Peppa bardzo uważnie skupiła swoje spojrzenie na Norze. Chciała wiedzieć, jakie zadanie na nich spadnie. A wszyscy chyba mieli wykonać coś podobnego... chociaż szczegóły i tak pozostawały w tajemnicy szeptu.
Nora na scenie wyglądała, jakby zaczęła się bawić z Edgem w kotka i myszkę. Brwi Peppy uniosły się wysoko. Nie rozumiała, co tu się dzieje. Niemal podskoczyła, gdy blondynka została porwana do chaotycznego tańca.
Oby dla mnie nie przygotowali czegoś takiego...
Już widziała koronki swojej sukni porwane w wir artystycznego chaosu. Nawet perfekcyjnie przymocowany kapelusz spadłby jej z głowy.
Co jakiś czas zerkała na Laurenta, by zobaczyć, jak drugi z trzech ochotników reaguje na te dziwy. W przeciwieństwie do niej, chłopak nie wydawał się zaskoczony, czy przerażony. Pogratulował Norze występu, jak gdyby faktycznie coś zrobiła poza cudaczną bieganiną — bo tak to wyglądało w oczach Peppy.
Moment Laurenta nie dawał pannie Potter żadnej nadziei. Oni wszyscy kompletnie ześwirowali. Musiała uciekać.
Na scenie.
Ale było za późno. Właśnie dostała wskazówki dla swojej części występu. Nie brzmiało to tak źle. Właściwie to miała być... sobą. Odtrącić dziwaka, zabrać mu to, co chciała i odejść bez słowa. Idealnie. Tylko, czy biorąc udział w takim przedstawieniu nie zniszczy sobie reputacji? Stawiając pierwsze kroki na schodach, spojrzała na widownię. Dostrzegła kilka twarzy obleczonych zainteresowaniem. To jej wystarczyło.
Wpłynęła na scenę niesamowicie eleganckim i lekkim krokiem. Była jak elf unoszący się nad poranną polaną, na której wśród rosy leżał zniszczony Edge. Jej białe koronki kontrastowały z ciemnym kostiumem artysty. Byli jak Ying i Yang. Peppa z gracją, bez pośpiechu, spacerowała na drugi koniec sceny. Spojrzenie na mężczyźnie zatrzymała tylko raz. Gdy jeszcze leżał. Było to długie spojrzenie, twarz pozostała bez wyrazu, podbródek dumnie został na swojej pozycji. Później unikała go. Gdy przynosił jej różne obiekty, odwracała wzrok, odchodziła ostrym krokiem. Koronki spódnicy widowiskowo kręciły się przy każdym obrocie. Przy przedostatnim obiekcie Peppa podjęła ryzyko. Spojrzała na Edge'a wyniośle, nawet nie trudno było jej to odegrać, a następnie zakoronkowanymi dłońmi odepchnęła go od siebie. Nie włożyła w to wiele siły, liczyła, że artysta sam odegra to należycie (czyli dramatycznie).
Na końcu podszedł z różą. Nie musiała nawet grać uśmiechu wykwitającego na jej twarzy. Odebrała kwiat z nieukrywanym zadowoleniem. Nie spuszczała wzroku z nagrody. Odwróciła się i spokojnie zeszła ze sceny.
Teraz czekała na brawa.