17.06.2024, 10:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.06.2024, 10:47 przez Anthony Shafiq.)
w drodze pod scenę i pod sceną
rozmawia z Erikiem
rozmawia z Erikiem
Gdy Erik pochylał się nad nim, w stalowych oczach odbiło się zdziwienie faktem, że najprawdopodobniej obraża się za to jak sam się nazwał moment wcześniej. Anthony nie podjął jednak rękawicy, nie odniósł się do tego, nie przy obcych uszach, pochylonych w ich stronę. Wrócił do tematu dopiero gdy odeszli od straganu, ale nim dotarli do sceny. Podjął to tonem lekkiej niezobowiązującej pogawędki, licząc bardzo na watową otoczkę równie rozgadanego tłumu. Każdy w swojej głowie, każdy myślał tylko o sobie, to nie był bankiet, gdy każdy Twój ruch śledziło minimum dwanaście par oczu.
– Słyszałem, że sarkazm między przyjaciółmi jest możliwy wtedy i tylko wtedy, jak obaj wiedzą doskonale co wzajem o sobie myślą pod płaszczem ciętej kurtuazji. Gdy słowa pozostają słowami, zabawką unoszącą się i znikającą zaraz po wypowiedzeniu. Ty... wiesz co o Tobie myślę, prawda? – ton jego był znów miękki, łagodny. Obrócił się do Erika, próbując znaleźć odpowiedź w jego wyostrzonych chwiejnym okresem w życiu rysach. – Mówiłeś mi ostatnio bardzo jednoznacznie, że nie potrzebujesz pochwał, ale powiedz tylko słowo, a nie starczy mi dzisiejszego dnia, by wymienić wszystko to, co w Tobie cenię. Choć przyznaję, kusi bardzo żeby całą tę laudację wygłosić po francusku, co by sprawdzić na ile byłeś ze mną szczery z lekcjami tego języka. – Dodał lżej prostując się, wzrokiem uciekając do sceny, pilnując się bardzo, by się nie oglądać, nie szukać spojrzeń tych, którzy chcieliby na nich patrzeć. Zwłaszcza ciemnych oczu tajemniczego urzędnika tajemniczego departamentu, któremu powiedział, że idzie prosto pod scenę, ale coś długo mu to zajęło. Miecz Demoklesa wisiał nad nim, od dwóch tygodni jego zatroskani przyjaciele robili podchody na tę okoliczność. Cóż. Liczył bardzo, że i tym razem pod latarnią będzie najciemniej.
– Mhm, tak, kręgi kulturowe. – Powstrzymał parsknięcie. I kto tu powinien zdjąć maskę i przestać udawać? Samemu też skupił się na przedstawieniu, choć był nieco zbyt rozkojarzony, aby rejestrować to, co dzieje się na scenie. Nie ona była osią jego zainteresowania teraz. – Sądzę, że będę musiał porozmawiać z Josephine Avery, żeby urządzić jakiś koncert połączony ze zbiórką. Jest we mnie sporo powątpiewania, aby jedno skromne stoisko mogło rzeczywiście pokryć choćby dziesiątą część tego, co konwen obecnie potrzebuje. – Krytykę rozwiązań systemowych związanych z finansowaniem kultu pozostawił dla siebie. To był jednak worek pozbawiony dna, o czym przekonywał się każdorazowo, gdy podejmował się jakiejś w nimi współpracy. Ludzkość nie wymyśliła jednak do tej pory lepszej tuby propagandowej.
– Słyszałem, że sarkazm między przyjaciółmi jest możliwy wtedy i tylko wtedy, jak obaj wiedzą doskonale co wzajem o sobie myślą pod płaszczem ciętej kurtuazji. Gdy słowa pozostają słowami, zabawką unoszącą się i znikającą zaraz po wypowiedzeniu. Ty... wiesz co o Tobie myślę, prawda? – ton jego był znów miękki, łagodny. Obrócił się do Erika, próbując znaleźć odpowiedź w jego wyostrzonych chwiejnym okresem w życiu rysach. – Mówiłeś mi ostatnio bardzo jednoznacznie, że nie potrzebujesz pochwał, ale powiedz tylko słowo, a nie starczy mi dzisiejszego dnia, by wymienić wszystko to, co w Tobie cenię. Choć przyznaję, kusi bardzo żeby całą tę laudację wygłosić po francusku, co by sprawdzić na ile byłeś ze mną szczery z lekcjami tego języka. – Dodał lżej prostując się, wzrokiem uciekając do sceny, pilnując się bardzo, by się nie oglądać, nie szukać spojrzeń tych, którzy chcieliby na nich patrzeć. Zwłaszcza ciemnych oczu tajemniczego urzędnika tajemniczego departamentu, któremu powiedział, że idzie prosto pod scenę, ale coś długo mu to zajęło. Miecz Demoklesa wisiał nad nim, od dwóch tygodni jego zatroskani przyjaciele robili podchody na tę okoliczność. Cóż. Liczył bardzo, że i tym razem pod latarnią będzie najciemniej.
– Mhm, tak, kręgi kulturowe. – Powstrzymał parsknięcie. I kto tu powinien zdjąć maskę i przestać udawać? Samemu też skupił się na przedstawieniu, choć był nieco zbyt rozkojarzony, aby rejestrować to, co dzieje się na scenie. Nie ona była osią jego zainteresowania teraz. – Sądzę, że będę musiał porozmawiać z Josephine Avery, żeby urządzić jakiś koncert połączony ze zbiórką. Jest we mnie sporo powątpiewania, aby jedno skromne stoisko mogło rzeczywiście pokryć choćby dziesiątą część tego, co konwen obecnie potrzebuje. – Krytykę rozwiązań systemowych związanych z finansowaniem kultu pozostawił dla siebie. To był jednak worek pozbawiony dna, o czym przekonywał się każdorazowo, gdy podejmował się jakiejś w nimi współpracy. Ludzkość nie wymyśliła jednak do tej pory lepszej tuby propagandowej.