05.01.2023, 10:39 ✶
Fergus Ollivander.
Gdyby Sauriel został zapytany kim jest Fergus Ollivander odpowiedziałby: na pewno nie twórcą różdżek. Lecz gdyby dostał zadanie, by opisać Fergusa, nie wiedziałby, co powiedzieć. To znaczy, wiedziałby. Powiedziałby: Fergus jest człowiekiem. Brzmi banalnie, co? Właśnie dlatego by tych słów nie wypowiedział. W jego głowie były sakramentem. Skaryfikacją najważniejszej części tego świata, tej ziemi. Ale osoby, które stąpały po tym świecie niekoniecznie wiedziały, jak cennym darem zostały obdarzone. I jak wiele niektórzy by oddali, żeby znów móc oddychać i cieszyć się ciepłem słońca. Tak to już było, że najbardziej tęsknisz za tym, czego mieć nie możesz. Że doceniasz to, co straciłeś, dopiero po samej stracie. Sauriel też docenił o wiele mocniej Fergusa, kiedy go przy nim nie było. Odpowiedzialność i wina nie były tutaj jego - Fergus nie miał żadnego wpływu na podjętą decyzję. Może mógł zrobić więcej? W końcu ludzkie to, by szukać swoich błędów i uczyć się na nich. Gdyby zacząć grzebać faktycznie mógł się zacząć zadręczać wątpliwościami i pytaniami. Dobrze zrobiłem, że go uśmierciłem? Dobrze zrobiłem, że nie próbowałem szukać bardziej? Ponoć dla chcącego nic trudnego. Ale Sauriel wiedział, że tutaj nie było nic lepiej do zrobienia i być może musiał to udowodnić temu mężczyźnie. Z tym, że jeszcze nie zdawał sobie sprawy, co dzieje się w głowie Pięknego.
Więc? Jak opisałby Fergusa? Tak, żeby ktoś inny był w stanie zrozumieć, jak na niego spoglądał i co o nim myślał? Nie wiedział. Nie było odpowiednich słów do tego opisu, język wydawał się zbyt ubogi. Może musiałby nauczyć się elfickiego z dzieł Tolkiena, który był ponoć tak bogatym językiem. A może wystarczyło usiąść i... napisać o nim piosenkę. Ułożyć palce na strunach i pozwolić, żeby ten opis był najdokładniejszym opisem o świecie.
By opowiedzieć całą historię Fergusa Ollivandera.
- Też mi to przyszło do głowy. - Prychnął, uspokojony i... w lepszym humorze. Uspokojony po swoim krótkim wybuchu jego gestem i na nowo rozweselony poczuciem humoru towarzysza. Tego, który starał się ignorować strach, a Sauriel starał się ignorować, że on się boi. W takim układzie ignorancji tworzyło się kółeczko wzajemnego uwielbienia, dzięki któremu można było pić z myślą, że przecież nic złego się nie wydarzy. A picie w spokoju to bardzo ważny element człowieczeństwa. - Jesteśmy kwita. Znam cię tyle lat, a nigdy nie wiem, czym zaraz pierdolniesz. - Jakie dziwne pytanie znowu wpadnie mu do głowy? Co znowu wymyśli? Albo kogo będzie chciał bić i wymachiwać swoimi piąstkami? Był uroczy, absolutnie uroczy, ale Sauriel jeszcze nie miał na tyle złośliwego nastroju, żeby mu to powiedzieć. Tak, złośliwość była tu potrzebna. I nadstawienie policzka, żeby Fergus mógł odreagować, że go "obrażają".
- Ooo, powiedział święty Mikołaj. - Pomachała nawet głową na boki w swoim pfyfaniu na to, że "nie lubi się dzielić". Nie lubił? Chyba się nad tym nie zastanawiał. Jeśli nie lubił się dzielić to skąd poczucie, że rozdał wszystko, co miał? - Oddaj swojego ostatniego winyla, jeśli ty się lubisz dzielić. - Pewnie, że tego nie oczekiwał, po prostu go zaczepiał. Tak, całkowicie w starym stylu. I teraz to nawet Sauriel pomyślał, że rzeczywiście jest jak dawniej. Nawet jeśli nie mogą wrócić do tamtych lat i tak wiele się zmieniło, to wychodziło nagle, że na powrót mieli siebie. A może to było jedno spotkanie z bardzo niewielu, jakich przyjdzie im doświadczyć w przyszłości..?
