Udało jej się umknąć. Znaleźć miejsce poza zasięgiem tych cholernych macek. Mimo tego jednak, miała problem z tym, aby w tym całym chaosie odnaleźć ważne dla siebie osoby. Denerwowała się. A nawet więcej – panikowała z tej przyczyny. Zaczepiona przez Pandore, jedynie kiwnęła głową. Ciężko było jednak określić, co konkretnie miało to znaczyć. Zgadzała się? Czy może nie zamierzała się do tych słów kobiety dostosować?
Sytuacja wyjaśniła się szybko.
Wystarczyło, żeby babcia i dziadek teleportowali się pod płot oddzielający tę część sadu, w której się znajdywali od tej, która dostępna była tylko dla nielicznych. Ruda nie miała problemu z tym, aby odpowiednio zrozumieć ich postępowanie. Świadomość pojawiła się już po chwili. A także pewność odnośnie tego, w jaki sposób należało teraz postąpić.
W ręce Penny znalazła się różdżka.
- Płot! – krzyknęła w kierunku przede wszystkim Pandory, ale po prawdzie to nie tylko do niej kierowała swoje słowa. Następnie, korzystając z tego, że znajdywała się względnie blisko, rzuciła się biegiem w stronę Abbotów. Choć była rzemieślnikiem, nie nawykła do posługiwania się magią w ten sposób, to nie można było powiedzieć, żeby Weasley miała dwie lewe ręce. Nie była żądnym magicznym antytalentem. Pytanie tylko co powinna zrobić? W jaki sposób zadziałać? Tym co jako pierwsze przyszło jej do głowy, była transmutacja. Stosunkowo często korzystała z niej podczas pracy. Nie była mistrzem, ale po mistrzostwo sięgało się przecież poprzez ciężką pracę. Wciąż miała na nią dość czasu. Teraz zaś musiała liczyć na to, że to czym dysponowała okaże się wystarczające.
Machnęła różdżką, chcąc przekształcić jedną z macek w taki sposób, aby nie stanowiła jednej całości z resztą rośliny. Wydawało się to lepszym rozwiązaniem od translokacji, która nie mogła doprowadzić do większych zniszczeń. Penny nie chciała rośliny ciąć. Jeśli udało jej się przy pierwszym podejściu, zajęła się kolejną częścią rośliny, kolejną macką. Dokładnie w ten sam sposób. Natomiast jeśli pierwsze podejście nie wyszło, raz jeszcze różdżkę skierowała w stronę tej pierwszej macki.
- Babciu?! – krzyknęła w kierunku kobiety, dając tym samym znać, że jest obok i zrobi cokolwiek, co będzie w tym momencie potrzeba. Chciała ich wesprzeć.
Rzucam na transmutacje
Sukces!
Akcja nieudana