Świat zasypało konfetti, a Morpheus zaczynał zastanawiać się, czy roślina była kolejnym objawem problemu z żywiołami i machinacji Czarnego Pana, przez którego powstał ten problem, czy powód leżał w głębi sadu z Jabłkami Hesperyd i za chwilę obok macek będą mieli stugłowego smoka ze złota, który nigdy nie zasypia. Antoniuszowy może by się to spodobało.
Odsunął się od macek rośliny i glutowatej, żrącej substancji, w stronę gaju i Abbotów. Jeszcze tego brakowało, aby zniszczyła mu nową parę oksfordów, które dopiero co przełamał i mógł wygodnie chodzić bez piszczenia tanimi, popularnymi ostatnio gumowymi podeszwami. Morpheus był dumnym zwolennikiem butów wykonanych na skórzanej podeszwie, najlepiej z cielęcej skórki, których nie czuło się na stopach niemal wcale. Dlatego też jego obuwie zamawiał szyte na miarę.
Gdy znalazł się dostatecznie daleko, ponownie przywołał ogień ze swojego kosmogramu, który go wypełniał jego duszę i pożerał od środka. Niechaj płonie, niechaj sczeźnie w otchłani Tartaru. Obrzydliwość, deformacja, oto co mieli przed sobą. Większą zagadką było coś innego, macka, która zignorowała jego osobę i jakby wiedziona instynktem, pomknęła w stronę, gdzie naraz znaleźli się gospodarze. Rzucił czar z determinacją w swoich ruchach. Nikt nie będzie krzywdził jego przyjaciela.
Akcja nieudana
Sukces!
— Co się dzieje z Jabłonią? — krzyknął do małżeństwa. Był przekonany, że zjawili się na obrzeżach świętego gaju, bo tamten miał coś wspólnego ze zdziczałą rośliną i źródło problemu znajdowało się właśnie tam, gdzie złote owoce zawisały na gałęziach. Musieli wiedzieć, że coś jest nie tak i co jest celem dewiacji roślinnej i chcieli to ukryć, inaczej przy gaju stanęłoby dużo więcej magów z ich rodziny, gotowych odeprzeć atak. Oczywiście spekulował. — Czemu wabi deformację?