Zamiast się gniewać, posłał w kierunku Fergusa rasowego smirka, za ten tekst, że "nie jest charyzmatyczny". Albo raczej sugestię. Sauriel uwielbiał wyolbrzymiać swoje wady i rzucać nimi ludziom w twarz, ale co do niektórych rzeczy był na tyle pewny siebie, że aż arogancki. Zdawał sobie sprawę od wielu lat, jak oddziałuje na ludzi i nie strugał głupa, że jest inaczej. Że tego nie zauważa. W końcu był naprawdę bystrym i uważnym obserwatorem.
- Moją filozofią życia jest to, że mogę umrzeć w każdej chwili. To, że jeszcze nie umarłem, tworzy moją tragedię. - Wciąż się uśmiechają uniósł szklanicę whisky, dopił i polał im kolejną. Kiedy jesteś już martwy niewiele rzeczy cię interesuje, którymi przejmują się żywi. Nie obchodzi cię przetrwanie. Nie jest ci nigdy za zimno czy za ciepło. Nie musisz kupować jedzenia czy dbać o dostęp do wody. Nie obchodzi cię światło - hej, jesteś kreaturą nocy. Nie martwisz się o to, czy złapiesz grypę ani tym, czy przypadkowa Avada Kedavra powali cię na mrocznej uliczce. Więc tak - charakter naprawdę się zmieniał po zwampirzeniu, choć ta zmiana zależała od tego, kim byłeś, nim cię zmienili. Sauriel był kiedyś mocno wrażliwym gościem. I chyba tylko to sprawiło, że nie zamienił się w bestię, a bestie i potwora w sobie widział. - Jest UKONTENTOWANY tym spotkaniem. Więc Fergus - za nas. I żeby ci przyszłość w dzieci obrodziła i żebym mógł być ich chrzestnym. - Były głupie i głupsze toasty oraz te, które miały powkurwiać.
Dobrze wiemy, jakim toastem był ten.
Whisky polała się w sporych ilościach. Na tyle sporych, że Fergus niedomagał i w końcu zległ słodziutko na ramieniu Sauriela, jak taki słodki, pluszowy miś. Tylko zbyt kościsty, żeby go tulić. Sauriel odprowadził go (zaniósł) do jego domu, cucąc go po drodze, żeby ten chociaż był w stanie dotrzeć do własnego łóżka.
A potem, jak Edward Elric, obserwował go przez okno jak spał.
Gdyby Sauriel został zapytany kim jest Fergus Ollivander odpowiedziałby: na pewno nie twórcą różdżek. Lecz gdyby dostał zadanie, by opisać Fergusa, nie wiedziałby, co powiedzieć. To znaczy, wiedziałby. Powiedziałby: Fergus jest człowiekiem. Brzmi banalnie, co? Właśnie dlatego by tych słów nie wypowiedział. W jego głowie były sakramentem. Skaryfikacją najważniejszej części tego świata, tej ziemi. Ale osoby, które stąpały po tym świecie niekoniecznie wiedziały, jak cennym darem zostały obdarzone. I jak wiele niektórzy by oddali, żeby znów móc oddychać i cieszyć się ciepłem słońca. Tak to już było, że najbardziej tęsknisz za tym, czego mieć nie możesz. Że doceniasz to, co straciłeś, dopiero po samej stracie. Sauriel też docenił o wiele mocniej Fergusa, kiedy go przy nim nie było. Odpowiedzialność i wina nie były tutaj jego - Fergus nie miał żadnego wpływu na podjętą decyzję. Może mógł zrobić więcej? W końcu ludzkie to, by szukać swoich błędów i uczyć się na nich. Gdyby zacząć grzebać faktycznie mógł się zacząć zadręczać wątpliwościami i pytaniami. Dobrze zrobiłem, że go uśmierciłem? Dobrze zrobiłem, że nie próbowałem szukać bardziej? Ponoć dla chcącego nic trudnego. Ale Sauriel wiedział, że tutaj nie było nic lepiej do zrobienia i być może musiał to udowodnić temu mężczyźnie. Z tym, że jeszcze nie zdawał sobie sprawy, co dzieje się w głowie Pięknego.
Więc? Jak opisałby Fergusa? Tak, żeby ktoś inny był w stanie zrozumieć, jak na niego spoglądał i co o nim myślał? Nie wiedział. Nie było odpowiednich słów do tego opisu, język wydawał się zbyt ubogi. Może musiałby nauczyć się elfickiego z dzieł Tolkiena, który był ponoć tak bogatym językiem. A może wystarczyło usiąść i... napisać o nim piosenkę. Ułożyć palce na strunach i pozwolić, żeby ten opis był najdokładniejszym opisem o świecie.
