17.06.2024, 14:11 ✶
W świetle wyczarowanym przez Sebastiana Peregrinus wyraźnie mógł oglądać, jak od półmartwego ciała odrywa się głowa. I to odrywa mocą jego własnego zaklęcia. Wykluła się z tego doświadczenia wątła, ale jednak satysfakcja: przyłożył z sukcesem rękę do pozbycia się zagrożenia. Nie miewał na ogół takich okazji.
Wraz z powoli rozpraszającą się mgłą u ich stóp, rozpraszała się również mgła, która opętała jego umysł i zrodziła tego ranka tak gwałtowne uczucia. Nie piekła go już każda myśl o Niewymownym. Na jego sukces zawodowy, który Peregrinowi nie był pisany, spoglądał już tylko ze znaną, ledwie wyczuwalną goryczą porażki. Odrzucona aplikacja do Departamentu Tajemnic została w końcu wysłana dobrych kilka lat temu, a on w międzyczasie pogodził się z inną rolą.
Ziarno zazdrości o Vakela trafiło z kolei na podatny grunt i kto wie, może za kwartał lub dwa wróci młodemu wróżbicie ochota na wydrapanie Morpheusowi oczu.
Tymczasem rozgrywały się jednak tuż przed nim sprawy bardziej naglące, w postaci kolejnego trupa zmierzającego ku Sebastianowi. Trelawney upewnił się jedynie, że jego samego od nieumarłego dzieli bezpieczna odległość. Nie rwał się do interwencji, skoro i tego przeciwnika obsiadła już chmara czarodziejów.
Choć miał się oczywiście wciąż na baczności na wypadek ataku kolejnych stworów, to nie mógł się powstrzymać od zerkania na wydobytą czaszkę. Jako że jednak była owinięta koszulą Patricka, nie podejrzał zbyt wiele.
Nie uśmiechało mu się czekać na następnych wstających z grobu strażników. Ten jeden dawał wystarczające świadectwo temu, że wyciągnięcie źródła z ziemi wcale nie odcięło im zasilania.
— Macie czaszkę, może to pora pomyśleć o przeniesieniu się w jakieś bezpieczniejsze miejsce? — zaproponował, zerkając wymownie w stronę, z której przyszli.
Była szansa, że roślinny mur na granicy lasu się rozpierzchł, być może była inna droga; tak czy inaczej wszystko wydawało się lepsze niż trwanie w tym przeklętym kościółku.
Wraz z powoli rozpraszającą się mgłą u ich stóp, rozpraszała się również mgła, która opętała jego umysł i zrodziła tego ranka tak gwałtowne uczucia. Nie piekła go już każda myśl o Niewymownym. Na jego sukces zawodowy, który Peregrinowi nie był pisany, spoglądał już tylko ze znaną, ledwie wyczuwalną goryczą porażki. Odrzucona aplikacja do Departamentu Tajemnic została w końcu wysłana dobrych kilka lat temu, a on w międzyczasie pogodził się z inną rolą.
Ziarno zazdrości o Vakela trafiło z kolei na podatny grunt i kto wie, może za kwartał lub dwa wróci młodemu wróżbicie ochota na wydrapanie Morpheusowi oczu.
Tymczasem rozgrywały się jednak tuż przed nim sprawy bardziej naglące, w postaci kolejnego trupa zmierzającego ku Sebastianowi. Trelawney upewnił się jedynie, że jego samego od nieumarłego dzieli bezpieczna odległość. Nie rwał się do interwencji, skoro i tego przeciwnika obsiadła już chmara czarodziejów.
Choć miał się oczywiście wciąż na baczności na wypadek ataku kolejnych stworów, to nie mógł się powstrzymać od zerkania na wydobytą czaszkę. Jako że jednak była owinięta koszulą Patricka, nie podejrzał zbyt wiele.
Nie uśmiechało mu się czekać na następnych wstających z grobu strażników. Ten jeden dawał wystarczające świadectwo temu, że wyciągnięcie źródła z ziemi wcale nie odcięło im zasilania.
— Macie czaszkę, może to pora pomyśleć o przeniesieniu się w jakieś bezpieczniejsze miejsce? — zaproponował, zerkając wymownie w stronę, z której przyszli.
Była szansa, że roślinny mur na granicy lasu się rozpierzchł, być może była inna droga; tak czy inaczej wszystko wydawało się lepsze niż trwanie w tym przeklętym kościółku.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie