcami po jej szyi oraz grzywie, podkładając jej pod pysk kolejne przysmaki. Jak przypuszczała, koń jego kuzyna był najrozsądniejszy w całej stajni.
- Ciesze się, że tak myślisz. Tak sądziłam, że niższe barierki będą wam bardziej odpowiadać, podobnie jak umiejscowienie koszy na owoce - nie zaraz przy karmniku oraz poidle. - odpowiedziała mu pogodnie, zaraz dając Marze buziaka, a ta prychnęła, wywracając oczami. Na szczęście była spożwyczo-przekupna, podobnie, jak Pandora. Trzeba przyznać, że brunetka była pod wrażeniem oddania, które koń pokazywał Tahirze. - Prawdziwy gentleman, co? Ciekawe, od kogo się tego nauczył... - rzuciła niewinnie, wzruszając przy tym z rozbawieniem ramionami.
- Sugerujesz mi coś? - zapytała Mara, poruszając uszami, a potem całym łbem, aby delikatnie uszczypać zębami ramię właścicieli, na co ta pokręciła szybko głową.
- Absolutnie, jesteś koniem idealnym. - oznajmiła z powagą, puszczając ukradkiem oczko kuzynowi. Nie była, ale nikt przecież ideałem nie był.
- Oh, wspomniałaś mu o drugiej Marze ze swojego życia? - zapytała z zainteresowaniem jej klacz, wyjadając ostatni kawałek jabłka, a potem oblizując wargi. Odsunęła się ku zdumieniu Pandory, podchodząc do Basa i trącając go łbem. - Wygadała się? Powinieneś koniecznie zabrać Sylvaine ze sobą, gdy udasz się na Islandię.