By opowiedzieć całą historię Fergusa Ollivandera.
- Też mi to przyszło do głowy. - Prychnął, uspokojony i... w lepszym humorze. Uspokojony po swoim krótkim wybuchu jego gestem i na nowo rozweselony poczuciem humoru towarzysza. Tego, który starał się ignorować strach, a Sauriel starał się ignorować, że on się boi. W takim układzie ignorancji tworzyło się kółeczko wzajemnego uwielbienia, dzięki któremu można było pić z myślą, że przecież nic złego się nie wydarzy. A picie w spokoju to bardzo ważny element człowieczeństwa. - Jesteśmy kwita. Znam cię tyle lat, a nigdy nie wiem, czym zaraz pierdolniesz. - Jakie dziwne pytanie znowu wpadnie mu do głowy? Co znowu wymyśli? Albo kogo będzie chciał bić i wymachiwać swoimi piąstkami? Był uroczy, absolutnie uroczy, ale Sauriel jeszcze nie miał na tyle złośliwego nastroju, żeby mu to powiedzieć. Tak, złośliwość była tu potrzebna. I nadstawienie policzka, żeby Fergus mógł odreagować, że go "obrażają".
- Ooo, powiedział święty Mikołaj. - Pomachała nawet głową na boki w swoim pfyfaniu na to, że "nie lubi się dzielić". Nie lubił? Chyba się nad tym nie zastanawiał. Jeśli nie lubił się dzielić to skąd poczucie, że rozdał wszystko, co miał? - Oddaj swojego ostatniego winyla, jeśli ty się lubisz dzielić. - Pewnie, że tego nie oczekiwał, po prostu go zaczepiał. Tak, całkowicie w starym stylu. I teraz to nawet Sauriel pomyślał, że rzeczywiście jest jak dawniej. Nawet jeśli nie mogą wrócić do tamtych lat i tak wiele się zmieniło, to wychodziło nagle, że na powrót mieli siebie. A może to było jedno spotkanie z bardzo niewielu, jakich przyjdzie im doświadczyć w przyszłości..?
Zamiast się gniewać, posłał w kierunku Fergusa rasowego smirka, za ten tekst, że "nie jest charyzmatyczny". Albo raczej sugestię. Sauriel uwielbiał wyolbrzymiać swoje wady i rzucać nimi ludziom w twarz, ale co do niektórych rzeczy był na tyle pewny siebie, że aż arogancki. Zdawał sobie sprawę od wielu lat, jak oddziałuje na ludzi i nie strugał głupa, że jest inaczej. Że tego nie zauważa. W końcu był naprawdę bystrym i uważnym obserwatorem.
- Moją filozofią życia jest to, że mogę umrzeć w każdej chwili. To, że jeszcze nie umarłem, tworzy moją tragedię. - Wciąż się uśmiechają uniósł szklanicę whisky, dopił i polał im kolejną. Kiedy jesteś już martwy niewiele rzeczy cię interesuje, którymi przejmują się żywi. Nie obchodzi cię przetrwanie. Nie jest ci nigdy za zimno czy za ciepło. Nie musisz kupować jedzenia czy dbać o dostęp do wody. Nie obchodzi cię światło - hej, jesteś kreaturą nocy. Nie martwisz się o to, czy złapiesz grypę ani tym, czy przypadkowa Avada Kedavra powali cię na mrocznej uliczce. Więc tak - charakter naprawdę się zmieniał po zwampirzeniu, choć ta zmiana zależała od tego, kim byłeś, nim cię zmienili. Sauriel był kiedyś mocno wrażliwym gościem. I chyba tylko to sprawiło, że nie zamienił się w bestię, a bestie i potwora w sobie widział. - Jest UKONTENTOWANY tym spotkaniem. Więc Fergus - za nas. I żeby ci przyszłość w dzieci obrodziła i żebym mógł być ich chrzestnym. - Były głupie i głupsze toasty oraz te, które miały powkurwiać.
Dobrze wiemy, jakim toastem był ten.
Whisky polała się w sporych ilościach. Na tyle sporych, że Fergus niedomagał i w końcu zległ słodziutko na ramieniu Sauriela, jak taki słodki, pluszowy miś. Tylko zbyt kościsty, żeby go tulić. Sauriel odprowadził go (zaniósł) do jego domu, cucąc go po drodze, żeby ten chociaż był w stanie dotrzeć do własnego łóżka.
A potem, jak Edward Elric, obserwował go przez okno jak spał.
Koniec sesji
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.